Minęło kilkanaście lat odkąd stałam się taka, jaka jestem. Kocham swoje życie, ale niestety nie dane mi jest się nim nacieszyć. Zrozumiałam to dopiero teraz. Do pokoju wszedł znowu ten koleś, który przychodził tu co wieczór i mnie torturował. Moje ciało było całe obolałe. Siniaki w różnych miejscach, krew spływała mi strużką po twarzy. Mój umysł z bólu nie chciał już prawidłowo funkcjonować. Po sali znowu rozległy się moje krzyki. Powoli straciłam przytomność.
Nastał ranek. Gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam łapacz snów na jasnobeżowej ścianie. Powolutku usiadłam. Z łóżka spadł laptop i jakieś kartki. Przypomniałam sobie. Na jutro miałam sporządzić kosztorys wykonania projektu najnowszej biżuterii. Ale musiałam zasnąć. Po szybkim przygotowaniu się do dnia, ruszyłam do pracy.
Nastał ranek. Gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam łapacz snów na jasnobeżowej ścianie. Powolutku usiadłam. Z łóżka spadł laptop i jakieś kartki. Przypomniałam sobie. Na jutro miałam sporządzić kosztorys wykonania projektu najnowszej biżuterii. Ale musiałam zasnąć. Po szybkim przygotowaniu się do dnia, ruszyłam do pracy.
Szef czekał już w biurze. Podniósł wzrok znad gazety, gdy tylko weszłam do pomieszczenia.
-Rozalindo. Jak samopoczucie?
-Dobrze szefie.
-A jak tam kosztorys?
-Doskonale. Mam już połowę sporządzoną.
-No to dobrze.
Usiadłam na swoim miejscu. Czas w pracy szybko mi mijał.
-Do jutra szefie.
-Do jutra Rozalindo.
Wyszłam z pracy. Podchodząc do samochodu, zachwiałam się. Wsiadłam do auta. Ktoś zapukał mi w szybę. Otworzyłam okno. To był mój szef.
-Rozalindo. Wszystko w porządku?
-Tak szefie. Przepraszam, że musiałeś się martwić.
-Może odwiozę cię do domu?
-Nie musisz. Dam sobie radę.
-Na pewno?
-Oczywiście szefie.
Odpaliłam silnik, ale zaczęło mi się kręcić w głowie. Pozwoliłam szefowi się odwieść do domu. Jadąc, wszystko zrobiło się czarne. Musiałam zemdleć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz