28 kwietnia 2016

Kolejna część opowiadania bez tytułu

Witam Moich Drogich czytelników. Przepraszam za brak kolejnych rozdziałów, ale praca zajmuje cały mój czas.

W ramach przeprosin zapraszam na kolejną część historii z Hyuugą - senpaiem.

Mama obudziła mnie wiadomością, że śniadanie już jest gotowe i bym się ubrała i zeszła zjeść z nimi. Ubrałam swoją ulubioną niebieską sukienkę do kolan, do tego ubrałam błękitne podkolanówki i balerinki. Włosy upiełam w kok, a całość zaplotłam wstążką. Gotowa zeszłam do jadalni, w której czekali rodzice. Oboje jak zwykle nienagannie ubrani. Matka miała swoją czerwoną suknię na sobie, a włosy upięte w warkocz. Ojciec w błękitnej koszuli, czarnych spodniach z garnituru i kamizelce w tym samym kolorze co spodnie. Siedzieli dumnie przy stole. Szybko również usiadłam, podziękowaliśmy za posiłek i zaczęliśmy jeść. Po posiłku matka kazała mi zostać w domu i posprzątać. Oni musieli jechać do pracy. Kilka godzin w samotności dobrze mi zrobi. Rodzice wyszli. Ja włączyłam swoje nagrania z byłego zespołu i szybko zrobiłam co musiałam. Z herbatą, którą sobie zrobiłam, ruszyłam do salonu, w którym stało moje pianino. Otworzyłam okno, usiadłam przy instrumencie, przyszykowałam zeszyt do nut i ołówek, po czym zaczęłam komponować. Minęło kilka godzin. Zrobiłam sobie przerwę by zrobić obiad, który zjadłam jak zwykle w samotności. Wróciłam do salonu i znów zaczęłam grać. Przerwało mi pukanie do drzwi. Ruszyłam by otworzyć, ale przypomniałam sobie słowa matki by nikomu nie otwierać. Podeszłam cichutko do drzwi i spojrzałam przez wizjer. Stał tam uroczy sąsiad, którego wczoraj obserwowałam. Zawróciłam do salonu i zaczekałam aż sobie pójdzie. Znów zaczęłam grać. I znowu pukanie do drzwi. Nie ruszyłam się z miejsca tylko dalej grałam. Pukanie nie ustawało, a nawet nasiliło się. Ruszyłam do przedpokoju i wyjrzałam kim był ów gość. Był to mój były. "Tylko co on tu robi?"
-Yuko. Wiem, że jesteś w domu. Słyszałem twoją grę.
-Proszę Pana. Nikogo u nich nie ma. Pukałem z 10 minut temu.
-Proszę się nie wtrącać. Nie Pana interes.
-Ja tylko mówię co zauważyłem.
-Czego tu szukasz?
-Tak myślałem, że zostałaś w domu.
-Zapytałam o coś!
-Spokojnie. Chciałem porozmawiać, przeprosić.
-I tak ci nie wybaczę. Wracaj do swojej oblubienicy. Pewnie czeka na ciebie.
-Nie ma już nikogo w moim życiu. Otworzysz? Twój nowy sąsiad się dziwnie patrzy.
-Dziwisz się? Ja nie. Nie pasujesz tu. Wracaj do siebie.
Wróciłam do salonu i zaczęłam znów grać. Akurat skończyłam komponować kolejną, gdy wróciła matka.
-Działo się coś, gdy nas nie było?
-Był tu Sergio.
-Co chciał?
-Przeprosić. Kazałam mu wracać do siebie.
-Rozumiem. Ile dzisiaj skomponowałaś?
-Dwie. Zagrać?
-Poczekamy na twojego ojca. Jadłaś obiad?
-Oczywiście Matko.
-No dobrze. To ja idę się przebrać. Podgrzej już posiłek dla mnie i ojca.
-Oczywiście Matko.
Ona ruszyła do sypialni, a ja do kuchni. Podgrzałam curry i ryż, przygotowałam surówkę i zaczekałam. Matka zjawiła się w jadalni w momencie powrotu ojca.
-Tadaima.
-Okari Papa.
Uśmiechnął się i poszedł się przebrać. Dołączył do matki w jadalni. Zaczekałam na nich w salonie.
-Co dziś porabiałaś Yuko?
-Komponowałam Ojcze.
-Zagrasz dla mnie?
-Oczywiście.
Usiadłam do pianina i zaczęłam grać. Po występie usłyszałam oklaski. Pierwszy raz ze strony Matki. Zauważyłam, że nawet otarła łze z policzka.
-Arigato Mama.
Przytuliła mnie. Ojciec przysiadł do instrumentu i sam zaczął grać. Obie byłyśmy zaskoczone.
-Co? Myślałam, że po kim masz taki talent?
-Kocham was.
-My ciebie też.
Reszta popołudnia minęła nam spokojnie na rozmowie i spacerze po okolicy. Po kolacji ruszyłam od razu do siebie się przebrać by móc wyjść pobiegać. Rodzice wiedzieli, że prócz grania na pianinie, uwielbiam koszykówkę. Chciałabym móc grać. Ale w żadnej szkole, do których chodziłam nie było klubu koszykarskiego. Przebrana i gotowa do biegania ruszyłam do drzwi.
-Wychodzę!
-Uważaj na siebie! I nie wracaj zbyt późno!
-Dobrze Ojcze!
Zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam w stronę parku. Wydał mi się idealny do biegania, gdy byliśmy w nim popołudniu. Zauważyłam kogoś również biegającego. Założyłam słuchawki, z których poleciał rock. Ruszyłam truchtem po oświetlonych ścieżkach. Kilkukrotnie minęłam chłopaka, ale rozpoznałam go dopiero, gdy zatrzymaliśmy się by uzupełnić płyny w organizmie.
-Czy my się znamy?
-Nie. Proszę mi wybaczyć.
Znów pobiegłam. Biegałam jeszcze z pół godziny i wracałam do domu. W domu rodzice już byli gotowi do spania. Przynajmniej nie musiałam czekać, aż łazienka się zwolni. Położyli się spać jak tylko wyszłam umyta w pidżamie.
-Oyasumi nasai Mama, Papa.
-Oyasumi Yuko-chan.
Zamknęłam drzwi i usiadłam przy oknie. Księżyc świecił na niebie. Chłopak siedział na ganku i również wpatrywał się w niebo. Wzięłam książkę do ręki i zaczęłam czytać. Nawet nie wiedziałam, kiedy zasnęłam.

16 kwietnia 2016

Nowe opowiadanie

Witam. Zapraszam do czytania nowego opowiadania, które zaczynam dla Was pisać. Jeszcze nie mam dla niego tytułu, ale może Wy mi w tym pomożecie? Przesyłam Wam początek :3

Przeprowadzka do nowego miasta to nie jest szczyt marzeń nastolatki. Ale skoro rodzice otrzymali awans to nie miałam innego wyboru jak tylko się spakować i pojechać z nimi. Okolica była urocza.
-Wybierz sobie pokój Yuko.
-Dobrze Ojcze.
Ruszyłam więc na górę, by to zrobić. Miałam do wyboru patrzeć na wierzchołek góry, ogród starszego państwa lub ogród pewnej młodej rodziny. Akurat patrzałam na ogródek starszego państwa, gdy usłyszałam hałas po drugiej stronie budynku. Od razu tam poszłam. W ogrodzie pracował pewiem młody chłopak. Być może w moim wieku. Obserwowałam go dopóki nie zawołał mnie ojciec.
-I jak? Wybrałaś już?
-Tak Ojcze. Wezmę ten.
-Dobrze. Wniesiemy ci meble i się rozpakuj.
-Tak Ojcze.
Spojrzałam znów za okno, ale chłopaka już nie było.
Wniesiono meble, więc tylko pochowałam rzeczy, poszłam się wykąpać i spać.


