Obudziłam się w swoim tymczasowym
pokoju. Zielonowłosy spał obok mnie.
-Midorima – kun?
-Hmm.... - zamruczał sennie.
-Dlaczego śpisz u mnie?
-To jest mój pokój. Nie pokój
gościnny.
-Ale wygląda jak ten, w którym
spałam.
-Są podobnie urządzone. A czemu
pytasz?
-Bo się przy tobie budzę.
-Rozumiem. To źle?
-Nie – przytulam się do niego. - To
cudowne uczucie.
-Też o tym pomyślałem.
Oboje się uśmiechnęliśmy.
-Może ja dzisiaj przygotuję
śniadanie? - zapytałam.
-Nie trzeba. Leż sobie. Wracam za
kilka minut. Herbata czy kawa?
-Herbata. Nie pijam kawy.
-Oczywiście. Zaraz wracam.
Położyłam głowę na poduszce i
przymknęłam oczy. Po chwili jego usta błądziły po moich.
-Śniadanie Aniele.
-Yhm... Jeszcze pięć minut sobie
poleżę. Dobrze?
-Ktoś się nie wyspał?
-Nie o to chodzi....
-A o co?
-Chcę sobie poleżeć w twoim łóżku.
To grzech?
-Nie. Mogę się przyłączyć?
-Jasne – uśmiechnęłam się i
odsunęłam się robiąc mu miejsce. Gdy się położył, od razu się
w niego wtuliłam.
-Naprawdę miłe uczucie.
-Mówiłam – uśmiech nie schodził
mi z twarzy.
-Ale śniadanie nam wystygnie...
-No dobrze. Jemy tutaj czy muszę
wstać?
-Spokojnie możemy zjeść tutaj.
Postawił tacę między nas, gdy usiedliśmy.
-Itadakimasu – powiedzieliśmy oboje
i po całym pokoju słychać było nasz śmiech. Zjedliśmy powoli
posiłek i znowu się położyłam, gdy wyniósł naczynia do kuchni.
-Znowu drzemiesz?
-Po posiłku trzeba odpocząć. Chodź
tutaj. Brakuje mi twojego ciepła.
-No dobrze.
Położył się i mnie przytulił.
Zasnęłam na jego ramieniu. Obudził mnie, gdy wstał odebrać
telefon. Pocałował mnie w czoło i znowu zasnęłam.
-Aniele. Czas wstawać. Nie możesz
przespać całego dnia. A poza tym wychodzimy. Mamy niezapowiedziany
trening, na którym muszę być.
-Jasne. Zaraz wracam – szybko
pobiegłam się ubrać w coś wygodnego do biegania (na wszelki
wypadek) i wróciłam do kuchni. Zielonowłosy już pakował nam
bento. Spojrzałam za okno. Ładna pogoda. Niedziela i ma trening? No
cóż.
-Gotowa?
-Tak – uśmiechnęłam się.
-No to ubieraj buty i idziemy.
-Mogę coś ponosić?
-Chcesz?
-Chcę się na coś przydać.
-Jasne – uśmiechnął się i podał
mi mniejszą torbę. - Jesteś odpowiedzialna za nasze drugie
śniadanie i napoje.
-Nie ma sprawy.
Wzięłam torbę, zarzuciłam ją sobie
przez ramię i poszliśmy. Zamknął drzwi na kilka zamków, a pod
budynkiem czekał na nas już jego kolega. Takao jeśli dobrze
pamiętam.
-Ona też?
-Powiedziałem, że na treningi będę
chodził pod jednym warunkiem, którym było pozwolenie Yumihiko
przebywać na naszych treningach.
-Wiem, wiem. Idziemy?
-Chodź tu do mnie mój Aniele.
-Mido.... Gdzie twój Lucky Item?
-Ona jest dzisiaj moim szczęśliwym
przedmiotem.
-Serio?
-Tak. Coś ci nie pasuje? - odezwałam
się.
-Przepraszam, że zapytałem. Jejku.
Jaka ona drażliwa.
-Nie jestem drażliwa. Po prostu cię
nie lubię.
-Ojć. A czym sobie zawiniłem?
-Midorima wie o co chodzi. To
wystarczy.
-Naprawdę?
-Tak – odwróciłam wzrok w kierunku,
w którym szliśmy. Przystanek autobusowy był pusty.
-Za ile kolejny?
-Za dwadzieścia minut – odpowiada
Takao.
-Cholera. Wtedy się spóźnimy.
-A gdy pobiegniemy?
-Dasz radę?
-Tak. Myślisz, że dlaczego się tak
ubrałam?
-No dobrze Aniele. No to biegniemy.
Ruszyli, a ja za nimi. Jakim cudem za
nimi nadążałam? Nie mam pojęcia. Gdy przybiegliśmy na miejsce,
wszyscy już czekali.
-Midorima. Takao. Jesteście spóźnieni
o 2 minuty.
-Przepraszam. To moja wina – stanęłam
przed ich trenerem i się delikatnie ukłoniłam.
-No dobrze. Ty musisz być Yumihiko.
Tak?
-Tak. Miło mi Was wszystkich poznać.
Zielonowłosy mnie objął, a koledzy
się dziwnie na nas spojrzeli.
-Wy... - zaczął jeden.
-Jesteście razem? - skończył drugi.
-Hai – odpowiedzieliśmy zgodnie.
-No dobrze. Dziewczyna siedzi obok
mnie, a wy się przebrać i na salę się rozgrzewać.
-Hai – krzyknęliśmy.
-Yumihiko?
-Tak Trenerze?
-Skąd znasz Midorimę?
-Uratował mnie i mi pomaga odnaleźć
się w tym świecie.
-Uratował cię? - zapytał zaskoczony.
