24 grudnia 2015

Życzenia świąteczne

Niech tegoroczne święta pełne będą radości i miłości. 
Życzę Wam spełnienia marzeń i wszystkiego co najlepsze =^_^=

15 grudnia 2015

Drugie dno - rozdział 10

Nie wiem ile czasu leżałam, ale w końcu przyszedł Pawlo. Usiadł na brzegu łóżka i zaczął głaskać mnie po głowie. Jeszcze bardziej się rozpłakałam.
-Wypłacz się jeśli musisz.
-Rozmawiałam z szefem. Przepraszam. Z byłym szefem.
-Zwolnił cię?
-Tak.
-A z jakiego powodu?
-Z tego powodu, że widział nas razem.
-No i?
-Wyznał mi swoje uczucia przed tym wypadkiem.
-Rozumiem. Czyli się chłopak załamał.
-Powiedziałam mu, że jestem twoją narzeczoną.
-Rozumiem. Znajdziesz sobie pracę jeśli będziesz chciała nadal pracować.
-Dziękuję.
-A jeśli nie to pomożesz mojej mamie prowadzić biuro ojca.
-Obojętne mi to. Czas na kolacje już jest. Prawda?
-Za dwadzieścia minut jest kolacja. Rodzice ją trochę przełożyli. Dla ciebie.
-Nie musieli tego robić.
-Jedna ze służących słyszała twój płacz i powiadomiła o tym naszą trójkę. Dlatego tak postąpili.
-Rozumiem.
-To co? Uspokoiłaś się już?
-Tak. Dziękuję. Zaraz się ubiorę i możemy pójść.
-Nie musisz się przebierać. Wystarczy, że zmyjesz ślady łez z policzków i poprawisz włosy.
-Ale chcę się przebrać. Chociaż nie wiem czy moje ubrania będą wystarczająco dobre.
-Zobaczmy.
Podszedł do walizki i zaczął wyciągać moje ubrania. Wiedziałam, że zaraz coś powie.
-Przykro mi, ale nic z tych rzeczy nie nadaje się na kolację z królem i królową.
-Rozumiem. Dziękuję za opinię. Zostanę w takim razie w tym czym jestem.
-A jednak. No dobrze. Zrób co musisz i idziemy.
-Ok.
Szybko ruszyłam do łazienki i poprawiłam makijaż i fryzurę. Poszliśmy. W jadalni siedziała już para królewska, a potrawy były już wnoszone na stół. Pawlo odsunął dla mnie krzesło, więc na nim usiadłam i zaczekałam aż on zrobi to samo. Czułam napięcie przy stole. Para królewska przyglądała się mi, a mnie zżerała trema jak przed występem.
-I jak Rozalindo? Odpoczęłaś sobie?
-Nie za bardzo.
-Coś się stało?
-Proszę o wybaczenie, ale wiem, że Wasza Wysokość wiedział o moim stanie psychicznym od jednej ze służących.
-Powiedziałeś jej?
-Tak. Dzięki temu się uspokoiła.
-Rozumiem. Nic więcej jej nie mówiłeś?
-Bez Twojej zgody Ojcze nic jej nie powiem.
-Dobrze.
-Mogę wam przeszkodzić? Jestem głodna. Od wczoraj nic nie jadłam. A w szpitalu marne posiłki dają, więc dzisiejszego śniadania w ogóle nie ruszyłam.
-Nie krępuj się i jedz co tylko zechcesz.
-Dziękuję. Smacznego.
Wzięłam sobie kilka kromek chleba, plastrów szynki i sera. Poukładałam sobie to wszystko i zjadłam. Wszyscy patrzyli na mnie jak na głodomora.
-Ma dziewczyna wilczy apetyt. To dobrze. Pozwalam ci jej o wszystkim powiedzieć.
-Ale Ojcze...
-Co?
-Jeśli mam jej o tym powiedzieć to musicie być przy tym.
-Dlaczego?
-Bo to będzie wasza wina jeśli będzie chciała uciec z domu.
-No dobrze. Powiemy jej o tym w trójkę. A właśnie synu. Dzwoniła księżniczka Annabelle. Chciałaby się z tobą spotkać. Zaprasza cię do siebie.
-Nie zamierzam się z nią widywać. Nie teraz, gdy Rozalinda jest moją narzeczoną.
-Doskonale cię rozumiem synu. Rozalindo. Cieszymy się, że nasz syn na Ciebie trafił. Nie chcemy byś od niego uciekła, gdy tylko się dowiesz jednej rzeczy o naszej rodzinie.
-Rozumiem. To jest coś strasznego? - zapytałam po połknięciu jedzenia, które miałam w ustach.
-Dla ciebie może być. My z tym żyjemy całe życie.
-Przejdźmy do salonu. Tam o tym porozmawiamy.
-Dziękuję za posiłek – powiedziałam i wstałam od stołu.
-Kulturalną dziewczynę sobie znalazłeś synu.
-Wiem Ojcze.
Pozostali także wstali, Pawlo objął mnie w pasie i ruszyliśmy.

14 grudnia 2015

Witam

Hejka wszystkim. Przepraszam, że tak mało rozdziałów udostępniam, ale postaram się to nadrobić w okolicach świąt. Pozdrawiam
Yumi Hiko

28 września 2015

Życie - część 6

Obudził mnie Yukki. Poprosił bym przyszła do kuchni. Gdy byłam już na miejscu zauważyłam, że brat nie jest sam. Siedziała z nim jakaś kobieta.
-Yuko. To jest moja wychowawczyni. Yuiko - san.
-Bardzo miło panią poznać. Co panią sprowadza do naszego domu?
-Pani Asagawa Yumihiko?
-Tak. W czym mogę Pani pomóc, skoro jest Pani u nas w domu?
-Chodzi o Yukkiego...
-Coś nabroił?
-Właśnie nic. Proszę dać mi skończyć mówić.
-No dobrze.
Powiedziała mi o jego ocenach, o wynikach z próbnych egzaminów. O tym, że musi chodzić do szkoły do końca i zdać egzamin końcowy. Złożyła nam kondolencje i porozmawiała z nami o jego szkole, przyszłości. Po rozmowie po prostu wyszła. Yukki zrobił mi lekką kolację i podał tabletki. Zjadłam posiłek i zażyłam leki.
-Jak się czujesz?
-Dobrze. Dziękuję, że dałeś mi pospać.
-Nie przejmuj się tym. Za kilka tygodni masz operację. Powinnaś pomyśleć o sobie.
-A kto zajmie się tobą?
-Potrafię o siebie zadbać. Yuko. Dzwoniła w ciągu dnia Yuri. Chciała z tobą porozmawiać.
-Nie mam ochoty na żadne rozmowy. Na nic nie mam ochoty. Wejdę tylko bonusy zebrać i idę spać. Rano nie musisz mnie budzić. Zamknij za sobą drzwi po prostu.
-Zrozumiałem. Pamiętaj o lekach.
-Pamiętam. Dobranoc braciszku.
Wróciłam do pokoju po zjedzeniu jeszcze kilku kanapek. Włączyłam komputery i chwilkę pograłam. Pogadałam także z innymi GM – ami. Wysłuchali, zrozumieli i zaoferowali swoją pomoc. Przyjęłam ją z wielką chęcią. „Tylko dlaczego to zawsze mnie spotyka? Dlaczego pech nie chce mnie opuścić?” Jeszcze chwilkę pograłam. Gdy tylko Yuri się pojawiała w grze, od razu z niej wychodziłam. Wyłączyłam komórkę i położyłam się do łóżka. Nie wytrzymałam zbyt długo i włączyłam znowu telefon. Przyszedł sms od Yuriko: „Yuko. Zastanawiam się dlaczego mnie unikasz. Przecież gdybyśmy porozmawiały na spokojnie to byśmy sobie wszystko wyjaśniły. Obiecałam, że cię nie zostawię. Odpowiedz mi krótko i szczerze. Mam odejść i przestać się tobą interesować?” Opisałam jej krótkie „nie” i znów wyłączyłam telefon. Zasnęłam wpatrzona w sufit.

Drugie dno - rozdział 9

Dotarliśmy do jego domu. Wielki dom z pięknym ogrodem.
-Tutaj mieszkasz?
-Tutaj żyję.
-Wspaniały dom.
-I tylko nasz. Nie licząc mieszkającej służby.
-Nie mówiłeś wcześniej nic o służbie.
-Stwierdziłem, że zrobię ci niespodziankę tym.
-I zrobiłeś. Dziękuję, że przyjąłeś mnie do swego życia.
-To przeznaczenie. Zobaczysz jak jest w środku.
Wjechał do garażu i od razu zabrali moje walizki z bagażnika. Pawlo otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść. Poprowadził mnie przez długi korytarz do jakiegoś pokoju, którym była olbrzymia biblioteka. Przy stole ktoś siedział.
-Dzień dobry synu.
„Synu? To jego rodzice? A ja tak wyglądam?”
-Dzień dobry. Mamo, tato. Chcę wam kogoś przedstawić. To jest Rozalinda. Według legendy powinienem się z nią ożenić.
-Uratowałeś ją?
-Tak Ojcze.
-Rozumiem. Podejdź tu moja droga.
Zawahałam się. „A jak mnie nie polubią?” Pawlo ścisnął moją dłoń. Dodał mi tym otuchy. Powoli zaczęłam kroczyć w stronę jego rodziców.
-Spokojnie. Nie gryziemy.
-Miło Państwa poznać. Jestem Rozalinda Koramino.
-Witaj moje dziecko. Jestem Evan Draconis, a to jest moja żona Leilah. Nam też jest miło Cię poznać. Prawda skarbie?
-Naturalnie- powiedziała i się uśmiechnęła. Odetchnęłam.
-Wszystko w porządku?
-Tak. Byłam troszkę zestresowana. Ale już nie jestem.
-To dobrze. Może chcesz odpocząć po długiej podróży?
-Jeśli mogę to bardzo chętnie. Nie spałam za dobrze tej nocy.
-Zaprowadź ją do gościnnej sypialni.
-Oczywiście Ojcze.
Po drodze wszyscy się nam kłaniali. „Co się dzieje? Dlaczego? Dlaczego to się dzieje?” Pawlo mi się przyglądał. Widać było, że chce o coś zapytać.
-Pytaj jeśli musisz.
-Co cię trapi?
-Nic mnie nie trapi.
-Przecież widzę.
-No dobrze. Myślę o tym dlaczego oni się nam kłaniają.
-Od dzisiaj jesteś księżniczką.
-Księ...żniczką?- zatrzymałam się w pół kroku.- Nic nie mówiłeś.
-Zaskoczona? Przecież ci mówiłem, że od teraz będziesz miała służbę.
-No tak. Ale to co innego niż bycie księżniczką.
-Wcale, że nie.
-Właśnie, że tak- powiedziałam. W tym momencie chciałam się wrócić i przeprosić jego rodziców za problem. Chciałam stamtąd uciekać. Ale Pawlo mnie zatrzymał.
-Na pewno wszystko w porządku?
-Sama nie wiem.
-Chodź. Zaprowadzę cię do pokoju. Musisz odpocząć.
-Muszę sobie wszystko poukładać w głowie. Od dzisiaj zmienia się moje całe życie.
-Ja cię doskonale rozumiem. Tędy będzie szybciej.
Poprowadził mnie do jakiegoś pokoju, w którym były moje rzeczy.
-Odpocznij. Wrócę o dziewiętnastej. Będzie czas na kolację- mruknęłam i wyszedł. Zostałam sama. Sprawdziłam czy wszystko mam, po czym wzięłam komórkę i ją włączyłam. Od razu zaczął dzwonić więc odebrałam.
-Halo?- powiedziałam niepewnie.
-Justyna? Nie ma cię w pracy tak długo. Nie radzę sobie bez ciebie.
-Cornelius...? Przepraszam cię. Postaram się jak najszybciej wrócić do pracy. Chociaż nie wiem czy będę mogła.
-Jak to? O czym ty mówisz? Wiem, że miałaś wypadek i leżałaś w szpitalu, ale to nie powód dla którego masz rzucić pracę.
-Po tym wypadku czeka mnie jeszcze rehabilitacja. Nie wiem kiedy się skończy. Lekarz nic nie wspomniał o terminie skończenia.
-Wiem, że nie leżysz już w szpitalu. Widziałem cię jak wychodziłaś ze szpitala z jakimś facetem. Kim on jest?
-Jak to nas widziałeś?
-Kim on jest?! Ja się pytam!
-Nie krzycz. Krzykiem nic nie załatwisz.
-To mi odpowiedz!
-To mój narzeczony. Przepraszam. Znasz może ród Draconisów?
-Znam. Jak głosi legenda kobieta uratowana przez mężczyznę z tego rodu zostaje mu przeznaczona.
-Tak jest w moim przypadku. Najmocniej przepraszam.
-On cię uratował? Dlaczego nic nie powiedziałaś, gdy leżałaś w szpitalu?
-Ponieważ nie miałam przy sobie komórki.
-Rozumiem... To w takim razie do widzenia. Obyś miała udane życie. Na e-maila prześlę ci wszystkie dokumenty potrzebne do skończenia twojej pracy u mnie.
-Zrozumiałam. Ale czy...
-To już koniec. Żegnaj.
-Poczekaj chwilkę....- sygnał się urwał. Spojrzałam na telefon. To Cornelius się rozłączył. Położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać.

11 czerwca 2015

Życie - część 5

Obudziłam się w swoim pokoju. Na podłodze, oparta o łóżko, siedziała Yuri. Chyba też się już budziła bo zaczęła się ruszać. Spojrzała na mnie. Dźwignęła się na łóżko i mnie pocałowała. Uśmiechnęłyśmy się. Przyszedł Yukki z tacą, na której były dwie szklanki z herbatą i tosty z szynką i serem. Gdy go poczułam, od razu zrobiło mi się niedobrze. Zerwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki. Zwymiotowałam. Yuri przyszła chwilkę po tym. Pomogła mi się dźwignąć z podłogi i dojść do kuchni.
-Sora. Nie rób tostów z serem.
-Dlaczego?
-Bo robi mi się niedobrze od samego zapachu.
-Spoko. Już nie będę robić. Zjedzmy szybko te, które już są zrobione. Tobie jakie zrobić?
-Z samą szynką. Dziękuję.
-Nie ma sprawy - uśmiechnął się. Yuri mnie szturchnęła.
-Nie gap się tak na niego. Nie po tym co zrobiłyśmy - powiedziała z wyrzutem. „Czyżby była zazdrosna?”
-Gome - pocałowałam ją. Odwzajemniła pocałunek, ale po chwili zerwałam się w kierunku łazienki.
-Może powinna była zostać w szpitalu?
-Jeśli chce ten czas spędzić z nami, to nie powinniśmy jej tego odmawiać.
-Rozumiem. To co organizujemy?
Słyszałam ich rozmowę między kolejnymi falami wymiotów. Przyszedł po mnie Yukki. Pomógł mi się dźwignąć i dojść do umywalki. Obmyłam twarz i poszliśmy do kuchni. Yuri rozmawiała cicho z Sorą. Pochylali się coraz bardziej nad stołem. Ich twarze były coraz bliżej siebie. „To niemożliwe. Yuri jest bi? Ale dlaczego nic mi nie powiedziała?” Odchrząknęłam. Od razu na nas spojrzeli. Odwróciłam wzrok. Nie chciałam na nią patrzeć. Yuri podeszła do mnie.
-Co jest?
-Możemy porozmawiać na osobności?
-Jasne.
Zaprowadziła mnie do salonu i usiadłyśmy na kanapie.
-O czym chciałaś porozmawiać?
-O nas. Dlaczego mi nie powiedziałaś, że jesteś bi?
-Nie jestem.
-Przestań. Widziałam jak na niego patrzysz.
-Ale...
-Yukki!!! - usłyszałyśmy krzyk Sory z kuchni. Od razu tam poszłyśmy. Sora kucał i krył się przed Yukkim.
-Yukki. Braciszku. Co się stało?
-Słyszałem co mówiłyście. Sora mnie okłamał. Nie chcę go tu widzieć.
-Sora. Yuri. Wyjdźcie. Zostawcie nas samych.
-Ale....
-Powiedziałam coś Yuri. Nie mów już nic tylko wyjdź.
Poszli. Brat posprzątał w kuchni, a ja łazienkę. Yukki przyszykował po herbacie dla nas i zasiedliśmy w salonie. Włączyliśmy jakąś komedię, ale w ogóle nas nie bawiła. Po półgodzinnym oglądaniu wyłączyliśmy i poszliśmy do swoich pokoi. Włączyliśmy gry i nic już nas nie obchodziło. W pewnym momencie zapukał do mnie brat i przypomniał o tabletkach. Podziękowałam mu i wyszedł. Wzięłam lekarstwa i wróciłam do gry. Pojawiła się Yuri w grze. Zignorowałam ją i grałam dalej. Tak minął mi i bratu cały dzień. Szybko się wykąpałam i gdy wróciłam do pokoju zauważyłam, że telefon miga. Zobaczyłam kto się tak dobija. To był Sora. Pisał mi o dzisiejszym dniu, o Yukkim. Że go kocha i zrobi dla niego wszystko. Szkoda, że to nie Yuri. Naprawdę szkoda. Odpisałam mu, że mnie to mało obchodzi i że mam większe zmartwienia na głowie. Odpisał mi, że jutro przyjdzie porozmawiać z Yukkim o ich związku. Na serio mało mnie to obchodziło. Miałam na głowie pogrzeb, chorobę i brata, który nie miałby opieki gdybym nie wyszła z tego cało. Zaczęłam płakać. Usiadłam na brzegu łóżka i płakałam. Zmorzył mnie sen po kilku godzinach, więc tylko się położyłam na łóżku i zasnęłam. Obudził mnie Yukki, który przyszedł mnie poinformować, że śniadanie jest już gotowe. Poszłam do kuchni. Nie zbierało mi się na wymioty więc spokojnie zjadłam posiłek i wróciłam do pokoju. Brat zapukał tylko do pokoju i oświadczył, że wychodzi do szkoły. Poszłam zamknąć drzwi za nim i posprzątałam powoli w domu. Wyszłam na balkon z laptopem. Włączyłam sobie anime ale się nie przeniosłam. Nie wiedziałam gdzie chcę pójść. Minęło popołudniu, więc ruszyłam do kuchni i przygotowałam obiad dla brata. Sama zjadłam i wzięłam lekarstwa. Usiadłam w kuchni z kubkiem herbaty i czekałam na Yukkiego. Zjawił się punktualnie. Tuż za nim do mieszkania wszedł Sora. Przywitał się ze mną i brat zapiął psy. Wyszli. Nie wiem kiedy wrócili gdyż po powrocie do pokoju, położyłam się do łóżka. Musiałam wtedy zasnąć.