Dla ciekawych. Będzie to paring z Kiyoshim lub Hyuugą. Nie potrafię się jeszcze zdecydować :3

8 lutego 2016

Zielony Sylwester - część 8

Budził mnie śpiew ptaków. Gdy otworzyłam oczy nie wiedziałam gdzie się znajduję. Obok mnie nikogo nie było. Usiadłam gwałtownie na łóżku. „Jak ja się tu znalazłam?”. Zapukano do pomieszczenia, w którym siedziałam.
-Panienko Asagawa? Obudziła się już Panienka?
-Tak.
-Mogę wejść?
-Oczywiście. Wejdź proszę.
W drzwiach stanęła służąca i niosła ubranie na zmianę.
-Przygotować dla Panienki kąpiel?
-Dziękuję. Przepraszam. Gdzie ja jestem?
-Nadal w rezydencji Seijuro.
-Rozumiem. Dziękuję. A gdzie jest zielonowłosy chłopak, z którym tu przybyłam?
-Uczestniczy w śniadaniu wraz z innymi Panami.
-Rozumiem. Poproszę o tą kąpiel i możesz pójść.
-Oczywiście Panienko.
Przygotowała wszystko w łazience i wyszła z pokoju. Po kąpieli siedziałam na łóżku i patrzałam na widoki za oknem. Ponownie zapukano do pokoju.
-Yumi? Mogę wejść?
-Oczywiście.
Midorima zamknął za sobą i mnie przytulił.
-Wystraszyłyście nas wczoraj.
-Gome.
-Nie przepraszaj. To raczej my powinniśmy was przeprosić za to, że nie uświadomiliśmy was o takim obiedzie. Głodna?
Odwróciłam głowę w jego stronę na myśl o jedzeniu.
-Zdecydowanie głodna jesteś. Zapraszam.
-Ale...
-Spokojnie. Jeśli chcesz to możemy poprosić służbę o przyniesienie posiłku.
-Bardzo bym chciała.
-No dobrze. Zaczekaj chwilkę.
Podszedł do drzwi i poprosił o pożywne śniadanie i dwie gorące herbaty. Po czym usiadł obok i znów mnie przytulił. Wtuliłam głowę w jego ramię.
-Zbieramy się o czternastej w salonie by porozmawiać na temat imprezy sylwestrowej. Chcesz w niej uczestniczyć?
-Tak. Bardzo chętnie.
Przyniesiono posiłek. Zjadłam go na spokojnie, a Mido wypił swoją herbatę przy okazji podkradając mi truskawki z talerzyka. Uśmiechnęłam się.
-Nareszcie uśmiech. Od wczoraj byłaś jakaś przybita.
-Gome. Która godzina?
-13:30. Za chwilę idziemy. Na pewno chcesz pójść?
-Tak. Nie zostawię cię już ani na sekundę.
-Dobrze to słyszeć.
Zapukano do naszych drzwi.
-Proszę.
-Witam Yumihiko – sama. Gotowa na spotkanie?
-Tak. Chodźmy Midorima – kun.
-No jasne – powiedział zielonowłosy, złapał mnie za rękę i wyszliśmy. W salonie już byli wszyscy.
-Usiądźcie proszę – zaprosiłem was wszystkich by omówić wczorajsze zachowanie naszych drogich Pań oraz uroczystość Nowego Roku. A więc zaczynając. Nasze drogie – w tym momencie wszyscy faceci wstali i ustawili się w jednym rzędzie. - Najmocniej was przepraszamy – ukłonili się. Każdy podszedł do swojej wybranki i ją pocałował oraz wręczył bukiet róż.
-Akashi – san – odezwałam się pierwsza. - Nie musieliście przepraszać. To nasza wina, gdyż nie należymy do wyższych sfer. A jednak nas tu do siebie zaprosiłeś. To był naprawdę odważny czyn sądząc po tym jak nas traktowałeś.
Wstałam i podeszłam do czerwonowłosego. Delikatnie się ukłoniłam.
-Yumi?
-Midorima. Zostaw. Zachowała się z godnością. Jako jedyna zresztą – spiorunował swoją dziewczynę. Ta cała zesztywniała. Wróciłam na swoje miejsce obok zielonowłosego.
-A teraz przejdźmy do drugiej sprawy, która nas tu ściągnęła. A mianowicie Sylwester i Nowy Rok. Te dwa dni zbliżają się zastraszająco szybko. Mam nadzieję, że nie robiliście sobie żadnych planów na te dni. Zostaliście właśnie zaproszeni na imprezę do tej rezydencji – chłopcy omawiali sprawy trunków i przystawek, a my dziewczyny sprawę muzyki.
-Zróbmy mieszaną listę odtwarzania zależną od gustów naszych i facetów.
-Świetny pomysł – odpowiedziały zgodnie chórem. Z wyjątkiem mnie. Spojrzałam w stronę Midorimy. Również na mnie spojrzał i się uśmiechnął. Odwzajemniłam uśmiech, po czym znów posmutniałam, gdy wróciłam do naszej rozmowy.
-A więc Yumihiko – sama. Jakiej muzyki słuchasz najczęściej?
-Ja? Cóż. Różnej. Najczęściej jednak od Yirumy.
-To znaczy?
-Piosenki o miłości, albo raczej melodie grane na pianinie.
-Hmm... Też mogą być. Co jeszcze?
-Rock.
-No to nieźle – powiedziała i się uśmiechnęła. - A Midorima – san?
-Co on?
-Czego słucha?
-Nie wiem. Spotykamy się od niedawna.
-Słyszałam, że mieszkasz u niego.
-Skąd takie pogłoski?
-Od Akashiego – samy.
-Rozumiem.
„Głupia dziewucha! Zobaczysz! Będziesz kiedyś chciała pomocy! Idź do siebie idiotko! Nie potrzebujemy Cie tu!” Złapałam się za głowę.
-Yumihiko – san?! - usłyszałam, zanim straciłam przytomność.