-Tak. Napadło na mnie kilku mocno
pijanych facetów w parku wieczorem kilka dni temu. Midorima wracał
wtedy z treningu i mi pomógł.
-Rozumiem. A co dla ciebie znaczy
pomaganie w odnalezieniu się w tym świecie?
-Straciłam wszystkie wspomnienia.
Dzięki Mido nie załamałam się i powoli sobie przypominał, ale
nie idzie to zbyt szybko.
-Rozumiem. Buty zmienne masz?
-Tak – uśmiechnęłam się.
-No to leć na salę tylko je zmień.
-Oczywiście trenerze.
Ruszyłam w kierunku sali, gdzie
chłopcy się już powoli rozciągali. Przebrałam buty i weszłam na
salę. Mido się uśmiechnął i dołączył do kolegów.
-Co jest szczęśliwym przedmiotem na
dziś?
-Ona.
-Co?
-No serio ci mówię. Sami mi to
powiedzieli.
-To niemożliwe. Ale skoro oni tak
twierdzą to musi być prawda.
Trener po rozgrzewce pozwolił im
zagrać. Jakby tak pomyśleć to lubię koszykówkę i kiedyś w nią
grałam. W podstawówce i gimnazjum grałam w drużynie mecze
międzyszkolne.
-Ano... Trenerze?
-Tak?
-Czy mogłabym wejść na boisko?
-Grałaś kiedyś?
-Tak. W podstawówce dwa lata i całe
gimnazjum. Byłam w drużynie, która jeździła na zawody
międzyszkolne.
-Rozumiem. To po tym meczu cię
sprawdzimy. Dobrze?
-Hai – uśmiechnęłam się i
czekałam. Trener zrobił im krótką przerwę, więc wszyscy
usiedli. Midorima usiał obok mnie. Właśnie chciał coś
powiedzieć, ale przerwał mu trener.
-Słuchajcie. Yumihiko chciałaby się
sprawdzić w grze. Któryś chętny prócz Midorimy?
-Ja mogę – głos Takao.
-O nie. Ona się ciebie boi. Nie
zagrasz z nią.
-Dlaczego się go boisz?
-Jego głos jest podobny do głosu
jednego z facetów, którzy na mnie napadli w parku.
-I tylko dlatego?
-Hai – spuściłam wzrok.
Zielonowłosy mnie przytulił.
-No dobrze. Ktoś inny?
-Ja mogę.
-Miyaji. Naprawdę?
-Tak. Sprawdzę ją. Jestem niski, więc
wzrostem do siebie pasujemy.
-No to się proszę rozgrzej.
Midorima. Pomożesz jej?
-Oczywiście trenerze. To o tym
rozmawialiście przed chwilą?
-Tak – uśmiechnęłam się i
poszliśmy na środek sali.
-Siadaj w rozkroku i robisz skłony.
Pomogę ci dociskając barki. Dobrze?
-Jasne.
Ćwiczenia szły mi o wiele lepiej niż
myślałam.
-Gotowa? - zapytał trener.
-Gotowa – odpowiedziałam. Midorima
mnie przytulił i poszłam na środek sali, gdzie czekał już
Miyaji. Ładny, ale mnie się podobał Mido więc nawet go nie
chciałam tak naprawdę poznawać. Trener rozpoczął mecz. Skąd
moje ruchy były takie płynne? Nie wiem. Jak zdołałam zabrać
pierwszą piłkę? Tego też nie wiem. Moje ciało po prostu działało
instynktownie. Wszyscy patrzyli na mnie jak na największy cud
świata. Ale przeciwnik nie zwrócił na to uwagi i grał jak równy
z równym. A ja i tak z nim wygrałam. Dlaczego? Nie wiem. Pomimo
braku treningów takich jak oni mieli, ja z nim wygrałam. Trener
zakończył mecz. Wynik? 28:20 dla mnie. Osiem punktów przewagi.
Czułam się szczęśliwa. Podbiegłam do zielonowłosego i wręcz
wskoczyłam mu w ramiona.
-Mój Lucky Item jest wspaniały. Co
nie chłopaki?
-Tak. Cudowna gra.
-To jak trenerze? Mogę z nimi grać na
treningach?
-Zdecydowanie tak Yumihiko.
-Hura!!! - krzyknęłam, a Mido zaczął
się śmiać. Pocałował mnie na oczach wszystkich. - Mido?
-Przepraszam. Nie powinienem.
-Przestań przepraszać. To był
najcudowniejszy pocałunek na świecie – zaszkliły mi się oczy. -
Przepraszam – powiedziałam i wtuliłam się w jego tors.
-Yumi? Wszystko w porządku?
Poruszyłam tylko głową, bo nie
chciałam by widzieli moje łzy.
-Weź ją na świeże powietrze.
Powinno pomóc.
-Jasne. Dasz radę pójść? Czy wziąć
cię na ręce? - zapytał z troską w głosie. Dźwignęłam tylko
ręce, a ten od razu zrozumiał. Wziął mnie, a ja wtuliłam się w
jego kark. Wyniósł mnie z sali i usiadł na pobliskiej ławeczce.
-Lepiej?
Rozpłakałam się. Nie wiem nawet
dlaczego.
-Yumi.... - zaczął zaskoczony. - Co
się stało?
-Nie wiem. Łzy same zaczęły lecieć.
Przepraszam. Przerwałam wam trening.
-To nic. Nawet trener zareagował. To
on kazał mi cię tu przyprowadzić. Właśnie on mówił o świeżym
powietrzu.
-Naprawdę? - zapytałam zaskoczona i
przestałam szlochać.
-Tak mój kochany Aniele.
-Wracamy?
-Lepiej?
-Tak.