18 maja 2015

Shaman King - częśc 1

Gome za tak późne wstawianie nowego rozdziału. Problemy z komputerem mam. A chwilowo nawet dostępu nie mam by cokolwiek wrzucać. Przepraszam i zachęcam do czytania :D

Ps. Jeśli ktoś chciałby scenkę z końca rozdziału proszę pisać na gadu :D lub w komentach podać jakiś kontakt do siebie bym mogła to wysłać :D


W anime znalazłam się szybciej niż myślałam. Poszukałam Strasznego Wzgórza. To było pierwsze miejsce, o którym pomyślałam. Usiadłam pod wielkim drzewem i zaczęłam płakać.
-Amidamaru!!! Zaczekaj!!!
-Yoh!!!
-Bason!!!
-Ktoś tam jest!!!
Usłyszałam krzyki, więc spojrzałam do góry. Nie wyglądałam za dobrze. Podeszła do mnie Anna.
-Kim jesteś?
-Ja? Ja już sobie stąd idę. Mną się nie przejmujcie - powiedziałam i wstałam. Oparłam się o drzewo i spojrzałam w niebo. Ruszyłam przed siebie. Nawet nie wiedziałam gdzie idę. Ktoś mnie zatrzymał, więc na niego spojrzałam. Yoh trzymał mnie za ramię.
-Zaczekaj. Chciałbym z tobą porozmawiać. Amidamaru powiedział mi coś ciekawego. Mogę wiedzieć skąd jesteś?
-Nie. Proszę. Puść mnie. Muszę wracać do domu.
-Odprowadzimy cię. Chodź na wzgórze.
-Nie mogę. Chociaż to może być jedyne miejsce skąd mogę wrócić. No dobrze. Pójdę.
Wróciliśmy na Wzgórze. Wszyscy czekali na Yoh. Usiadł i zaprosił mnie obok siebie. Usiadłam grzecznie i zamachałam ogonem, który po chwili leżał na ziemi.
-Jak chcesz stąd wrócić do domu?
-Wystarczy, że ktoś mnie obudzi. Nie należę do tego świata. Przykro mi.
-Yuko!!! Gdzie jesteś?!
„Yuri?! Co ona tu robi?!”
-Muszę się schować. Nie chcę by mnie znalazła. Pomożecie?
-Jasne. Pomogę ci wejść na drzewo. Co ty na to?
-Ok. Może być.
Wszedł na drzewo i mnie przyciągnął do siebie. Posadził na jednej gałęzi i zeskoczył. Przybiegła Yuri.
-Przepraszam. Nie widzieliście może tutaj małej fioletowowłosej dziewczynki?
-Niestety nie. Siedzimy tu cały wieczór i nikogo nie widzieliśmy.
-Dziękuję.
Pobiegła dalej. Właśnie chciałam zejść, gdy osunęła mi się noga i spadłam. Bolał mnie tyłek, ale nic więcej mi nie było. Wróciła Yuri.
-Yuko. Tak myślałam, żeby wrócić. Lubisz takie miejsca, gdy się czymś martwisz. Wyglądasz uroczo. Są prawdziwe?
-Hai - opuściłam wzrok zawstydzona. - Jeśli chcesz możesz ich dotknąć. Nie dotykaj tylko ogona. Jest bardzo wrażliwy.
-Rozumiem.
Podeszła i dotknęła uszu. Zawstydzona, ze spuszczoną głową czekałam co następnie zrobi. Złapała mnie za podbródek i wręcz zmusiła bym na nią spojrzała. Pocałowała mnie, gdy dźwignęłam głowę.
-Yoh. Gdzie tu jest jakiś hotel?
-Możecie zatrzymać się u nas - powiedziała Anna.
-Naprawdę? Dziękuję Anno.
-Skąd znasz moje imię?
-Jestem Yuko. Podróżniczka. Znam wszystkich.
-Rozumiem. Czy ty widzisz duchy?
-Zależy jakie. Amidamaru i Basona widzę.
-Miło mi Cię poznać Yumihiko.
-Skąd wiesz jak mam na pełne imię?
-My duchy też wiemy dużo rzeczy.
Uśmiechnęłam się i wszyscy ruszyliśmy do domu Yoh. Anna zaprowadziła nas do jakiegoś pokoju.
-Tutaj możecie odpocząć.
-Dziękujemy.
Anna wyszła, a ja położyłam się na materacu. Yuri położyła się obok mnie i przytuliła.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też.
-Jak się tutaj znalazłaś?
-Yukki powiedział jak ty się tu dostałaś i zrobiłam to samo.
-To niebezpieczne dla zdrowia. Musisz stąd wyjść.
-Nie zostawię cię samej.
-Wiem.
Pocałowałam ją. Pogłębiła pocałunek, czułam jej język obok swojego. Pozwoliłam sobie na więcej i moje ręce powędrowały na jej ramiona. Zaczęły błądzić po jej skórze na szyi, by po chwili trafić na zamek sukienki. Odpinałam bardzo powoli, ale Yuri zniecierpliwiona zsunęła sukienkę z siebie i została w samej bieliźnie. Dotknęła ogona przypadkowo. Zamiauczałam i zarumieniłam się jeszcze bardziej.
-To w tym sensie jest taki wrażliwy?
-Taa... - odpowiedziałam. Pocałowała mnie i zaczęła pozbywać się ze mnie części garderoby, (scena wyłącznie na maila). Ja się tylko uśmiechnęłam i powoli odpłynęłam w czerń.

6 maja 2015

Szpital - część 2

Brat coraz bardziej miał zaczerwienione oczy. Chciało mu się płakać. Zresztą tak jak mi i reszcie. Gdy skończyłam, cała trójka mnie przytulała.
-Jesteśmy z tobą. Nie zostawimy cię samej.
-Dziękuję wam - powiedziałam i zaczęłam kaszleć. Przyszła pielęgniarka zmienić mi kroplówkę.
-Prawdopodobnie dzisiaj zostanie pani na obserwacji w nocy.
-Chcę opuścić szpital na własne żądanie.
-Rozumiem. Poinformuję doktora.
Wyszła. Chłopcy siedzieli przy oknie, a Yuri leżała obok mnie i się tuliła. Widać było, że nie chcą mnie samej zostawić. Yukki rozmawiał o czymś z Sorą. „Jestem ciekawa o czym rozmawiają.”
-Yuri. Możemy cię prosić na chwilkę do nas?
-Jasne. Zaraz wracam skarbie - pocałowała mnie w czoło i podeszła do chłopaków. Zaczęli o czymś rozmawiać. „Ale dlaczego szeptem?” Yuri odwróciła się do mnie.
-Zabiorę Sorę do waszego mieszkania i nakarmimy zwierzęta. Yukki posiedzi z tobą. Zgoda?
-Jasne. Całkowicie zapomniałam o kotach. Dzięki Yuri.
-Spoko. To my wrócimy później. Yukki. Daj nam znać jak będzie mogła wyjść. Ok?
-Ok - uśmiechnął się i nasi ulubieńcy wyszli. Siedzieliśmy z Yukkim w ciszy. Lekarz przyniósł potrzebne dokumenty i receptę na leki. Podpisałam co musiałam, a w tym czasie Yukki skontaktował się z Sorą i Yuri. O czymś chwilkę porozmawiali i skończył, gdy lekarz wyszedł.
-Zabieram cię na spacer. Yuri i Sora wyszli właśnie z psami. Zmierzają do parku, który jest tu niedaleko.
-Rozumiem. Czyli zabierasz mnie do tego parku?
-Tak. Chodź sis.
Zabraliśmy moje rzeczy i wyszliśmy. Pielęgniarki spoglądały na mnie złowieszczo. Niektóre ze smutkiem, inne zaś z troską w oczach. Pożegnaliśmy się w recepcji z lekarzem i wyszliśmy ze szpitala. Ruszyliśmy do parku. Po drodze kupiliśmy po zimnym napoju. Sora i Yuri już na nas czekali przy wejściu do parku. Dziewczyna Pomachała na nasz widok. Uśmiechnęliśmy się. „Właśnie dlatego ją kocham. Pomimo tego, że mogę umrzeć chodzi uśmiechnięta. A to ona będzie żyła na tym świecie beze mnie, a nie na odwrót.” Podeszliśmy do nich. Yukki przywitał się z psami. -Idziemy?
-Tak. A po spacerze wracamy do domu.
-Jasne.
Przeszliśmy się po parku. Psy sobie pobiegały, a my spędziliśmy czas radośni. Ale po mojej głowie krążyły myśli o chorobie. Dobrze, że umiałam maskować swoje uczucia.
-Yuko? Wszystko w porządku?
-Tak. Chciałabym już wrócić do domu - musiałam skłamać. Już i tak za bardzo się o mnie martwią.
-W porządku. Yukki i Sora. Złapiecie psy i przyjdziecie. Ok? Ja już pójdę z Yuko do domu.
-Jasne. Do zobaczenia później.
Poszłyśmy. Minęło pół godziny, a my byłyśmy dopiero w połowie drogi. Usiadłam na najbliższej ławce.
-Na pewno wszystko ok?
-Muszę odsapnąć. I zaraz możemy ruszać dalej.
-No dobrze.
Kupiła jakieś zimne napoje i siedziałyśmy w cieniu. Nawet chłopcy zdążyli do nas dojść.
-Co jest sis? Dlaczego tu siedzicie?
-Musiałam odpocząć. Nie wiedziałam, że tak długo tu siedzimy. Możemy ruszać Yuri.
-Skoro tak no to chodźmy.
Poszliśmy. Dobrze, że Yuri trzymała mnie za rękę. Moje myśli krążyły wokół mojego zdrowia, ale jakoś powoli mi przechodziło. Cieszyłam się z ich obecności. Odetchnęłam i przyśpieszyłam kroku. Prawie biegłam.
-Yuko! Zaczekaj! - krzyknęła za mną Yuri.
-No co? - zapytałam, gdy już podeszła.
-Co jest? Tak nagle zaczęłaś iść szybko. Ok?
-Tak. Nie martw się już tak. Mamy przed sobą całe życie. Prawda?
-No tak.
Uśmiechnęłyśmy się i ruszyliśmy dalej. Zjedliśmy na mieście obiad w jakieś restauracji. W domu od razu poszłam do łazienki. Zwymiotowałam posiłek, który zjadłam. Wszystko wylądowało w toalecie. Yukki pomógł mi dojść do kuchni, gdzie Yuri i Sora robili posiłek i herbatę. Zbliżał się wieczór, a ja nawet w grze nie byłam. Poszłam szybko do pokoju i włączyłam komputery. Gdy tylko gry się załadowały, odebrałam bonusy i położyłam się na łóżku. Założyłam słuchawki i włączyłam anime. Tym razem chciałam znaleźć się w osamotnionym miejscu więc wybrałam sobie „Shaman King”. Zamknęłam oczy i się przeniosłam.

22 kwietnia 2015

Szpital - część 1

Witam wszystkich :) przepraszam, że tak późno daje wam następny rozdział, ale miałam laptop w naprawie :)

Przyjaciółka prosiła mnie bym zareklamowała jej bloga :) nie jest o tematyce anime, ale bardzo fajnie się go czyta :) polecam :)

http://miloscdramione.blogspot.com/

A teraz zapraszam na kolejny rozdział :D

Obudziłam się w swoim pokoju. Yuri spała obok mnie. Był środek nocy, a musiałam pójść do toalety. Wstałam tak by jej nie obudzić. W łazience wzięłam szybki prysznic i chciałam wrócić do pokoju, ale oparłam się tylko o ścianę. Zsunęłam się po niej i siedziałam tam do rana. Usłyszałam jak mnie szukają. W końcu chcieli zajrzeć do łazienki, ale niestety się zamknęłam od środka. Więc i tak nie mogli wejść.
-Yuko!!! Otwórz!!! Proszę!!! - słychać było po jej głosie, że się martwi. Chciałam wstać, ale nie umiałam. Kręciło mi się w głowie, nogi odmawiały posłuszeństwa.
-Nie dam rady otworzyć. Gomene minna.
Zamknęłam oczy. Gdy je otworzyłam, leżałam w szpitalnej sali. „Jak ja się tu znalazłam?” Do pokoju wszedł lekarz.
-Jestem doktor Shika. Jak się pani czuje, Pani Asagawa?
-Dobrze. Jak ja się tu znalazłam?
-Przyjaciele i brat zadzwonili po karetkę. Zemdlała pani w łazience.
-No tak.
-Bierze pani regularnie leki?
-Niestety przez sprawy rodzinne nie brałam leków. Całkowicie o nich zapomniałam.
-Rozumiem. Uzupełnimy pani organizm w odpowiednie ilości składników mineralnych i witamin. I będzie pani mogła wrócić do domu.
-Dziękuje doktorze.
-Aha. Jeszcze jedno. Pani przyjaciółka powiedziała, że zjawi się tutaj po pracy. A bratem zajmie się pani przyjaciel.
-Rozumiem. Dziękuję.
Wyszedł. Spojrzałam za okno. W szufladzie zaczęło coś wibrować. Odwróciłam głowę i tego pożałowałam.
-Uhh... Odebrałam po dłuższej chwili. Dzwonił Yukki.
-Cześć sis. Jak tam?
-Hej. Jakoś leci. Muszą podać mi witaminy i mogę wracać do domu.
-Rozumiem. Sora się o ciebie pytał.
-Serio?
-Tak. Wszyscy się o ciebie martwiliśmy.
-Rozumiem. Gomenesai, że was zmartwiłam. Odbierzecie mnie ze szpitala?
-Chcesz żeby kto cię odebrał?
-Cała wasza trójka - powiedziałam i zamilkłam. „Naprawdę zależało mi by cała trójka była przy mnie? Naprawdę to powiedziałam?”
-Sis?
-Odezwę się później...
Telefon upadł, a po chwili wbiegł lekarz z pielęgniarką. Próbowałam złapać oddech, ale zaczęłam się dusić. Nie mogłam teraz umrzeć. „Kto zajmie się Yukkim? I co z Yuri? Przecież ona się załamie. Kocham ich. Muszę żyć. Dla nich.” Uspokoiłam swój organizm. Powoli wracał mi oddech. Lekarz przyłożył mi jakąś maseczkę do twarzy. Wzięłam kilka wdechów. Pomogło. Uśmiechnęłam się i usłyszałam jak biegnie w stronę tego pokoju ktoś na obcasach. Kilka osób biegło.
-Nie może pani tam wejść! - słychać było krzyk pielęgniarki.
-Mogę.
-Lekarz tam jest. Pacjentka miała jakiś atak. Musi pani poczekać aż lekarz wyjdzie.
-Jaki atak? O czym pani mówi? - wbiegła do sali. - Yuko.
-Proszę. Niech pani wyjdzie. Zaraz do pani wyjdę z informacjami.
-Nie wyjdę.
-Doktorze. Proszę mówić.
-No dobrze. Wykryliśmy u pani raka mózgu. Jest w wczesnym stadium. Najbliższy termin wolny mamy dopiero za kilka tygodni.
-Rozumiem.
-Dziękujemy doktorze za informacje. Czy możemy zostać teraz same?
-Oczywiście. Wychodzimy Suri.
-Tak panie doktorze.
Wyszli. Zostałyśmy same. Yuri mnie przytuliła, a ja zaczęłam płakać. „To niemożliwe. To nie może być prawda. Ja mam guza? Raka mózgu? Jak to?” Próbowała mnie uspokoić, ale nic nie działało. W końcu mnie pocałowała. Przestałam płakać zaskoczona nagłym okazaniem uczuć.
-Kocham cię. Przejdziemy przez to razem.
-Ja ciebie też kocham. Nie chcę was stracić.
-Wiem. My ciebie też.
Położyła się obok mnie i tuliła. Po kilku godzinach przyszli chłopcy. Widać, że dopiero mieli wf. Stanęli zdziwieni w drzwiach.
-Co jest Yukki?
-Yuko. Wyglądasz okropnie.
-Gome. Muszę wam coś powiedzieć. Zamknijcie drzwi i usiądźcie sobie.
Zrobili o co prosiłam. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam mówić. O wszystkim. O chorobie. O raku.

12 kwietnia 2015

Życie - część 4

Obudziła mnie Yuri, wstająca do toalety.
-Już nie śpisz?
-Nie. Jestem niestety rannym ptaszkiem.
-Zaraz wracam.
-Ok.
Wyszła, a ja usiadłam na łóżku i czekałam. Yuri wróciła z dwiema szklankami wody.
-Jak się czujesz?
-Dobrze. Coś się stało?
-Nie. Pytam bo zasnęłaś jak tylko włączyliśmy film.
-Przepraszam za to. Miałyśmy spędzić ten wieczór razem.
-Nic się nie stało. W ramach podziękowania zabieramy ciebie i Yukki-ego do wesołego miasteczka.
-Zmówiliście się z Sorą?
-Tak. Twój brat zasnął chwilkę po tobie. Mieliśmy czas by pogadać.
-Yukki!
-Yuko!
Ruszyłam do kuchni, gdzie natknęłam się na brata.
-Czy ty wiesz, że Sora spiskuje z Yuri?
-Wiem właśnie. Co z tym robimy?
-Nic. Spędźmy ten czas miło. Co ty na to?
-Skoro tak. Wróciliśmy do swoich pokoi i się przebraliśmy. Nasze miłości czekały już w kuchni. Zrobili nam nawet śniadanie. Po posiłku przypomniałam sobie, że dziś muszę zostać w domu. Prawnik ma przyjechać.
-Yuri. Minna. Gomene. Ale dzisiaj nie mogę nigdzie jechać.
-Jak to? Co się stało?
-Prawnik ma przyjechać.
-No dobrze. Zostanę w domu z tobą. Chłopcy nie muszą rezygnować.
-Yukki jest potrzebny w domu. Prawnik przyjedzie w sprawie przekazania mi prawa opieki nad nim.
-No już. Spokojnie.
-Wszyscy zostaniemy. Zabierzemy was do wesołego miasteczka innym razem.
-Na prawdę zostaniecie?
-Tak. Kochamy was. Nie możemy was teraz zostawić. Ty już się rozklejasz. A co dopiero jak my wyjdziemy?
-No tak. Dziękuję Yuri.
-Nic się nie stało. Chodź. Musisz się uspokoić przed jego przyjściem.
-Wiem.
Posadziła mnie na krześle w kuchni i zrobiła herbatę dla nas wszystkich. Powoli się uspokoiłam. Yuri mnie przytuliła, a Yukki poszedł z Sorą do swojego pokoju.
-Wszystko w porządku?
-Tak. Dziękuję, że się tak troszczysz.
-Kocham cię – powiedziała i mnie pocałowała. Poszłyśmy do salonu. Siedziałyśmy i oglądałyśmy film, gdy zadzwonił dzwonek u drzwi. Usłyszałyśmy jak Yukki rozmawia z prawnikiem. Weszli do salonu.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry. Pani Asagawa?
-To ja.
-Jestem w zastępstwie pana Shu. Sprawa mu się przeciągnęła.
-Rozumiem. Zapraszam. Kawę, herbatę?
-Szklankę wody bym poprosił. Jeśli oczywiście mogę.
-Ależ oczywiście. Yuri. Mogę cię prosić?
-Jasne.
Poszła. Prawnik usiadł i wyciągnął jakieś papiery. Zrobiło mi się słabo na samą myśl. Przyszła Yuri. Niosła pięć szklanek. I coś jeszcze. Podała mi pudełko. No tak. Moje tabletki. Od kilku dni ich nie brałam. Prawnik zauważył co mam w ręce i odchrząknął.
-Jak wygląda pani stan majątkowy? Czy jest pani w stanie utrzymać siebie i brata?
-Proszę pana. Jestem w stanie utrzymać nawet naszą czwórkę tak jak stoimy tutaj w pokoju. Na koncie mam miliardy albo i więcej. Mój brat także ma otwarte konto, aby mógł zbierać sobie pieniądze i je wydawać na swoje prywatne sprawy. Nawet pan nie wie do kogo pan przyszedł. Prawda?
-Tak. Po części prawda. Pan Shu udzielił mi kilka informacji. Nie wszystkie.
-To oznacza, że pan Shu ci do końca nie ufa.
-Jestem jego pracownikiem. Najlepszym w tym co robimy. Jak może mi nie ufać?!
-Panie. Proszę się uspokoić. Gniewem niczego nie ustalimy.
-To prawda. Przepraszam.
Yuri stanęła za mną, a chłopcy stali obok fotela na którym siedziałam. Dodawali mi otuchy. Porozmawiał z bratem, później z Yuri. Z Sorą nie chciał rozmawiać. A ten za to jak najszybciej chciał stamtąd uciec. Po rozmowie dostaliśmy informację, że się kancelaria z nami skontaktuje i wyszedł. Zostałam sama przez chwilę. Wzięłam szybko tabletkę i przymknęłam oczy.