Zielony Sylwester - część 7

Obudziły mnie pocałunki zielonowłosego.
-Dzień dobry Aniele – uśmiechnął się Midorima.
-Dzień dobry.
-Jak się spało?
-Całkiem dobrze. Dziękuję.
-Chcesz poznać moich kolegów z gimnazjum?
-Hai – od razu się ożywiłam. - Kiedy i o której?
-Spokojnie. Jesteśmy umówieni z chłopakami na dzisiaj na godzinę 15:00. Więc spokojnie możemy zjeść obiad i tam pójść.
-Jasne. A teraz która godzina?
-12:20. A co?
-Bo muszę naszykować jakieś ubrania.
-Ok. Ale wiesz, że nie musisz się stroić?
-Wiem, ale chcę wyglądać jakoś na naszym pierwszym spotkaniu.
-Rozumiem. Głodna?
-Odrobinę.
-Zaraz coś przygotuję.
-Sama mogę sobie zrobić śniadanie – powiedziałam z wyrzutem.
-Wiem. Ale jesteś moim gościem, więc nie powinienem ci pozwolić zrobić wtedy obiadu i prania.
-Midorima... Przynajmniej tak mogę się odwdzięczyć za twoją pomoc.
-Nie musisz się odwdzięczać. Wystarczy, że jesteś ze mną.
-Mido... - znów mnie pocałował. Ale ten pocałunek był inny niż pozostałe. Było w nim tyle uczucia, którego nie byłabym w stanie zaakceptować w prawdziwym świecie.
-Kocham cię Yumihiko – powiedział między jednym pocałunkiem a drugim. Chciałam wierzyć w jego słowa. Ale jakoś nie umiałam. Z oczu pociekły mi łzy. - Yumi?
-Gome. To ze szczęścia.
-Mój słodki Anioł. Kocham cię.
-Ja ciebie też Midorima – kun.
-Mów mi po prostu Midorima. Dobrze?
-Hai – odpowiedziałam szczęśliwa i znów jego usta na moich. - Mido. Chcę się przebrać. Pozwolisz mi?
-Nie ma sprawy. Pokaż co wybrałaś.
Wstałam i poszłam do swojej sypialni. Wybrałam dwie sukienki i dodatki. Buty oczywiście na szpilce, ze względu na to, że chłopak był wysoki, a ja niestety niska. Wróciłam do sypialni zielonowłosego i pokazałam co wybrałam.
-Zdecydowanie ta sukienka i te buty.
-Ok. To te odniosę tylko do siebie i możemy się powoli szykować.
-Co chcesz na obiad?
-Hmmm... Może dzisiaj zjemy na mieście?
-No dobrze. Skoro chcesz, to za godzinę wychodzimy. Do Akashiego się trochę jedzie więc obiad musimy zdążyć zjeść przed odjazdem autobusu.
-Nie ma sprawy. Będę gotowa za pół godziny.
-Dasz radę się tak szybko naszykować?
-No jasne. Pomożesz mi z włosami?
-Z przyjemnością – uśmiechnął się i podszedł do szafy. Sam wybrał sobie komplet ubrań, a ja w międzyczasie poszłam do łazienki się przebrać.
-Gotowa. Jeszcze tylko włosy – powiedziałam wychodząc z pomieszczenia, gdy stanęłam przy drzwiach łazienki i gapiłam się na jego tył cała zarumieniona. Przełknęłam szybko ślinę i wróciłam do pomieszczenia, z którego wyszłam. „Nie mogę teraz wyjść.”
-Yumi? - zapukał zielonowłosy do łazienki. - Wszystko w porządku?
-Tak. Już wychodzę – mój głos zdradził moje uczucia. Zawahał się w nieodpowiednim momencie. Wyszłam ze spuszczoną głową. Mido dźwignął ją dotykając podbródka. Pocałował mnie, przez co jeszcze bardziej się zarumieniłam.
-Wyglądasz uroczo. Dlaczego tak nagle uciekłaś?
-Ja... zobaczyłam cię... i... się spłoszyłam....
-Spokojnie. Nie zrobię nic, przez co miałabyś czuć się niezręcznie – złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Obejmował mnie dopóki nie zadzwonił jego telefon. - Przepraszam na moment.
-Nie ma sprawy.
Odszedł ode mnie i odebrał.
-Ale jak to? Zaraz będzie samochód? …. No dobrze. Zejdziemy i będziemy czekać – rozłączył się i spojrzał na mnie. - Przykro mi, ale zaraz mamy samochód i Akashi prosił byśmy nim przyjechali do niego.
-A nasz obiad?
-Nie tylko ja znalazłem sobie kogoś, więc kapitan zaprasza nas wszystkich na uroczysty obiad, po którym nastąpi spotkanie.
-Rozumiem. No to nie mamy innego wyboru jak pójść.
-Naprawdę nie smuci cię to?
-Odrobinę bo chciałam zjeść obiad we dwoje. Ale trudno się mówi.
-Skoro tak stawiasz sprawę. Chodźmy. Samochód czeka.
Złapał mnie za rękę i wyprowadził z mieszkania. Limuzyna już czekała, a kierowca otwierał nam drzwi. Pojechaliśmy. Na miejscu byliśmy po pół godzinie. Czerwonowłosy czekał przed drzwiami na gości. Zbliżyliśmy się i ukłoniliśmy.
-Witam w rezydencji rodziny Seijuro. Proszę przejdźcie do jadalni. Służący was zaprowadzi.
-Dziękujemy Akashi – sama.
Ruszyliśmy w głąb mieszkania. W jadalni znajdował się już Kuroko, Kagami oraz Murasakibara. Cała trójka z partnerkami.
-Konichiwa Midorima – kun – odezwał się niebieskooki.
-Konichiwa. Usiądź Yumihiko – podszedł do miejsc zarezerwowanych dla nas. Usiadłam i przysunął mnie do stołu. Zarumieniłam się, a on usiadł obok mnie. Zaczekaliśmy na pozostałych. W końcu przyszła pozostała trójka również z dziewczynami. Usiedli do stołu i wniesiono posiłek. Od razu wiedziałam, że tu nie pasuję. Spojrzałam kątem oka na zielonowłosego. Sam również był speszony, ale wiedział dokładnie czym co się je. Rozejrzałam się po dziewczynach. Każda patrzała na stół nie wiedząc co robić.
-Drogie Panie. Proszę zjedzcie coś – odezwał się Akashi.
-Prosimy o wybaczenie Akashi – sama. To pierwszy raz jak uczestniczymy w takim uroczystym obiedzie.
-Pierwszy? - odezwała się cała siódemka.
-Gomenesai Midorima – kun. Nie powinnam była z tobą przyjeżdżać. Nie pasuję tutaj – powiedziałam ze smutkiem. Każda z nas zaczęła przepraszać swojego chłopaka. Siedziałyśmy ze spuszczonymi głowami, a po chwili wstałyśmy i wyszłyśmy. Albo raczej stamtąd uciekłyśmy. Znalazłyśmy wyjście z tego obszernego miejsca, ale trafiłyśmy tylko do ogrodu. Usiadłyśmy na ławeczkach blisko siebie i wszystkie wycierałyśmy łzy z policzków.
-Gdybym wiedziała, że Kuroko mnie zaprosił na taki obiad nie zgodziłabym się.
-Wiecie, że okryłyśmy swoich mężczyzn hańbą uciekając z jadalni?
-Doskonale to wiemy.
Zauważyłam ruch na ścieżce i się poderwałam ze swojego miejsca.
-Szukają nas.
-I nie znajdą – odezwała się dziewczyna Seijuro. - Specjalnie wybrałam to miejsce. Jest tylko jedno wejście i wyjście stąd. I ja mam klucz do niego. Nie wejdą tu.
-Dobrze pomyślane.
-Dokładnie.
Siedziałyśmy tam do wieczora powoli zasypiając. Zamknęłam oczy i momentalnie poleciałam do przodu. Złapały mnie czyjeś ramiona i przytuliły.
-Yumi – szept koło mojego ucha. - Zaopiekuję się tobą. - A po tym głucha ciemność.

