Nie wiem ile czasu leżałam,
ale w końcu przyszedł Pawlo. Usiadł na brzegu łóżka i zaczął
głaskać mnie po głowie. Jeszcze bardziej się rozpłakałam.
-Wypłacz się jeśli
musisz.
-Rozmawiałam z szefem.
Przepraszam. Z byłym szefem.
-Zwolnił cię?
-Tak.
-A z jakiego powodu?
-Z tego powodu, że widział
nas razem.
-No i?
-Wyznał mi swoje uczucia
przed tym wypadkiem.
-Rozumiem. Czyli się
chłopak załamał.
-Powiedziałam mu, że
jestem twoją narzeczoną.
-Rozumiem. Znajdziesz sobie
pracę jeśli będziesz chciała nadal pracować.
-Dziękuję.
-A jeśli nie to pomożesz
mojej mamie prowadzić biuro ojca.
-Obojętne mi to. Czas na
kolacje już jest. Prawda?
-Za dwadzieścia minut jest
kolacja. Rodzice ją trochę przełożyli. Dla ciebie.
-Nie musieli tego robić.
-Jedna ze służących
słyszała twój płacz i powiadomiła o tym naszą trójkę. Dlatego
tak postąpili.
-Rozumiem.
-To co? Uspokoiłaś się
już?
-Tak. Dziękuję. Zaraz się ubiorę i możemy pójść.
-Nie musisz się przebierać.
Wystarczy, że zmyjesz ślady łez z policzków i poprawisz włosy.
-Ale chcę się przebrać.
Chociaż nie wiem czy moje ubrania będą wystarczająco dobre.
-Zobaczmy.
Podszedł do walizki i
zaczął wyciągać moje ubrania. Wiedziałam, że zaraz coś powie.
-Przykro mi, ale nic z tych
rzeczy nie nadaje się na kolację z królem i królową.
-Rozumiem. Dziękuję za
opinię. Zostanę w takim razie w tym czym jestem.
-A jednak. No dobrze. Zrób
co musisz i idziemy.
-Ok.
Szybko ruszyłam do łazienki
i poprawiłam makijaż i fryzurę. Poszliśmy. W jadalni siedziała
już para królewska, a potrawy były już wnoszone na stół. Pawlo
odsunął dla mnie krzesło, więc na nim usiadłam i zaczekałam aż
on zrobi to samo. Czułam napięcie przy stole. Para królewska
przyglądała się mi, a mnie zżerała trema jak przed występem.
-I jak Rozalindo? Odpoczęłaś
sobie?
-Nie za bardzo.
-Coś się stało?
-Proszę o wybaczenie, ale
wiem, że Wasza Wysokość wiedział o moim stanie psychicznym od
jednej ze służących.
-Powiedziałeś jej?
-Tak. Dzięki temu się
uspokoiła.
-Rozumiem. Nic więcej jej
nie mówiłeś?
-Bez Twojej zgody Ojcze nic
jej nie powiem.
-Dobrze.
-Mogę wam przeszkodzić?
Jestem głodna. Od wczoraj nic nie jadłam. A w szpitalu marne
posiłki dają, więc dzisiejszego śniadania w ogóle nie ruszyłam.
-Nie krępuj się i jedz co
tylko zechcesz.
-Dziękuję. Smacznego.
Wzięłam sobie kilka kromek
chleba, plastrów szynki i sera. Poukładałam sobie to wszystko i
zjadłam. Wszyscy patrzyli na mnie jak na głodomora.
-Ma dziewczyna wilczy
apetyt. To dobrze. Pozwalam ci jej o wszystkim powiedzieć.
-Ale Ojcze...
-Co?
-Jeśli mam jej o tym
powiedzieć to musicie być przy tym.
-Dlaczego?
-Bo to będzie
wasza wina jeśli będzie chciała uciec z domu.
-No dobrze. Powiemy jej o
tym w trójkę. A właśnie synu. Dzwoniła księżniczka Annabelle.
Chciałaby się z tobą spotkać. Zaprasza cię do siebie.
-Nie zamierzam się z nią
widywać. Nie teraz, gdy Rozalinda jest moją narzeczoną.
-Doskonale cię rozumiem
synu. Rozalindo. Cieszymy się, że nasz syn na Ciebie trafił. Nie
chcemy byś od niego uciekła, gdy tylko się dowiesz jednej rzeczy o
naszej rodzinie.
-Rozumiem. To jest coś
strasznego? - zapytałam po połknięciu jedzenia, które miałam w
ustach.
-Dla ciebie może być. My z
tym żyjemy całe życie.
-Przejdźmy do salonu. Tam o
tym porozmawiamy.
-Dziękuję za posiłek – powiedziałam i wstałam od stołu.
-Kulturalną
dziewczynę sobie znalazłeś synu.
-Wiem
Ojcze.
Pozostali
także wstali, Pawlo objął mnie w pasie i ruszyliśmy.