5 kwietnia 2015

Życie - część 3

Przepraszam, że tak późno wstawiam kolejny rozdział, ale rozumiecie święta. Zapraszam. Mam nadzieję, że wam się spodoba.




W domu rozpakowaliśmy zakupy. Nalałam zimnego napoju.
-Yuko? Zadzwonisz do szkoły?
-Chcesz zrobić sobie dłuższe wolne?
-Kilka dni. Proszę.
-Zgoda. Ale mam nadzieję, że dasz radę nadrobić zaległości.
-Nadrobię wszystko. O to się nie martw. Sora mi pomoże.
-Twój kolega?
-Tak. Co robimy im na kolację?
-Obejrzyjmy w czwórkę jakiś film. Zrobimy popcorn. Albo olbrzymia pizzę, która ledwo co zmieści się w piekarniku. Można też zrobić ciasto.
-Mamy składniki?
-A myślisz dlaczego zrobiliśmy takie wielkie zakupy?
-No tak.
Oboje się uśmiechnęliśmy. Zadzwoniłam do szkoły brata, a Yukki w międzyczasie szukał przepisów w internecie. Wytłumaczyłam wszystko dyrektorce i się rozłączyłam. Zadzwoniłam od razu do mojego prawnika. To była sprawa niecierpiąca zwłoki. Umówiłam się z nim na następny dzień na godzinę czternastą. Obyśmy do tego czasu wstali. Uśmiechnęłam się do siebie po skończonej rozmowie i nagle brat położył głośno książkę na stół.
-Mam kilka przepisów znalezionych.
-Kilka? A ta książka to co to jest?
-Książka od taty. Zapisywali z mamą własne receptury na ciasta i inne dania.
-Rozumiem. Czyli to też wziąłeś ze sobą?
-Tak.
-Masz coś ciekawego?
Poszukaliśmy razem przepisu. Gdy go już mieliśmy ugotowaliśmy tradycyjny ramen i do tego słodkie dango. Schowaliśmy posiłek do lodówki i przyszykowaliśmy salon na seans. Minęło kilka godzin, więc szybko się wykąpaliśmy i ubraliśmy. Czekaliśmy. Gdy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi ruszyliśmy biegiem do nich. Przyszedł tylko kolega brata.
-Jestem Sora. Miło mi cię poznać Yumihiko – san.
-Mów mi po imieniu. Proszę.
-No dobrze.
-Dziękuję. Mi również miło cię poznać Sora. Yukki. Zaprowadź gościa do salonu.
-Jasne. Zaraz wracam.
Poszli. Poszukałam komórki. Miałam kilka nieodebranych połączeń i kilka smsów od Yuri. Pisała, że się spóźni. Odpisałam, żeby się tym nie martwiła i tak na nią zaczekamy. Zadzwoniła.
-Jak to zaczekacie?
-Brat u mnie zamieszkał. I przyszedł na noc jego chłopak. Zorganizowaliśmy z Yukkim kilka atrakcji dla naszej czwórki.
-Rozumiem. Za niedługo będę.
-Dziękuję. To do zobaczenia.
Poszłam do salonu by powiedzieć Yukki-emu, że Yuri za niedługo powinna być. Jak weszłam, tak wyszłam z pokoju. Yukki i Sora się całowali więc nie chciałam im przeszkadzać. Czekałam na Yuri w kuchni. Chciałam być przy niej tej nocy. Dostałam smsa: „Będę za dziesięć minut. Zrobisz mi herbatę jak przyjdę? Jestem cała zziębnięta.” Odpisałam i nastawiłam wodę na cztery herbaty. Poszukałam najlepszej herbatki jaką miałam w szafkach. Naszykowałam i gdy zalewałam, zadzwonił dzwonek.
-Yukki! Otwórz!
Nic się nie stało. Musiałam odstawić czajnik i sama pójść. Szybko otworzyłam i wpuściłam Yuri do środka. Naprawdę było chłodno i lało.
-Ściągaj buty i do łazienki. Zaraz przyniosę ci jakieś suche ubrania.
-Dz.. dzię... dzięki. Dała mi całusa w policzek i poszła. Szybko poszłam do pokoju po jakieś ubrania i zaniosłam jej.
-Przyjdź do kuchni jak będziesz gotowa – powiedziałam i poszłam.
-Yuko. Zaczekaj.
-Coś się stało?
-Czy możemy porozmawiać?
-Jasne – odpowiedziałam i weszłam z powrotem do łazienki. Yuri mnie przytuliła. Odwzajemniłam uścisk i poczułam jak bardzo jej musi być zimno.
-O czym chciałaś ze mną porozmawiać?
-Coś się stało, że mnie zaprosiłaś?
-Ehh... Ubierz się i z bratem wam wszystko powiemy.
-Rozumiem.
Szybko się ubrała i poszłyśmy do kuchni. Na stole zamiast kubków znalazłyśmy karteczkę z napisem: „Chodźcie do salonu.” Poszłyśmy. W salonie chłopcy już czekali. Usiadłyśmy na kanapie.
-A więc?
-Yukki? Czy mówiłeś już coś Sorze?
-Jeszcze nie. Obiecałem, że mu powiem jak już będziesz z nami.
-Rozumiem. No to powiem wprost. Umarli nam rodzice.....
Yuri mnie przytuliła, bo pojawiły mi się łzy w oczach. Wtuliłam się w nią. Yukki zaczął być pocieszany przez Sorę.
-Damy sobie z tym radę. Razem osiągniemy więcej i szybciej. Prawda?
-Niby tak. Właściwie to wy się nie znacie. Yuri to jest Sora. Sora to Yuri. Sora jest chłopakiem Yukki'ego, a Yuri to moja dziewczyna.
-Miło mi.
-Mnie również. Yuko. Ile nie spałaś?
-Od rana. To nic. Dam radę jeszcze trochę posiedzieć - powiedziałam i bardziej wtuliłam się w ramię mnie obejmujące. Yukki włączył film. Ale zasnęłam przy napisach początkowych.

4 kwietnia 2015

Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych chcę wam wszystkim życzyć:


Wesołych Świąt Wielkanocnych
Mokrego Dyngusa
Smacznego Jajka
Słodyczy Pełny Koszyk



1 kwietnia 2015

Witam wszystkich moich czytelników. Jeśli macie jakieś zażalenia lub prośby wobec tego co chcielibyście żeby zostało napisane w następnych rozdziałach zapraszam do kontaktowania się ze mną poprzez maila lub gg.