Zielony Sylwester - część 6

Wróciliśmy na salę. Chłopcy wrócili do gry.
-Trenerze. Jesteśmy gotowi do gry.
-Na pewno?
-Tak – odpowiedziałam na jego pytanie bo czułam, że skierował je właśnie do mnie. Zagwizdał 2 – minutową przerwę i zrobił nowe drużyny i graliśmy. Byłam w drużynie z Midorimą i Miyajim. Dobry skład. Oboje są silnymi graczami. W drugiej drużynie był Takao, Kimura i kapitan Shutoku Otsubo. Mecz trwał, nikt nie potrafił zdobyć kosza i gdyby nie trener trwało by to w nieskończoność. Usiadłam na ławce wzdychając.
-Jak tam?
-Dobrze.
-Nic cię nie boli?
-Chwilowo nie. A co?
-Intensywna gra wymaga wiele siły. Jeśli coś się będzie działo od razu mów.
-Jasne – uśmiechnęłam się i Mido podał mi napój. Jak dobrze zwilżyć gardło. Mecz wznowiono. Tym razem kryta byłam przez Takao. Moja reakcja na jego szept była wskazana.
-Moja nagroda sama do mnie przyszła – szept i jego oddech na moim karku. Krzyknęłam. Trener od razu podszedł z zielonowłosym.
-Co się stało?
-On..... To on.....
-Yumi?
-Zabierz ją do domu. Jest roztrzęsiona.
-To nic. Tylko, że to on... On chciał mnie wtedy skrzywdzić....
-Takao?
-Tak.... Poznałam go dopiero teraz gdy wspomniał o nagrodzie....
-Ty... Jak mogłeś chcieć skrzywdzić dziewczynę?
Midorima złapał go za poły koszulki.
-Midorima. Przestań. Nie bądź taki jak on!
Dopiero wtedy zorientował się gdzie jest. Koledzy chcieli już go odciągać od Takao. Podszedł po prostu do mnie, wziął na ręce i posadził na ławce.
-Siedź tu. Dobrze? Porozmawiam tylko z Takao na osobności.
-Mido.... Nie bądź taki. Nie poznaję cię. Rozumiem, że chcesz mnie chronić, ale tak się nie da.
-Co?
-Przepraszam cię, jeśli sprawiłam ci tyle kłopotu. Chcę wrócić do domu. Proszę.
-No dobrze. Przebiorę się tylko i do ciebie wracam.
Zauważyłam, że trener rozmawia z Takao. A pozostali idą w moim kierunku. Otsubo usiadł przede mną na podłodze. A reszta po bokach.
-Przepraszamy za niego. Był pijany. Wiedział, że to ty, ale nie chciał się do tego przyznać przed Midorimą.
-Rozumiem.
-Trener sobie z nim pogada. A Midorima ma zabrać cię do domu.
-Wiem. Właśnie poszedł się przebrać.
-Spokojnie. My na pewno ci nic nie zrobimy.
-Czuję to. Od pierwszego spotkania z Takao czułam od niego bijące zagrożenie.
-Ale wtedy był Midorima. Teraz na boisku byłaś z nim sam na sam praktycznie. Nie potrzebnie cię daliśmy do krycia go, ale on sam chciał cię kryć.
-Nie ma sprawy. Już mi przechodzi.
-Yumihiko. Gomenesai – Takao ukłonił się przede mną. Nie wiedziałam jak zareagować. Otsubo i reszta jednak byli w gotowości, by mnie chronić. - Gdzie znajdę Midorimę?
-Zaraz powinien być na sali.
-Rozumiem.
Zaczekaliśmy na zielonowłosego, który wyszedł z szatni po kilku minutach. Od razu zabrał nasze rzeczy i już chciał podejść do mnie, gdy Takao zastąpił mu drogę.
-Przepraszam cię Midorima – kun. Powinienem się był przyznać, ze ją znam.
-To teraz bez znaczenia. Chodźmy Yumi.
-Jasne – odpowiedziałam i podeszłam do niego, gdy pożegnałam się z chłopakami i trenerem. Przytulił mnie i poszliśmy spokojnie do domu.
-I jak się czujesz?
-Lepiej. Strach już minął. Powinno być teraz lepiej....
-Yumi?
-To nic...
-Co jest?
-Kręci mi się... W głowie..... Ale to nic....
-Yumihiko. Poczekaj chwilkę.
Zatrzymaliśmy się. Przewiesił swoją torbę przez ramię, a mnie wziął na ręce i kazał trzymać drugą. Jedną ręką trzymałam w takim razie torbę, a drugą go za koszulkę. Droga jakoś nam minęła dosyć szybko.
-Nie bój się. Aniele. Jesteśmy już prawie na miejscu.
-Hai – odpowiedziałam i stanęliśmy przed jego mieszkaniem. Postawił mnie ostrożnie na ziemi i otworzył drzwi. Weszliśmy i skierował mnie od razu do łóżka. Kiwnęłam tylko głową i poszłam w tamtym kierunku. Usiadłam na brzegu i zaczekałam na chłopaka.
-Lepiej?
-Tak. Dziękuję za wszystko Midorima.
-Nic się nie stało. Powinienem był bardziej uważać byś nie została z nim tak jak w tej sytuacji.
-To nic – złapałam go za rękę. - Ale byłeś tam. To się liczy. Przeraziłam się dopiero jak wspomniał o nagrodzie.... Tylko zastanawia mnie jedno. Dlaczego ja?
-Bałem się, że jest w stanie coś ci zrobić...
-Mido?
-Przepraszam. Powinienem ci teraz dać odpocząć.
-Nie zostawiaj mnie samej.... Proszę.... - powiedziałam ze łzami w oczach. - Proszę...
-Dobrze. Zostanę. Chcesz może tej herbaty?
-Chętnie – odpowiedziałam.
-Zaczekaj proszę chwilkę.
-Hai.
Wyszedł po herbatę, a ja szybko skorzystałam z łazienki. Wróciliśmy do pokoju w tej samej chwili. Usiedliśmy na łóżku i powoli wypiłam zawartość kubka. Midorima przytulił mnie i tak zasnęłam.

