Przyjaciółka prosiła mnie bym zareklamowała jej bloga :) nie jest o tematyce anime, ale bardzo fajnie się go czyta :) polecam :)
http://miloscdramione.blogspot.com/
A teraz zapraszam na kolejny rozdział :D
Obudziłam się w swoim pokoju. Yuri
spała obok mnie. Był środek nocy, a musiałam pójść do toalety.
Wstałam tak by jej nie obudzić. W łazience wzięłam szybki
prysznic i chciałam wrócić do pokoju, ale oparłam się tylko o
ścianę. Zsunęłam się po niej i siedziałam tam do rana.
Usłyszałam jak mnie szukają. W końcu chcieli zajrzeć do
łazienki, ale niestety się zamknęłam od środka. Więc i tak nie
mogli wejść.
-Yuko!!! Otwórz!!! Proszę!!! -
słychać było po jej głosie, że się martwi. Chciałam wstać,
ale nie umiałam. Kręciło mi się w głowie, nogi odmawiały
posłuszeństwa.
-Nie dam rady otworzyć. Gomene minna.
Zamknęłam oczy. Gdy je otworzyłam,
leżałam w szpitalnej sali. „Jak ja się tu znalazłam?” Do
pokoju wszedł lekarz.
-Jestem doktor Shika. Jak się pani
czuje, Pani Asagawa?
-Dobrze. Jak ja się tu znalazłam?
-Przyjaciele i brat zadzwonili po
karetkę. Zemdlała pani w łazience.
-No tak.
-Bierze pani regularnie leki?
-Niestety przez sprawy rodzinne nie
brałam leków. Całkowicie o nich zapomniałam.
-Rozumiem. Uzupełnimy pani organizm w
odpowiednie ilości składników mineralnych i witamin. I będzie
pani mogła wrócić do domu.
-Dziękuje doktorze.
-Aha. Jeszcze jedno. Pani przyjaciółka
powiedziała, że zjawi się tutaj po pracy. A bratem zajmie się
pani przyjaciel.
-Rozumiem. Dziękuję.
Wyszedł. Spojrzałam za okno. W
szufladzie zaczęło coś wibrować. Odwróciłam głowę i tego
pożałowałam.
-Uhh... Odebrałam po dłuższej
chwili. Dzwonił Yukki.
-Cześć sis. Jak tam?
-Hej. Jakoś leci. Muszą podać mi
witaminy i mogę wracać do domu.
-Rozumiem. Sora się o ciebie pytał.
-Serio?
-Tak. Wszyscy się o ciebie
martwiliśmy.
-Rozumiem. Gomenesai, że was
zmartwiłam. Odbierzecie mnie ze szpitala?
-Chcesz żeby kto cię odebrał?
-Cała wasza trójka - powiedziałam i
zamilkłam. „Naprawdę zależało mi by cała trójka była przy
mnie? Naprawdę to powiedziałam?”
-Sis?
-Odezwę się później...
Telefon upadł, a po chwili wbiegł
lekarz z pielęgniarką. Próbowałam złapać oddech, ale zaczęłam
się dusić. Nie mogłam teraz umrzeć. „Kto zajmie się Yukkim? I
co z Yuri? Przecież ona się załamie. Kocham ich. Muszę żyć. Dla
nich.” Uspokoiłam swój organizm. Powoli wracał mi oddech. Lekarz
przyłożył mi jakąś maseczkę do twarzy. Wzięłam kilka wdechów.
Pomogło. Uśmiechnęłam się i usłyszałam jak biegnie w stronę
tego pokoju ktoś na obcasach. Kilka osób biegło.
-Nie może pani tam wejść! - słychać
było krzyk pielęgniarki.
-Mogę.
-Lekarz tam jest. Pacjentka miała
jakiś atak. Musi pani poczekać aż lekarz wyjdzie.
-Jaki atak? O czym pani mówi? -
wbiegła do sali. - Yuko.
-Proszę. Niech pani wyjdzie. Zaraz do
pani wyjdę z informacjami.
-Nie wyjdę.
-Doktorze. Proszę mówić.
-No dobrze. Wykryliśmy u pani raka
mózgu. Jest w wczesnym stadium. Najbliższy termin wolny mamy
dopiero za kilka tygodni.
-Rozumiem.
-Dziękujemy doktorze za informacje.
Czy możemy zostać teraz same?
-Oczywiście. Wychodzimy Suri.
-Tak panie doktorze.
Wyszli. Zostałyśmy same. Yuri mnie
przytuliła, a ja zaczęłam płakać. „To niemożliwe. To nie może
być prawda. Ja mam guza? Raka mózgu? Jak to?” Próbowała
mnie uspokoić, ale nic nie działało. W końcu mnie pocałowała.
Przestałam płakać zaskoczona nagłym okazaniem uczuć.
-Kocham cię. Przejdziemy przez to
razem.
-Ja ciebie też kocham. Nie chcę was
stracić.
-Wiem. My ciebie też.
Położyła się obok mnie i tuliła.
Po kilku godzinach przyszli chłopcy. Widać, że dopiero mieli wf.
Stanęli zdziwieni w drzwiach.
-Co jest Yukki?
-Yuko. Wyglądasz okropnie.
-Gome. Muszę wam coś powiedzieć.
Zamknijcie drzwi i usiądźcie sobie.
Zrobili o co prosiłam. Wzięłam
głęboki oddech i zaczęłam mówić. O wszystkim. O chorobie. O
raku.