@: yumihiko46@gmail.com
gg: 28044370

Ps. Często siedzę na gadu na niewidocznym. Zawsze piszcie mi na początku, że piszecie w sprawie bloga. Zapraszam do czytania i komentowania :D

Życie - część 2

Szybko weszłam do pokoju, przebrałam się i włączyłam komputery. Yukki wrócił.
-Yukki! Wchodź szybko do gry! Gildię chcą nam obalić!
-Kto?!
-Gregory!
-Zaraz będę. Widzimy się w mieście!
Zalogowałam się i czekałam na brata. Yuri - koleżanka z gildii już na nas czekała.
-Jak sytuacja?
-Coraz gorzej. Wszyscy powoli odchodzą. Będą bezgildijni. Nie przeżyją w tym świecie.
-Wiem. Yukki zaraz będzie. Spotkamy się w Opuszczonym Lesie.
Napisałam do Gregory' ego i teleportowałam się na miejsce spotkania. Po chwili dołączyła do mnie pozostała dwójka. Gregory zjawił się po dobrych dziesięciu minutach.
-Co jest Yuko? Dlaczego tak nagle mnie wzywasz?
-Witaj. Doszły mnie słuchy, że chcesz obalić moją gildię.
-Dobrze słyszałaś. Mam zamiar zamknąć twą gildie ze skutkiem takim, że już nikt nie będzie chciał do ciebie dołączyć.
-No to się przeliczysz. Zawsze będę miała po swojej stronie kogoś, na kim mi zależy.
Z krzykiem rzucił się na mnie. Dobrze, że miałam lepszy refleks od niego i zdążyłam wyciągnąć broń, użyć zaklęcia i odparować atak. Nie ochroniłam tylko siebie lecz tę dwójkę za mną także. Uśmiechnęłam się. W końcu byłam numerem jeden we wszystkich grach. Zaatakowałam. Nagle za mną rozległy się krzyki. Yukki i Yuri zostali złapani.
-A więc tak chcesz pogrywać? Dobrze.
Kolejne zaklęcie obezwładniło wszystkich prócz mnie i Yukki' ego. Zabiłam wszystkich, a z Yuri ściągnęłam zaklęcie. Uśmiechnęliśmy się i napisaliśmy do GM o całej sytuacji. Dostaliśmy szybką odpowiedź, że już wszystko jest gotowe. Wróciliśmy do miasta, gdzie zostaliśmy powitani jako bohaterowie. Wszyscy wrócili do swoich gildii. Zorganizowano imprezę dla naszej trójki.
-Proszę o wybaczenie GM' ie Kikuo, ale chcielibyśmy wrócić do domu. Mamy kilka rzeczy do zrobienia, które musimy zrobić.
-Jakiego typu są te sprawy?
-Sprawy rodzinne. Prawda Yukki?
-Tak.
Oboje posmutnieliśmy.
-Coś się stało Yuko?
-Yukki? Czy mogę im powiedzieć?
-Tak.
-Nasi rodzice dzisiaj umarli. Yukki' emu zostałam tylko ja. Musimy zorganizować pogrzeb, przeprowadzkę. Sama chcę wystąpić z wnioskiem o prawo do opieki nad bratem.
-Jeśli chcecie, możemy pomóc.
-Dziękujemy, ale damy sobie radę. Prawda?
-Chyba tak. Do zobaczenia wkrótce.
-Yuri. Skontaktuje się z tobą.
-Jasne. Do zobaczenia.
-Do zobaczenia.
Wylogowaliśmy się i spotkaliśmy w kuchni. Zrobiliśmy obiad. Szybko zjedliśmy i brat poszedł do siebie, a ja pomyłam naczynia i usiadłam w salonie. Napisałam do Yuri, aby przyszła do nas w sobotę na noc. Brat miał zaprosić kolegę na weekend, ale jeszcze nic mi nie powiedział. Podeszłam do drzwi i już miałam zapukać, gdy usłyszałam jak wyznaje komuś miłość. Zapukałam. Otworzył po chwili.
-Yuri przyjdzie nas odwiedzić w sobotę. Zostanie na noc. A co z twoim kolegą?
-Także przyjdzie na noc. Siostra. Musimy porozmawiać.
-O czym? Kogo kochasz? Co?
-Właśnie o to chodzi. Jesteśmy z kolegą gejami.
-Naprawdę?
-Tak. Nie jesteś zniesmaczona ani nic?
-Nie. Muszę przyznać, że sama także jestem homo...
-Jak to?
-Yuri to moja dziewczyna.
-Oh. Czyli to coś poważnego?
-Tak. A między wami?
-Tak samo.
-Cieszę się. To do zobaczenia później. Chyba, że chcesz zobaczyć moje kotki?
-Masz koty?
-Trzynaście. Chodź – powiedziałam i pociągnęłam go za kuchnię. Kotki grzecznie czekały, aż wejdziemy i dopiero wtedy do nas podeszły.
-Musimy pojechać po rzeczy, zanim przyjadą. Musimy zrobić coś specjalnego dla nich. Masz jakiś pomysł?
-Niestety nie. A ty?
-Tak samo. Chodź. Pojedziemy po rzeczy. Po drodze się zastanowimy.
-Ok. 
Wróciliśmy do pokoi i szybko się przebraliśmy. Pojechaliśmy do mieszkania rodziców. Zabraliśmy jego rzeczy, kilka pamiątek rodzinnych. Zawieźliśmy to do mojego domku i pojechaliśmy z powrotem do centrum. Zrobiliśmy zakupy i powrót zajął nam pół godziny, gdyż korków na ulicach nie mieliśmy jak uniknąć.  

31 marca 2015

Życie - część 1

Obudził mnie Yukki. Spałam na biurku, więc się nie wyspałam.
-Yuko. Dzwonią ze szpitala. Chcą z tobą porozmawiać.
-Ze mną?
-Tak. Trzymaj - powiedział i wyszedł z pokoju.
-Dzień dobry. Yumihiko Asagawa z tej strony.
Jestem doktor Shika. Opiekowałem się pani rodzicami.
-Jak to opiekował? Dlaczego mówi pan o tym w czasie przeszłym?
-To dosyć trudny temat. Ale muszę pani o tym powiedzieć. Moje najszczersze kondolencje z powodu utraty rodziców.
-Bardzo cierpieli?
-Byli na środkach przeciwbólowych. Umarli podczas snu.
-Rozumiem. Dziękuję za informacje. Do widzenia.
-Do widzenia.
Rozłączyłam się, wytarłam lecące łzy z policzków i ruszyłam do kuchni. Yukki szykował właśnie śniadanie, więc zrobiłam sobie kawę a bratu herbatę. Usiedliśmy do posiłku, podczas którego było cicho. Brat chciał już pójść, ale musiałam go zatrzymać i z nim porozmawiać.
-Yukki. Proszę zaczekaj. Musimy porozmawiać.
-Wiem o tym. Pomóc ci w czymś? Chcę zagłuszyć myśli.
-Jeśli chcesz możesz pomóc mi pozmywać. Jak ci idzie w szkole?
-Całkiem dobrze. Dlaczego pytasz?
-Zbliża się koniec roku szkolnego. A chciałam żebyś zrobił sobie wolny weekend. Żebyś został w domu i wszystko sobie uporządkował. Postaram się o prawa opieki nad tobą. Chcę żebyś ze mną mieszkał. Jeśli oczywiście chcesz.
-Jasne, że chcę. Wolę zostać z tobą niż wylądować w jakimś bidulu. Mogę zaprosić kolegę na weekend?
-Na jedną noc. Dobrze?
-Jasne. Dzięki sis.
-I tylko pod warunkiem, że będziecie grzeczni. Dobrze?
-Tak. Dziękuję.
-Musimy pojechać po twoje rzeczy. I przy okazji zrobić zakupy. Co chcesz na obiad?
-Obojętnie. Naprawdę.
-Co ty na to, abyśmy zrobili pizzę?
-Znasz przepis?
-Tak. Zrobimy listę zakupów, pojedziemy do mieszkania rodziców. Weźmiesz co musisz i pojedziemy na zakupy. Ok?
-Tak.
-A na deser co chcesz?
-Ciasteczka lub lody.
-To może lody? Ciasteczka były wczoraj.
-Ok.
-Idź się ubrać, wyjdź z psami i pojedziemy. Ok?
-Dobrze.
Ruszył do pokoju. Po chwili słyszałam jak drzwi się zamykają. Dostałam sms-a. Pisała do mnie koleżanka z gildii: „Musisz wejść do gry. Chcą obalić naszą gildię.” „Kto?” - odpisałam. Po chwili otrzymałam wiadomość zwrotną: „Gregory i jego banda.” Odpisałam jej, że zaraz będę.

28 marca 2015

Osoby, które już spotkała Yuko



Kuroko Tetsuya





Kagami Taiga


Kise Ryouta



Midorima Shintarou


Kuroko no basuke - część 2

Przepraszam, że musieliście tyle czekać na następny rozdział. Postaram się je dodawać częściej.