20 stycznia 2016

Zielony Sylwester - część 5

Obudziłam się w swoim tymczasowym pokoju. Zielonowłosy spał obok mnie.
-Midorima – kun?
-Hmm.... - zamruczał sennie.
-Dlaczego śpisz u mnie?
-To jest mój pokój. Nie pokój gościnny.
-Ale wygląda jak ten, w którym spałam.
-Są podobnie urządzone. A czemu pytasz?
-Bo się przy tobie budzę.
-Rozumiem. To źle?
-Nie – przytulam się do niego. - To cudowne uczucie.
-Też o tym pomyślałem.
Oboje się uśmiechnęliśmy.
-Może ja dzisiaj przygotuję śniadanie? - zapytałam.
-Nie trzeba. Leż sobie. Wracam za kilka minut. Herbata czy kawa?
-Herbata. Nie pijam kawy.
-Oczywiście. Zaraz wracam.
Położyłam głowę na poduszce i przymknęłam oczy. Po chwili jego usta błądziły po moich.
-Śniadanie Aniele.
-Yhm... Jeszcze pięć minut sobie poleżę. Dobrze?
-Ktoś się nie wyspał?
-Nie o to chodzi....
-A o co?
-Chcę sobie poleżeć w twoim łóżku. To grzech?
-Nie. Mogę się przyłączyć?
-Jasne – uśmiechnęłam się i odsunęłam się robiąc mu miejsce. Gdy się położył, od razu się w niego wtuliłam.
-Naprawdę miłe uczucie.
-Mówiłam – uśmiech nie schodził mi z twarzy.
-Ale śniadanie nam wystygnie...
-No dobrze. Jemy tutaj czy muszę wstać?
-Spokojnie możemy zjeść tutaj. Postawił tacę między nas, gdy usiedliśmy.
-Itadakimasu – powiedzieliśmy oboje i po całym pokoju słychać było nasz śmiech. Zjedliśmy powoli posiłek i znowu się położyłam, gdy wyniósł naczynia do kuchni.
-Znowu drzemiesz?
-Po posiłku trzeba odpocząć. Chodź tutaj. Brakuje mi twojego ciepła.
-No dobrze.
Położył się i mnie przytulił. Zasnęłam na jego ramieniu. Obudził mnie, gdy wstał odebrać telefon. Pocałował mnie w czoło i znowu zasnęłam.
-Aniele. Czas wstawać. Nie możesz przespać całego dnia. A poza tym wychodzimy. Mamy niezapowiedziany trening, na którym muszę być.
-Jasne. Zaraz wracam – szybko pobiegłam się ubrać w coś wygodnego do biegania (na wszelki wypadek) i wróciłam do kuchni. Zielonowłosy już pakował nam bento. Spojrzałam za okno. Ładna pogoda. Niedziela i ma trening? No cóż.
-Gotowa?
-Tak – uśmiechnęłam się.
-No to ubieraj buty i idziemy.
-Mogę coś ponosić?
-Chcesz?
-Chcę się na coś przydać.
-Jasne – uśmiechnął się i podał mi mniejszą torbę. - Jesteś odpowiedzialna za nasze drugie śniadanie i napoje.
-Nie ma sprawy.
Wzięłam torbę, zarzuciłam ją sobie przez ramię i poszliśmy. Zamknął drzwi na kilka zamków, a pod budynkiem czekał na nas już jego kolega. Takao jeśli dobrze pamiętam.
-Ona też?
-Powiedziałem, że na treningi będę chodził pod jednym warunkiem, którym było pozwolenie Yumihiko przebywać na naszych treningach.
-Wiem, wiem. Idziemy?
-Chodź tu do mnie mój Aniele.
-Mido.... Gdzie twój Lucky Item?
-Ona jest dzisiaj moim szczęśliwym przedmiotem.
-Serio?
-Tak. Coś ci nie pasuje? - odezwałam się.
-Przepraszam, że zapytałem. Jejku. Jaka ona drażliwa.
-Nie jestem drażliwa. Po prostu cię nie lubię.
-Ojć. A czym sobie zawiniłem?
-Midorima wie o co chodzi. To wystarczy.
-Naprawdę?
-Tak – odwróciłam wzrok w kierunku, w którym szliśmy. Przystanek autobusowy był pusty.
-Za ile kolejny?
-Za dwadzieścia minut – odpowiada Takao.
-Cholera. Wtedy się spóźnimy.
-A gdy pobiegniemy?
-Dasz radę?
-Tak. Myślisz, że dlaczego się tak ubrałam?
-No dobrze Aniele. No to biegniemy.
Ruszyli, a ja za nimi. Jakim cudem za nimi nadążałam? Nie mam pojęcia. Gdy przybiegliśmy na miejsce, wszyscy już czekali.
-Midorima. Takao. Jesteście spóźnieni o 2 minuty.
-Przepraszam. To moja wina – stanęłam przed ich trenerem i się delikatnie ukłoniłam.
-No dobrze. Ty musisz być Yumihiko. Tak?
-Tak. Miło mi Was wszystkich poznać.
Zielonowłosy mnie objął, a koledzy się dziwnie na nas spojrzeli.
-Wy... - zaczął jeden.
-Jesteście razem? - skończył drugi.
-Hai – odpowiedzieliśmy zgodnie.
-No dobrze. Dziewczyna siedzi obok mnie, a wy się przebrać i na salę się rozgrzewać.
-Hai – krzyknęliśmy.
-Yumihiko?
-Tak Trenerze?
-Skąd znasz Midorimę?
-Uratował mnie i mi pomaga odnaleźć się w tym świecie.
-Uratował cię? - zapytał zaskoczony.
-Tak. Napadło na mnie kilku mocno pijanych facetów w parku wieczorem kilka dni temu. Midorima wracał wtedy z treningu i mi pomógł.
-Rozumiem. A co dla ciebie znaczy pomaganie w odnalezieniu się w tym świecie?
-Straciłam wszystkie wspomnienia. Dzięki Mido nie załamałam się i powoli sobie przypominał, ale nie idzie to zbyt szybko.
-Rozumiem. Buty zmienne masz?
-Tak – uśmiechnęłam się.
-No to leć na salę tylko je zmień.
-Oczywiście trenerze.
Ruszyłam w kierunku sali, gdzie chłopcy się już powoli rozciągali. Przebrałam buty i weszłam na salę. Mido się uśmiechnął i dołączył do kolegów.
-Co jest szczęśliwym przedmiotem na dziś?
-Ona.
-Co?
-No serio ci mówię. Sami mi to powiedzieli.
-To niemożliwe. Ale skoro oni tak twierdzą to musi być prawda.
Trener po rozgrzewce pozwolił im zagrać. Jakby tak pomyśleć to lubię koszykówkę i kiedyś w nią grałam. W podstawówce i gimnazjum grałam w drużynie mecze międzyszkolne.
-Ano... Trenerze?
-Tak?
-Czy mogłabym wejść na boisko?
-Grałaś kiedyś?
-Tak. W podstawówce dwa lata i całe gimnazjum. Byłam w drużynie, która jeździła na zawody międzyszkolne.
-Rozumiem. To po tym meczu cię sprawdzimy. Dobrze?
-Hai – uśmiechnęłam się i czekałam. Trener zrobił im krótką przerwę, więc wszyscy usiedli. Midorima usiał obok mnie. Właśnie chciał coś powiedzieć, ale przerwał mu trener.
-Słuchajcie. Yumihiko chciałaby się sprawdzić w grze. Któryś chętny prócz Midorimy?
-Ja mogę – głos Takao.
-O nie. Ona się ciebie boi. Nie zagrasz z nią.
-Dlaczego się go boisz?
-Jego głos jest podobny do głosu jednego z facetów, którzy na mnie napadli w parku.
-I tylko dlatego?
-Hai – spuściłam wzrok. Zielonowłosy mnie przytulił.
-No dobrze. Ktoś inny?
-Ja mogę.
-Miyaji. Naprawdę?
-Tak. Sprawdzę ją. Jestem niski, więc wzrostem do siebie pasujemy.
-No to się proszę rozgrzej. Midorima. Pomożesz jej?
-Oczywiście trenerze. To o tym rozmawialiście przed chwilą?
-Tak – uśmiechnęłam się i poszliśmy na środek sali.
-Siadaj w rozkroku i robisz skłony. Pomogę ci dociskając barki. Dobrze?
-Jasne.
Ćwiczenia szły mi o wiele lepiej niż myślałam.
-Gotowa? - zapytał trener.
-Gotowa – odpowiedziałam. Midorima mnie przytulił i poszłam na środek sali, gdzie czekał już Miyaji. Ładny, ale mnie się podobał Mido więc nawet go nie chciałam tak naprawdę poznawać. Trener rozpoczął mecz. Skąd moje ruchy były takie płynne? Nie wiem. Jak zdołałam zabrać pierwszą piłkę? Tego też nie wiem. Moje ciało po prostu działało instynktownie. Wszyscy patrzyli na mnie jak na największy cud świata. Ale przeciwnik nie zwrócił na to uwagi i grał jak równy z równym. A ja i tak z nim wygrałam. Dlaczego? Nie wiem. Pomimo braku treningów takich jak oni mieli, ja z nim wygrałam. Trener zakończył mecz. Wynik? 28:20 dla mnie. Osiem punktów przewagi. Czułam się szczęśliwa. Podbiegłam do zielonowłosego i wręcz wskoczyłam mu w ramiona.
-Mój Lucky Item jest wspaniały. Co nie chłopaki?
-Tak. Cudowna gra.
-To jak trenerze? Mogę z nimi grać na treningach?
-Zdecydowanie tak Yumihiko.
-Hura!!! - krzyknęłam, a Mido zaczął się śmiać. Pocałował mnie na oczach wszystkich. - Mido?
-Przepraszam. Nie powinienem.
-Przestań przepraszać. To był najcudowniejszy pocałunek na świecie – zaszkliły mi się oczy. - Przepraszam – powiedziałam i wtuliłam się w jego tors.
-Yumi? Wszystko w porządku?
Poruszyłam tylko głową, bo nie chciałam by widzieli moje łzy.
-Weź ją na świeże powietrze. Powinno pomóc.
-Jasne. Dasz radę pójść? Czy wziąć cię na ręce? - zapytał z troską w głosie. Dźwignęłam tylko ręce, a ten od razu zrozumiał. Wziął mnie, a ja wtuliłam się w jego kark. Wyniósł mnie z sali i usiadł na pobliskiej ławeczce.
-Lepiej?
Rozpłakałam się. Nie wiem nawet dlaczego.
-Yumi.... - zaczął zaskoczony. - Co się stało?
-Nie wiem. Łzy same zaczęły lecieć. Przepraszam. Przerwałam wam trening.
-To nic. Nawet trener zareagował. To on kazał mi cię tu przyprowadzić. Właśnie on mówił o świeżym powietrzu.
-Naprawdę? - zapytałam zaskoczona i przestałam szlochać.
-Tak mój kochany Aniele.
-Wracamy?
-Lepiej?
-Tak.

