27 lutego 2014

Drugie dno - rozdział 2

Był już wieczór, gdy się obudziłam. Ale nie poznałam tego otoczenia. Ciemne firany na oknie. Barokowy styl mebli. W pokoju było ciemno, ale zdążyłam zauważyć ubrania rozrzucone po całym pokoju. Nawet na poręczy łóżka wisiały spodnie. Oślepił mnie promień światła. Do pokoju wszedł mój szef.
-Obudziłaś się wreszcie.
-Co się stało?
-Zemdlałaś.
-Jak to?
-Nie pamiętasz?
-Nie.
-Zemdlałaś, gdy jechaliśmy do ciebie.
-A jak się tutaj znalazłam?
-Przyniosłem cię tutaj. Jesteś strasznie lekka.
-Przykro mi. Muszę zacząć więcej jeść.
-Przygotuję ci kolację. Tam jest łazienka jeśli chciałabyś skorzystać.
-Dziękuję.
On wyszedł, a ja udałam się do łazienki. Spojrzałam w lustro. Moje blond włosy wyglądały okropnie po kilku godzinach leżenia. Twarz blada, na której widać było jednak kilka piegów, których nie potrafiłam nigdy zakryć. Usta wysuszone, ale wciąż była na nich szminka. Makijaż się trochę rozmył, ale to nie był dla mnie problem. Wzięłam chusteczkę i szybko poprawiłam te niedoskonałości. Oczy miałam podpuchnięte i zaczerwienione. Ale ich zieleń nie zbladła. Wyszłam z powrotem do sypialni. Ruszyłam w kierunku jadalni. Cornelius, mój szef, bardzo kocha przepych. Jednak chodząc po tym domu mam wrażenie,że jest przesadzony. Dotarłam do jadalni. Było to olbrzymie pomieszczenie o wysokim suficie. Prawie jak sala balowa. Cornel zaprosił mnie do stołu. „Ciekawe dlaczego usiadł obok mnie?”
-Jak się czujesz?
-Dobrze. Dziękuję.-Powiedziałam speszona.
-To dobrze. Już się martwiłem.
-Nie ma czym.
-Ależ jest. Martwię się o ciebie bo...
-Bo?- Zapytałam zaciekawiona.
-Bo cię kocham.
-Słucham?
-Kocham cię. Nie mogę przestać o tobie myśleć i śnić.
-Ale... To nie możliwe.
-Wszystko jest możliwe.
-Zjedzmy. Zanim wystygnie. Zgoda?
-No dobrze.- Powiedział zawiedziony.
Powoli zjedliśmy. Byłam zachwycona tym jak on potrafi gotować. Ale też nie wiedziałam co mu odpowiedzieć.
-Odwiozę cię jeśli chcesz.
-Jeśli mogę to poproszę o odwiezienie. Muszę się nad wszystkim zastanowić w samotności.
Odwiózł mnie pod dom. Wychodząc z samochodu, dotknął mojego ramienia. Przeszedł mnie dreszcz. Weszłam do budynku. Odjechał, a ja weszłam na górę do siebie. Poszłam się wykąpać. Zaczęłam myśleć o tym co się dziś wydarzyło: „Co tak właściwie się dzisiaj stało? Jak on mógł mi coś takiego powiedzieć? Przecież jest moim szefem. To nie możliwe. To się nie dzieje naprawdę. Będę musiała z nim porozmawiać. A jeśli nie będzie chciał ze mną rozmawiać? A na dodatek ta sytuacja w jego samochodzie. Dlaczego moje ciało tak zareagowało? Czyżby coś przeczuwało? To mój szef. Nic więcej między nami nie będzie. To już postanowione.” Wyszłam z wanny i od razu położyłam się spać.

25 lutego 2014

Drugie dno - rozdział 1

Minęło kilkanaście lat odkąd stałam się taka, jaka jestem. Kocham swoje życie, ale niestety nie dane mi jest się nim nacieszyć. Zrozumiałam to dopiero teraz. Do pokoju wszedł znowu ten koleś, który przychodził tu co wieczór i mnie torturował. Moje ciało było całe obolałe. Siniaki w różnych miejscach, krew spływała mi strużką po twarzy. Mój umysł z bólu nie chciał już prawidłowo funkcjonować. Po sali znowu rozległy się moje krzyki. Powoli straciłam przytomność.
Nastał ranek. Gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam łapacz snów na jasnobeżowej ścianie. Powolutku usiadłam. Z łóżka spadł laptop i jakieś kartki. Przypomniałam sobie. Na jutro miałam sporządzić kosztorys wykonania projektu najnowszej biżuterii. Ale musiałam zasnąć. Po szybkim przygotowaniu się do dnia, ruszyłam do pracy.

Szef czekał już w biurze. Podniósł wzrok znad gazety, gdy tylko weszłam do pomieszczenia.
-Rozalindo. Jak samopoczucie?
-Dobrze szefie.
-A jak tam kosztorys?
-Doskonale. Mam już połowę sporządzoną.
-No to dobrze.
Usiadłam na swoim miejscu. Czas w pracy szybko mi mijał.
-Do jutra szefie.
-Do jutra Rozalindo.
Wyszłam z pracy. Podchodząc do samochodu, zachwiałam się. Wsiadłam do auta. Ktoś zapukał mi w szybę. Otworzyłam okno. To był mój szef.
-Rozalindo. Wszystko w porządku?
-Tak szefie. Przepraszam, że musiałeś się martwić.
-Może odwiozę cię do domu?
-Nie musisz. Dam sobie radę.
-Na pewno?
-Oczywiście szefie.
Odpaliłam silnik, ale zaczęło mi się kręcić w głowie. Pozwoliłam szefowi się odwieść do domu. Jadąc, wszystko zrobiło się czarne. Musiałam zemdleć.