Minęło kilka dni odkąd byłam u Kuroko. Chciałam się z nimi skontaktować, ale nie byłam w stanie. Codziennie po pracy byłam tak zmęczona, że kładłam się do łóżka i od razu zasypiałam. Dzisiaj zrobiłam sobie dzień wolnego. Posprzątałam tylko w mieszkaniu i poszłam na cotygodniowe zakupy. Samochodem do centrum miałam pół godziny w obie strony. Ugotowałam sobie obiad na kilka dni tuż po przyjściu z zakupów. Zjadłam miskę zupy, zrobiłam sobie kawę i zaniosłam ją do pokoju. Włączyłam komputery tylko po to aby zebrać bonusy za codzienne logowania. Pogadałam przez chwilkę ze znajomymi i wyłączyłam gry. Laptop czekał wraz ze słuchawkami przy łóżku. Przebrałam się w luźniejsze ciuchy i położyłam się na łóżku. Założyłam słuchawki, włączyłam „Kuroko no basuke”. Chciałam zobaczyć Kuroko, Kise i resztę. Tęskniłam za nimi, a szczególnie za Kise, który mi wtedy pomógł. Zamknęłam oczy i się przeniosłam. Poczułam powiew powietrza. Spadałam. Widziałam Liceum Kaijo i Liceum Seirin. Ale dlaczego ja się znalazłam w powietrzu? Nie mogłam znaleźć się na dole tuż przy nich? Niby byłam koto - podobnym stworzeniem, ale nie umiałam latać.
-Riko! - krzyknęłam i wszyscy na mnie spojrzeli. - Odsuńcie się!
Zrobili mi miejsce, a ja zamknęłam oczy. Nie czułam siły uderzenia więc je otworzyłam. Riko patrzała na mnie z uśmiechem na twarzy. Podeszła i po prostu mnie przytuliła. Chłopcy się zdziwili. Ja zresztą także. Odwzajemniłam po chwili uścisk. Podszedł do nas Kise.
-Dużo myślałem o tobie od ostatniego razu. Zacznij się uczyć w Liceum Kaijo. Zawsze byłbym przy tobie.
-Dziękuję Kise. Ale jeśli mam być szczera, to jestem za stara na naukę w liceum.
-Co? Ale przecież wyglądasz jak licealistka.
-Mam 30 lat. Tego nie zmienię.
Chyba myśleli o tym, co przed chwilą usłyszeli, bo po chwili było słychać zbiorowe:
-Co?!
-Co tu tak głośno?
-Midorima - kun. Co ty tu robisz? - odezwał się Kuroko, a chłopcy mnie zasłonili.
-Midorimachi.... Oni są dla nie źli.
-Kogo tak kryjecie?
Riko uścisnęła mi rękę i stanęła przede mną.
-Midorima - kun. Proszę idź sobie.
-Wiesz, że jak Akashi się dowie, że kogoś ukrywacie to będzie chciał to za wszelką cenę?
-Wiem o tym. My jej nie ukrywamy. My ją chronimy przed takimi jak ty - słychać było po jego głosie, że jest zły.
-Kuroko. Jest ok. I tak chciałam poznać wszystkich z Pokolenia Cudów - powiedziałam, uścisnęłam rękę Riko i ruszyłam do przodu. Chłopcy odsunęli się by zrobić mi miejsce. Midorima trzymał w jednej ręce butelkę z wodą, w drugiej swój lucky item. Ubrany był w strój Liceum Shutoku. Stanęłam przed nim. Midorima poprawił okulary i patrzeliśmy sobie w oczy.
-Dlaczego taki anioł jak ty przebywa w otoczeniu Seirin?
-Opiekują się mną. A tak poza tym. Jestem Yumihiko Asagawa. Miło mi cię poznać Midorima Shintarou.
-Skąd...?
-Znam wszystkich z Pokolenia Cudów. A ty jesteś czwartą osobą, którą bardzo chciałam poznać.
Rozumiem. Ciebie także miło poznać.
Pierwszy raz widziałam, żeby Midorima się uśmiechał. Także się uśmiechnęłam. Nagle coś pociągnęło mnie do tyłu. Pochłonęła mnie czerń. Obudziłam się wraz z kolejnym sygnałem telefonu. „Ehh. Czemu akurat w takich momentach muszę wracać do rzeczywistości?” Odebrałam telefon, gdy zobaczyłam kto dzwoni.
-Cześć brat. Co tam?
-Rodzice mieli wypadek. Mogę u ciebie zostać na kilka dni?
-Jasne. Zabierz ze sobą psy. Ale ty z nimi wychodzisz.
-Nie ma sprawy. Będę za godzinę. Ok?
-Dobrze. Zrobić ci coś na obiad?
-Nie musisz. Niedawno jadłem.
-A co ty na to aby upiec ze mną ciasteczka?
-Ok. Coś kupić po drodze?
-Nie trzeba. To do zobaczenia.
-Dzięki siostra. Do zobaczenia.
Rozłączyłam się, przyszykowałam dla brata pokój i nawet nie zauważyłam kiedy minęła godzina. Otworzyłam bratu drzwi, przywitałam się z pieskami i przytuliłam Yukki'ego. Zaniosłam walizkę do jego nowego pokoju i ruszyliśmy do kuchni. Przygotowaliśmy masę ciasteczek i usiedliśmy w salonie. Rozmawialiśmy dopóki nie zauważyłam, że brat zasypia na siedząco. Pokazałam mu rozkład mieszkania, kazałam pójść do łazienki i spać. Zrobił co powiedziałam. Pozmywałam naczynia, wzięłam szybki prysznic i poszłam grać.

23 marca 2015

Kuroko no basuke - część 1

           Był upalny letni dzień, więc wzięłam długą zimną kąpiel. Włączyłam grę i zjadłam szybki obiad. Grałam dopóki oczy nie zaczęły mi się same zamykać. Wyłączyłam komputery, pozmywałam wszystkie brudne naczynia i ruszyłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, a później z laptopem w ręce weszłam do łóżka. Założyłam słuchawki i włączyłam sobie anime pt. „Kuroko no basuke”.
           W pewnym momencie musiałam zasnąć bo gdy się obudziłam, stała nade mną Riko Aida - trenerka drużyny Liceum Seirin. Przyglądała mi się z dziwnym błyskiem w oczach. Wystraszyłam się. Ale kto by się nie przeraził gdyby nagle obudził się w innym wymiarze?
-Kim jesteś? - usłyszałam.
Chciałam usiąść, ale trenerka mi nie pozwoliła.
-Leż. Porządnie oberwałaś od Kagamiego, gdy na ciebie wpadł. Jak masz na imię?
-Jestem Yumihiko Asagawa. Ty jesteś Riko? Prawda?
-Tak. Skąd znasz moje imię? - zapytała zdziwiona.
-Jakby to powiedzieć. Znam Ciebie i całą resztę drużyny Seirin... Nie jestem stąd.... Należę do innego świata...
-Rozumiem. Dlatego tak wyglądasz i zjawiłaś się na boisku tak nagle.
-Mecz dalej trwa?
-Tak. Za chwilę będzie koniec trzeciej kwarty. Chciałabyś zobaczyć mecz?
-Chętnie. Jeśli mogę. Nie chcę wam w niczym przeszkadzać.
-Wiem. Chodź. Tylko powoli. Ale jak zauważę, że coś ci się dzieje od razu siadasz na najbliższej ławce. Rozumiemy się?
-Tak - odpowiedziałam.
Poszłyśmy jak tylko wstałam. Przez chwilkę patrzałam w lustro na swoje odbicie. „Wyglądam jak w grach. Tylko, że w grach brakuje tego bandaża na głowie”. Po chwili byłyśmy na miejscu. Na ławce wszyscy siedzieli i rozmawiali na temat strategii. Ucichli jak tylko podeszłyśmy.
-Usiądź.
-Dziękuję - odpowiedziałam i zrobiłam co mówiła. Szybko im wyjaśniła strategię na kolejną kwartę. Podszedł do mnie czerwonowłosy chłopak.
-Kagami. Odpoczywaj, a nie będziesz mi tu nękał poszkodowaną.
-Wiem. Tylko, że chciałbym Cię przeprosić. Tylko, że pojawiłaś się tak nagle... Nie zdążyłem się zatrzymać. Gomene... - powiedział i się delikatnie ukłonił. Szybko wstałam i go powstrzymałam.
-To tylko i wyłącznie moja wina Kagami. Nie musisz się obwiniać. Nie powinno mnie tu być. To ja muszę was przeprosić....
-No to kim jest ta osóbka o tym pięknym anielskim głosie? - usłyszałam głos Kise, zanim ten pojawił się obok nas.
-Kise - kun. Przestań. Zawstydzasz ją.
-Nic się nie stało. Miło mi cię poznać Kise Ryouta.
-Skąd?
-Ja wiem wszystko.
-Jak to?
Uśmiechnęłam się i usłyszeliśmy gwizdek oznaczający ostatnią kwartę meczu.
-Po meczu będę czekał na wyjaśnienia.
-Nie będzie mnie tu już w tym momencie!
-Dlaczego? - zapytała Riko, gdy chłopcy weszli na boisko.
-Dlatego, że za niedługo obudzi mnie budzik. I muszę wstać do pracy. Skontaktuję się z wami jak tylko będę miała wolną chwilkę. Dobrze?
-Skoro tak. Jesteś urocza, gdy się tak rumienisz na widok tylu mężczyzn.
-Co?! - zapytałam zaskoczona. Riko tylko się zaśmiała i obie usiadłyśmy na ławce. Mecz dobiegał końca. Seirin wygrało. Riko mnie przytuliła i drużyna ruszyła do szatni.
-Muszę do toalety. Zaraz wracam.
-Dobrze. Tylko się nie zgub.
-Wiem.
           Odłączyłam się od reszty i znalazłam toaletę. Szybko spojrzałam do lustra. Moje uszy nasłuchiwały każdy dźwięk roznoszący się po korytarzu. Usłyszałam czyjeś kroki, które zatrzymały się tuż przy drzwiach łazienki. Zamarłam. A jeśli ktoś chce mnie zaatakować? Otworzyłam drzwi i szybko ruszyłam do szatni Seirin. Ten ktoś złapał mnie, więc zaczęłam się szarpać i krzyczeć. Ktoś przybiegł mi na pomoc. To był Kise.
-Wszystko w porządku?
-Tak. Dziękuję.
-Chodź. Zaprowadzę cię do szatni Seirin.
-Ari... - omdlałam. Kise mnie złapał.
-Chyba jednak nie jest wszystko w porządku. Jak głowa?
-Zaczęła boleć, gdy wychodziliśmy z sali.
-Rozumiem. Zaprowadzę Cię do Riko.
-Dziękuję.
Poprowadził mnie korytarzami, aż do szatni. Odwróciłam się, aby mu podziękować, ale nie zdążyłam.
-Kise - usłyszałam oburzony głos Kagamiego. - Co ty jej robisz?
-Nic mi nie zrobił. Obronił mnie, a na dodatek prawie zemdlałam na korytarzu. On tylko mnie tu przyprowadził.
-Kagamichi. Proszę. Uwierz jej.
-Jej uwierzę. Ale nie tobie.
-Wiem. Riko - san. Zajmiesz się nią? Ja się już muszę zbierać. Drużyna na mnie czeka.
-Dziękuję Kise – kun. Za wszystko – powiedziałam i się uśmiechnęłam. Zawsze uwielbiałam Kise, więc to nie było problemem dla mnie by stać obok niego ledwo co stojąc. Riko podeszła i pomogła mi dojść do ławki. Kise już poszedł.
-Wszystko w porządku?
-Chyba tak. Dziękuję za troskę.
-Przynieście apteczkę.
-Już niosę.
-Yumihiko - usłyszałam tylko krzyk Riko. Tuż przed tym jak wszystko zrobiło się czarne.
           Otworzyłam oczy. Leżałam i patrzałam się na sufit w swoim mieszkaniu. A więc wróciłam. Co? Wstałam z łóżka i zajęłam się swoimi pracami domowymi, a później grami. Wieczorem byłam tak padnięta, że nie dałam rady oglądać anime, a co za tym idzie – podróżować. Zasnęłam w mgnieniu oka.