14 stycznia 2016

Zielony Sylwester - część 4

Ostrożnie wstałam, by nie obudzić chłopaka. Skorzystałam z łazienki i chciałam pójść do kuchni, ale śniadanie już leżało na kolanach Midorimy.
-Jak...?
-Nie spałem już od dłuższego czasu, więc wstałem wcześniej i przygotowałem śniadanie.
-Rozumiem – uśmiechnęliśmy się i dołączyłam do zielonowłosego. Postawił tacę między nami i spożyliśmy posiłek w ciszy i spokoju.
-Midorima – kun. Dziękuję, że zostałeś ze mną w nocy.
-Nie potrafiłbym cię zostawić, gdy śnią ci się koszmary.
-Dziękuję – zarumieniłam się. „Nie no znowu?! Dlaczego ja tak na niego reaguję?”
-Yumi?
-Hmm...?
-Okej?
-Tak.... Nie.... Chyba tak....
-Chwileczkę.
-Co?
-Miałaś odrobinę dżemu na policzku – starł mi go jednym palcem. I jego ręka tam została. Wtuliłam się w nią.
-Yumi....
-Hmm.... Ojć. Przepraszam – od razu się odsunęłam.
-Nie. Nie. Mogłaś tak zostać. Twoja skóra jest taka delikatna...
-Mido...
Jego usta na moich. Przymknęłam oczy, a on pogłębił pocałunek. Ale oboje potrzebowaliśmy powietrza do oddychania, więc oderwaliśmy się od siebie.
-Midorima?
-Przepraszam Yumihiko.
-Nie przepraszaj. To było dla mnie coś nowego, ale i przyjemnego.
-Coś nowego? - zapytał zaciekawiony. Spuściłam wzrok i kiwnęłam przytakująco głową. - Przepraszam, że pytam. Ale ciekawi mnie teraz jedna sprawa.
-Pytaj. Lepiej mieć to za sobą.
-Jes... Jesteś... dziewicą? - wydusił z siebie.
-T.. Tak – odpowiedziałam jeszcze bardziej się czerwieniąc.
-A chciałabyś to kiedyś zrobić?
-Tylko z osobą, którą pokocham ze wzajemnością.
-Rozumiem – powiedział i się uśmiechnął. Odwzajemniłam nieśmiało uśmiech. - No to jesteśmy po śniadaniu. Ubierz się w coś wygodnego. Zabieram cię na miasto.
-Jasne. Gdzie mnie dokładnie zabierasz?
-Zobaczysz – uśmiechnął się i wstał z łóżka. Pozbierał naczynia i wyszedł. Szybko się ubrałam i zaczęłam szukać chłopaka. Znalazłam go w kuchni, pakującego do plecaka drugie śniadanie.
-Mido...? Po co aż tyle?
-Będziemy cały dzień na mieście i w miejscach gdzie sklepów i restauracji nie ma, więc lepiej być przygotowanym na ewentualny postój.
-No tak. Dziękuję Midorima za to co robisz dla mnie.
-Aniele. To dla mnie przyjemność oprowadzić cię po naszym mieście.
-Dlaczego mnie tak nazywasz?
-Jak? Aniele? - zapytał zdziwiony.
-Tak.
-Piękniejszej istoty niż anioły nie ma, a ty również jesteś piękna. Piękniejsza od dziewczyn, które znam.
-Dziękuję za komplement.
-Gotowa?
-Hai – odparłam od razu.
-No to ruszamy.
Wyszliśmy z jego mieszkania i ruszyliśmy. Oprowadzał mnie po najciekawszych miejscach w pobliżu jego mieszkania. Po kilku godzinach zrobiliśmy sobie krótką przerwę.
-Dajesz radę Yumi?
-Co to? Midorima na spacerze z dziewczyną?
-Cześć Takao. Co cię tu sprowadza?
-Zastanawiałem się z trenerem dlaczego opuszczasz treningi. Teraz już wiem dlaczego – spojrzał na mnie. Schowałam się za Midorimę. Bałam się go.
-Spokojnie Yumihiko. On ci nic nie zrobi.
-Dokładnie. Nie skrzywdziłbym muchy.
-I tak ci nie ufam, więc proszę trzymaj się z daleka ode mnie.
-Takao. Proszę powiedz trenerowi, że zjawię się na treningu pod warunkiem, że ona będzie mogła na nim przebywać.
-Jasne. Zadzwonię później z wieściami od trenera.
-Dzięki Takao.
-Proszę. Na razie.
-Do zobaczenia w szkole – poszedł, a ja wciąż kryłam się za zielonowłosym. -Yumihiko?
-Tak?
-Dlaczego się przed nim schowałaś?
-Miał głos podobny do jednego z facetów z tamtego wieczora.
-Rozumiem. Nie wychodzisz z domu sama. Zrozumiano?
-Hai – odpowiedziałam.
-Chodźmy już.
-Ok.
Poszliśmy dalej. Pokazał mi punkt widokowy.
-Jak tu pięknie – uśmiechnęłam się zachwycona.
-Chciałem ci ten widok pokazać. Chociaż nie pamiętam dlaczego.
-Dziękuję Midorima – kun.
Chłopak mnie przytulił i staliśmy tam do zachodu słońca. Wtedy widok był o wiele lepszy. Midorima mnie pocałował zanim poszliśmy do domu. Był wyższy ode mnie, ale mnie to nie przeszkadzało. Przez całą drogę do domu trzymał mnie za rękę. Po kolacji siedzieliśmy w salonie, gdy zadzwonił jego telefon.
-Takao? I co?
-Może przyjść. Ale masz być na treningach.
-Dzięki Takao.
-Nie ma sprawy. Do zobaczenia w szkole.
Patrzałam na niego zaciekawiona.
-I jak?
-Możesz być na naszych treningach.
-Hura! - krzyknęłam i wtuliłam się w zielonowłosego.
-Yumi?
-Hai?
-Może napijemy się czegoś mocniejszego?
-To znaczy?
-Za kilka dni jest koniec roku. Spędzam go z chłopakami z gimnazjum. Chciałabyś pójść?
-Chętnie – uśmiechnęłam się.
-Muszę tylko uprzedzić Akashiego, że będzie jedna dodatkowa osoba.
-Dziękuję – przytuliłam się do niego i zasnęłam. Czułam jak mnie podnosi i zanosi do pokoju. Później już nic.

Zielony Sylwester - część 3

-Midorima – kun? Mogę o coś zapytać?
-Oczywiście.
-Gdzie Twój Lucky Item?
-Jest nim dzisiaj brelok do kluczy. A żeby go nie zgubić tak jak wczoraj, to przyczepiłem go do kluczy.
-Rozumiem – uśmiechnęłam się.
-To jak? Co sobie przypomniałaś?
-Dawną siebie. Aspołeczną dziewczynę, którą byłam.
-Rozumiem.
-Nie chcę o niej pamiętać odkąd cię poznałam – zaszlochałam. Od razu zielonowłosy mnie przytulił.
-Nie płacz Aniele. Co ty na to, abym ci jutro pokazał okolicę?
-Nie chcę byś opuszczał szkołę i treningi. Wiem jakie to dla ciebie ważne.
-Dziękuję za troskę o moją szkołę, ale jutro jest sobota, więc i tak nigdzie się nie wybierałem.
-Rozumiem. Chętnie zwiedzę z tobą to miasto. Może coś sobie przypomnę.
-Nie musisz się spieszyć z powrotem twoich wspomnień. Naprawdę.
-Wiem. Ale chcę i tak sobie przypomnieć.
-Jasne. Tylko nie płacz już proszę.
-Dobrze.
-Herbata smakowała?
-Tak. Dzięki niej byłam w stanie zjeść cokolwiek. Dziękuję.
-Proszę. Cieszę się, że ci już lepiej. Może naszykuję ci już kąpiel?
-Posiedźmy tak jeszcze chwilkę jeśli możemy... - od razu się zarumieniłam i wtuliłam twarz w jego tors.
-Yumihiko?
-Hmm...?
-Wszystko w porządku?
-Yhm...
-Na pewno?
-Tak. Przepraszam. Chyba jednak się już położę.
-Oi! Wszystko ok?
-Taa.... Jestem trochę zmęczona. I tyle.
-Odprowadzę cię.
-Nie trzeba. Mam pokój tuż za zakrętem.
-No dobrze.
Poszłam do siebie. Usiadłam na łóżku, objęłam kolana ramionami i zaczęłam szlochać. „Miałam zasady wchodząc pierwszy raz do anime. Teraz je złamałam. Zakochałam się w fikcyjnej postaci. Dlaczego to tak musi boleć?” Chłopak zapukał do drzwi, ale nie odpowiadałam. Nie chciałam by widział mnie w takim stanie.
-Yumihiko? Na pewno wszystko w porządku?
-Tak – odpowiedziałam między kolejnymi falami płaczu. - Jest okej.
-Otworzysz?
-Nie. Nie chcę byś mnie widział w takim stanie.
-Yumi... Proszę. Otwórz – prosił mnie tak przez pół godziny. W którymś momencie się położyłam i zasłoniłam uszy.


„Czterech facetów zaczęło się do mnie dobierać. Krzyczałam, ale nikt nie nadchodził. Dlaczego to mnie zawsze spotykają te najgorsze rzeczy?
-Yumi!!! Obudź się!!!
Co? Kto? Gdzie? Nadal krzyczałam, gdy poczułam coś miękkiego na swoich ustach.” Otworzyłam oczy. Nade mną wisiał zielonowłosy. Zasłoniłam usta ręką.
-Yumi? Już się obudziłaś?
-Co?
-Krzyczałaś przez sen. Starałem się cię obudzić delikatnie, ale nic nie skutkowało.
-Po... pocałowałeś mnie....
-Przepraszam! - od razu się ode mnie odsunął. Złapałam go za rękę.
-Nie odchodź. To było... przyjemne – powiedziałam i się uśmiechnęłam. - Dziękuję, że mnie obudziłeś.
-Nic się nie stało.
-Zostaniesz ze mną do rana?
-Chcesz tego?
-Tak. Zostań. Proszę.
-No dobrze.

Wszedł pod kołdrę i mnie przytulił. Wtuliłam się w niego i tak oboje zasnęliśmy. Tym razem nic mi się nie śniło. Może to i dobrze? I tak sprawiam kłopot Midorimie, a ten i tak się o mnie troszczy. Poranek nadszedł dosyć szybko.

Zielony Sylwester - część 2

Gdy otworzyłam oczy nie wiedziałam gdzie teraz jestem. Do pokoju wszedł chłopak.
-Jak się spało?
-Dobrze. Jak ja się tu znalazłam? - okryłam się bardziej kołdrą.
-Znalazłem cię śpiącą na kanapie, więc przeniosłem cię do tego pokoju. Chyba nie jesteś złą za to?
-Nie. Dziękuję, że się tak o mnie troszczysz...
-Zostań tutaj póki twoje wspomnienia nie wrócą. Dobrze?
-Ale nawet nie wiem kiedy mogą powrócić.
-To nic. Ten pokój mam zarezerwowany dla gości. A ty jesteś moim gościem więc możesz tutaj spać.
-Hai – posmutniałam. Dlaczego nic nie pamiętam? - Tylko nie mam żadnych swoich rzeczy tutaj.
-O to się nie martw. Kupimy ci coś jak wrócę ze szkoły. Dobrze?
-Hai.
-A w międzyczasie, gdy mnie nie będzie odpocznij sobie. Pieniądze zostawiłem na stole w kuchni, gdybyś chciała pójść do sklepu po coś. Kanapki masz w lodówce przygotowane. Obiad zrobię jak wrócę. Będę szczęśliwy jeśli zostaniesz tu ze mną.
-Dobrze. Zostanę. Powodzenia w szkole. Miłego dnia – uśmiechnęłam się.
-Udanego dnia Yumihiko. Nie zmuszaj się do przypomnienia sobie czegoś, dobrze?
-Tak.
-To ja wychodzę. Dzisiaj nie zostanę na treningu. Wrócę wtedy wcześniej do domu.
-Do zobaczenia później.
Pomachał mi i wyszedł. Ostrożnie wstałam z łóżka i przeszłam się do łazienki. Wzięłam sobie długą kąpiel, po czym nastawiłam pranie. Ubrałam się w ciuchy naszykowane przez niego. Ruszyłam do kuchni i zjadłam kilka kanapek przeczuwając to, że są policzone. Usiadłam na kanapie w salonie i włączyłam TV. Po godzinie siedzenia usłyszałam z łazienki wyłączenie pralki. Poszłam je wywiesić i zastanowiłam się nad obiadem. Sprawdziłam lodówkę w poszukiwaniu składników. Znalazłam na jednej półce książkę kucharską, więc mogłam ugotować coś dla chłopaka. Przygotowałam curry. Ryż ugotowałam 10 minut przed jego powrotem.
-Co tak ładnie pachnie? - zapytał, wchodząc do kuchni.
-Ugotowałam obiad. Mam nadzieję, że będzie ci smakowało.
-Jeśli ty to ugotowałaś to jak najbardziej będzie mi smakowało.
-Umyj proszę ręce przed posiłkiem. A ja już nałożę.
-Dobrze – poszedł, a ja nakryłam do stołu i nałożyłam ryżu do miseczek. - Pranie też zrobiłaś?
-Tak. Swoją sukienkę od razu wyprałam.
-Rozumiem. Smacznego – uśmiechnął się i usiadł do stołu. Po posiłku poszliśmy na zakupy. Kupił mi kilka sukienek, spodenek, bluzek, jakąś bluzę. No i kilka par butów.
-Midorima – kun. To za dużo.
-Bez przesady Aniele. Sprawiłaś mi tymi zakupami przyjemność.
-Naprawdę?
-Tak.
Oboje się uśmiechnęliśmy i ruszyliśmy do domu. Po drodze wstąpiliśmy do sklepu spożywczego po kilka rzeczy.
-Co chcesz na kolację?
-Zostało jeszcze trochę curry, więc mogę się zadowolić nawet tym lub kanapkami.
-Za to, że zrobiłaś taki pyszny obiad, ja robię kolację. Więc?
-Hmm... Racuszki?
-Z cynamonem?
-Hai – uśmiechnęłam się.
Kupiliśmy składniki potrzebne do zrobienia racuszków i wróciliśmy w końcu do domu.
-Zajmiesz się czymś? A ja w tym czasie zrobię już kolację.
-Rozpakuję torby. Chociaż tyle mogę zrobić.
-Jasne. Gdzie chcesz zjeść?
-Możemy w salonie?
-Oczywiście, że tak. Do racuszków co chcesz do picia?
-Herbata wystarczy.
-Ok. No to mykaj do pokoju rozpakować ubrania.
-Hai – odpowiedziałam i pobiegłam do pokoju. Rozpakowałam torby i skorzystałam z łazienki. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. I sobie zaczęłam przypominać „uczennica szkoły średniej, aspołeczna, brak chłopaka, brak znajomych. Nikogo nie obchodziłam. Nawet własnej rodziny. Dlatego tu jestem.” Rozbolała mnie głowa, więc wyszłam z pomieszczenia i doszłam do łóżka. Nie wiem, kiedy wszystko pochłonęła czerń.