22 marca 2015

Wstęp

Witam wszystkich
Mam nadzieję, że opowiadania przypadną wam do gustu
Tak więc zapraszam do czytania i komentowania


A oto i wstęp



Jestem samotniczką. Moje życie to gry i anime. Mój domek leży na obrzeżach miasta. Jak dobrze, że moja praca zawsze jest w domu. Mogę dzięki temu spędzać cały czas przed ekranem komputera. Zarabiam na swoje życie grając. To właśnie moje życie. Trzynaście kotów buszujących po mieszkaniu i nikogo kto zwracałby na mnie uwagę, prócz wirtualnych przyjaciół. Jestem przeciętną trzydziestolatką, która nie lubi swojego wyglądu. Krótkie brąz włosy, okulary na nosie, małe piersi. To właśnie widzę w lustrze każdego dnia. Wysoką dziewczynę o przeciętnej urodzie. W grach wyglądam całkiem nieźle. Mam długie fioletowe włosy, takie jak u Ino lub Hinaty z „Naruto Shippuden”, piersi w rozmiarze o jakim zawsze marzyłam i na dodatek kocie dodatki typu kocie uszy i ogon. No i nie mogę zapomnieć o pazurkach. Są moją dumą wśród znajomych z gier. Nikt nie jest w stanie mnie pokonać. Jestem z siebie dumna. Ale jednej rzeczy nie przewidziałam. A tą rzeczą jest fakt, że dzięki słuchawkom, w których gram, mogę przenieść się do innych wymiarów. Nazywam się Yumihiko Asagawa i jestem graczem numer jeden w każdej grze i podróżniczką między wymiarową.  

8 marca 2015

Drugie dno - rozdział 8


Przepraszam za tak krótki rozdział. Postaram się następne pisać dłuższe :D

Obudziłam się wraz z przyjściem lekarza.
-Dzień dobry Pani Rozalindo. Jak się Pani czuje?
-Dobrze.
-Pan Draconis odwiedził Panią, ale akurat Pani wyszła do łazienki. Prosił, bym przekazał Pani najszczersze przeprosiny i że przyjdzie dzisiaj o godzinie czternastej.
-Dziękuję za informacje.
-A teraz zabieram Panią na ostatnie badania kontrolne- powiedział z uśmiechem na twarzy.
-Rozumiem.
Poszliśmy na badania. Po badaniach przyszła do mojej sali pielęgniarka z trzema pudełkami. Położyła je na stoliku i wyszła. Ciekawość zwyciężyła. Podeszłam do nich i otworzyłam jedno z nich. Znalazłam w nim sukienkę i bieliznę. Gdy otworzyłam pozostałe pudełka nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Nowe szpilki i torebka, a dodatkowo kosmetyki. Wróciła pielęgniarka.
-Czas się przygotować do wypisu.
-Mam to założyć?
-A co innego? Bo nic nie widzę.
-Rozumiem. Ale ja się zabiję na tych szpilkach.
-Dlatego do czternastej został Pani czas na nauczenie się chodzenia na szpilkach. A to przy mnie nie będzie problemem.
-Zrozumiałam.
Szybko się przebrałam i ubrałam buty. Od razu usiadłam bo się zachwiałam. Pielęgniarka pomogła mi wstać i przejść się po pokoju.
-Świetnie Pani idzie.
-Wcale, że nie.
-Właśnie, że tak.
-Jeśli tak uważasz.
-Dasz sobie radę. To nic trudnego gdy już się przyzwyczaisz.
-Rozumiem.
Chodziłam po pokoju chyba z godzinę, gdy wezwano pielęgniarkę.
-Muszę Cię chwilowo opuścić.
-Nie ma sprawy.
Wyszła a ja wciąż chodziłam po sali i się pakowałam. I cały czas byłam w obcasach. Ktoś wszedł do sali. Nie wiedziałam, że już wybiła godzina czternasta. Odwróciłam się w stronę drzwi i zamarłam. Pawlo stał z kwiatami w ręce. Zaniemówił na mój widok.
-Cześć.
-Hej. Pięknie wyglądasz.
-Dziękuję- spojrzałam na podłogę by skryć rumieniec.
-Gotowa?
-Chyba tak.
-Sprawdźmy jeszcze.
Podchodził do wszystkich półek i sprawdzał. Nic nie znalazł.
-Nic nie zostawiłaś. Czyli można zamknąć torbę i idziemy.
Do sali wszedł lekarz i pielęgniarka. Podeszłam do nich i podziękowałam za wszystko.
-Do widzenia.
-Obyś była szczęśliwa i nie wróciła do nas.
-Wiem. Postaram się.
Wyszliśmy z pokoju. Pawlo niósł wszystkie rzeczy. Ja miałam w rękach tylko kwiaty, które od niego dostałam. Otworzył bagażnik, schował wszystkie rzeczy i otworzył mi drzwi bym wsiadła.
Szybko to zrobiłam, a on zamknął bagażnik i wsiadł do samochodu. Ruszyliśmy.

23 lutego 2015

Witam

Witam serdecznie wszystkich moich czytelników. Zauważyłam ogromny spadek wyświetleń bloga. Więc chciałam się Was zapytać o to, jaką treść chcielibyście ujrzeć na stronie. Myślałam nawet by dodać nowe opowiadanie, ale potrzebuję także waszej opinii.

Ameneris Firegold~

17 lutego 2015

Witam

Witam wszystkich czytelników. Jestem ciekawa czy ktokolwiek jeszcze to czyta. Jeśli macie jakieś oczekiwania wobec treści, jakieś uwagi, obiekcje, to proszę Was o zostawienie komentarzy pod danymi postami lub nawet pod tym postem.

Ameneris Firegold~

4 lutego 2015

Drugie dno - rozdział 7

Poczułam ból, gdy odzyskałam przytomność. A może mi się tak tylko zdawało, że to czuję? Otworzyłam oczy. Biel wokół mnie była przerażająca, gdy tak nagle się obudziłam. Chciałam krzyknąć, ale ktoś mnie powstrzymał. To był Pawlo.
-Spokojnie. Jesteś bezpieczna.
-Jak ja się tu znalazłam?
-Przywiozłem cię tu. Od razu się tobą zajęli. Nikt nie wiedział, że masz zakażoną krew, dlatego leżałaś u mnie w domu. Gdybym wiedział od razu bym cię przywiózł tutaj. Przepraszam.
-Nikt o tym nie wiedział. Nawet ja nie wiedziałam.
-Jak to?
-Rodzice nigdy nic nie powiedzieli. Umarli jak byłam mała. Rodziny zastępcze, w których byłam nic nie mówili. A teraz mieszkam sama i nigdy bym się nie dowiedziała, gdyby nie ty.
-Rozumiem. Zawołam lekarza.
-Czekaj. To nie potrzebne. I dla mnie niezrozumiałe. Dlaczego tak się o mnie martwisz i troszczysz?
-W mojej rodzinie jest przekazywana legenda z pokolenia na pokolenie. Mówi ona o tym, że gdy przedstawiciel rodu Draconis uratuje kobietę zostanie ona mu przeznaczona do końca jego życia.
-A jak kobieta nie chce dzielić życia z tym właśnie mężczyzną?
-To mężczyzna, jak to ujęłaś, nie może poślubić innej kobiety prócz niej. A gdy zostanie sam nie będzie mógł przekazać genów dalszemu pokoleniu.
-Rozumiem. Czyli jestem ci przeznaczona?
-Tak.
-Trudno się mówi.
-Zostaniesz ze mną?
-Tak. Jeśli takie jest moje przeznaczenie.
-Zawołam lekarza.
-Ok – powiedziałam i się uśmiechnęłam. On wyszedł z uśmiechem na twarzy szukać lekarza. Wstałam z łóżka i podeszłam do okna. Oparłam się o parapet i czekałam. W końcu przyszli.
-Jak się Pani czuje, Pani Rozalindo?
-Zaskakująco dobrze. Dziękuję.
-Zostawimy Panią na kilka dni obserwacji. I zależnie od Pani wyników stwierdzimy kiedy Panią wypisać.
-Rozumiem – powiedziałam i się uśmiechnęłam.- Dziękuję.
Lekarz wyszedł, a ja zostałam z Pawlem. On także się uśmiechał.
-Zaraz wracam.- Ciekawe co mu chodziło po głowie? Usiadłam na łóżku i czekałam. Przyszła pielęgniarka by zabrać mnie do łazienki. Szybki prysznic i leżałam z powrotem w łóżku. Pawlo nie wrócił. Zasnęłam.