Obudziłam się w ramionach zielonowłosego.
-Midorima – kun? - zapytałam słabym głosem.
-Yumihiko? Obudziłaś się już?
-Tak. Co się stało?
-Musiałaś zemdleć bo znalazłem cię koło łóżka.
-A myślałam, że zdążyłam się położyć. Przepraszam, że cię zmartwiłam.
-Nic się nie stało. Jeśli coś się będzie działo to mów. Zgoda?
-Tak. Pozwolisz, że pójdę do łazienki?
-Oczywiście. Tylko uważaj na siebie. Proszę.
-Dobrze. Będę uważać.
Wstałam z jego kolan i powoli poszłam do łazienki. Skorzystałam i obmyłam twarz. Byłam blada. Ale nikt się teraz niech nie dziwi. Przecież zemdlałam. Wróciłam do pokoju, ale chłopaka nie było już w nim. Ruszyłam do kuchni, z której dolatywał zapach herbaty.
-Zrobiłem ci herbatę ziołową. Proszę.
-Dziękuję Midorima – kun. Za wszystko – posmutniałam. Od razu zauważył moją zmianę nastroju.
-Coś się stało?
-Przypomniałam sobie coś, czego nie chciałabym pamiętać.
-Opowiesz mi o tym Aniele?
-Może podczas posiłku?
-Wszystko już naszykowane. Zapraszam do salonu.

4 stycznia 2016

Zielony Sylwester - część 1

Skoro Sylwester za nami zapraszam do czytania sylwestrowego Spin-offa :D




Yumihiko Asagawa. Podróżuję między moim wymiarem, a światem anime. Tuż przed wypadkiem znalazłam sposób by przenieść swoją duszę do anime. Nikt nie pochwalał mojego zachowania. No cóż. Byłam młoda i głupia. Nie miałam życia towarzyskiego więc nie dziwię się, że byłam aspołeczna. Święta Bożego Narodzenia minęły. Zbliżał się Sylwester i Nowy Rok. Dlaczego postanowiłam zmienić wtedy plany, które miałam z rodziną? Nie mam pojęcia. Coś mnie ciągnęło do KnB. Zamknęłam się w swoim pokoju, założyłam słuchawki, włączyłam anime i zasnęłam. Dusza przeniosła się do anime. Długie fioletowe włosy rozwiewał wiatr. Ludzie dziwnie się na mnie patrzyli. Zastanawiali się pewnie skąd się tu wzięłam. Dla mnie to nie problem. Od zawsze czułam na sobie dziwny wzrok innych. Za każdym razem gdy wychodziłam z domu. Spuszczałam wtedy głowę i szłam przed siebie. Tak i teraz zrobiłam. Przeszłam się do parku, gdy na boisku zauważyłam czerwonowłosego Kagamiego i starającego się z nim zmierzyć Kuroko. Przyglądałam się im z daleko. Po co kusić los? I tak nie zamierzałam być tu dłużej niż to potrzebne. Chciałam po prostu trochę posiedzieć w parku i popatrzeć w gwiazdy. Miałam na sobie letnią sukienkę, sandałki na niskim obcasie i nic więcej. Usiadłam na ławce, ale zapowiadała się chłodna noc. Chciałam już wstać i poszukać jakiegoś cieplejszego miejsca do mojej obserwacji, gdy usłyszałam szelest liści w ciemnej ścieżce.
-Patrzcie kogo my tu mamy? Gdzie ci tak śpieszno moja droga?
-Może się ogrzejemy nawzajem?
Zauważyłam wtedy czterech facetów. Mocno podpitych. A moja linia obrony? Słaba jak zawsze. Ucieczka? Nie wchodziła w grę. I tak by mnie złapali. Ale musiałam spróbować chociaż. Wstałam i się odwróciłam by biec. Zagrodził mi drogę.
-Ptaszyna chce uciec? Nie ładnie. Może sobie na nią zapolujemy?
-Jestem za. Kto ją złapie tego nagroda.
Śmiali się, a ich wzrok błądził po mym ciele. Uciekłam nie znając nawet drogi. W pewnym momencie zahaczyłam o coś i upadłam jak długa na ziemię.
-Znalazłem! - krzyk jednego.
-To bierz ją!
-Chodź tu do mnie moja mała. Czas na nagrodę za złapanie cię.
Złapał mnie za ręce i obrócił na plecy. Moje ciało zaczęło się trząść ze strachu. Późna noc, nikogo wokół.
-Pomocy!!! - mój krzyk poniosło echo nocy. Nie mogłam na nikogo liczyć w tej chwili. A jednak ktoś się zjawił, gdy ten położył swoje ręce na moich piersiach.
-Zostawcie ją!
-Lepiej stąd spieprzaj gówniarzu!
-Najpierw ją stąd zabiorę.
-Niby za kogo się masz?
-Jestem tylko licealistą. Radzę zabrać ręce od niej.
-Przerywasz nam zabawę. Mam do niej prawo. Wygrałem ją.
-To prawda? - pytanie skierowane do mnie. Ze strachem popatrzyłam w jego kierunku i pokiwałam, że nie. Facet, który mnie trzymał podniósł rękę z zamiarem uderzenia mnie. Wystraszyłam się. Chłopak złapał jego ramię zanim te zdążyło ruszyć.
-Kobietę chcesz uderzyć? Jesteś zwykłym śmieciem. Ona nie jest żadną nagrodą.
-Gówniarz będzie mi morały prawić? Nie w tym życiu.
Złapał go za koszulkę. Już go miał uderzyć, gdy ten upadł na ziemię i trzymał się za brzuch.
-Który kolejny? - zapytał się pozostałych. - Bierzcie lepiej swojego kolegę i spadajcie stąd zanim wezwę policję.
Uciekli od razu. Chłopak spojrzał na mnie.
-Nic ci nie jest?
-Nieee.... Dziękuję za pomoc.... Wcale nie musiałeś....
-Wiem, że nie. Ale chciałem pomóc.
Objęłam się rękoma.
-Zimno ci?
-Trochę.
Nałożył na moje ramiona swoją kurtkę i pomógł mi wstać.
-Gdzie mieszkasz?
-Nie pamiętam.... nic nie pamiętam.... - posmutniałam.
-A jak masz na imię?
-Yumihiko...
-To może przenocujesz u mnie? Obiecuję, że nic ci nie zrobię.
-Chętnie. Dziękuję za pomoc. Jakoś się ci odwdzięczę, Panie...
-Midorima. Shintarou Midorima.
-Midorima – kun. Naprawdę się jakoś odwdzięczę.
-Chodźmy już bo jeszcze bardziej marzniesz.
-A ty nie?
-Jestem po treningu. Więc jestem rozgrzany. Właśnie. Mój lucky item. Gdzie on jest?
-Pomóc ci go poszukać?
-Jeśli możesz. Figurka susła z monetą....
-Rozumiem – przerwałam mu. - Jakiej wielkości?
-Mniej więcej takiej – pokazał mi. - Dziękuję, że pomimo tego, że tak marzniesz w tej sukience, to mi chcesz pomóc.
-Ty również mi pomogłeś.
-No niby tak. Szybko go znajdźmy i chodźmy do mieszkania.
-Hai – uśmiechnęłam się i zaczęliśmy szukać. Znalazłam go w jakimś krzaku. - Mam go Midorima – kun!
-To wspaniale. W takim razie chodźmy już.
Okryłam się szczelniej jego kurtką i ruszyliśmy, gdy zebrał swoje rzeczy. Zaprowadził mnie do jakiegoś wieżowca, w którym było chyba z 15 pięter. Wjechaliśmy na 4, i poprowadził mnie do jednych z drzwi. Szybko je otworzył i wpuścił przodem.
-Jest tu cieplej niż na dworze. Chcesz herbatę czy może kawę?
-Jeśli mogę prosić to coś rozgrzewającego.
-Jasne. Usiądź sobie w salonie.
-Hai.
Znalazłam go bez problemu. Usiadłam i zaczekałam na chłopaka. Strach opuścił moje ciało i nawet nie wiem, kiedy oczy mi się zamknęły.

3 stycznia 2016

Pytanie do czytelników

Kochani :) witam Was w Nowym Roku. Mam do Was pytanko. Co sądzicie, że się dalej wydarzy w Podróżniczce? Czekam na Wasze pomysły :) i zachęcam do czytania :)