20 stycznia 2016

Zielony Sylwester - część 5

Obudziłam się w swoim tymczasowym pokoju. Zielonowłosy spał obok mnie.
-Midorima – kun?
-Hmm.... - zamruczał sennie.
-Dlaczego śpisz u mnie?
-To jest mój pokój. Nie pokój gościnny.
-Ale wygląda jak ten, w którym spałam.
-Są podobnie urządzone. A czemu pytasz?
-Bo się przy tobie budzę.
-Rozumiem. To źle?
-Nie – przytulam się do niego. - To cudowne uczucie.
-Też o tym pomyślałem.
Oboje się uśmiechnęliśmy.
-Może ja dzisiaj przygotuję śniadanie? - zapytałam.
-Nie trzeba. Leż sobie. Wracam za kilka minut. Herbata czy kawa?
-Herbata. Nie pijam kawy.
-Oczywiście. Zaraz wracam.
Położyłam głowę na poduszce i przymknęłam oczy. Po chwili jego usta błądziły po moich.
-Śniadanie Aniele.
-Yhm... Jeszcze pięć minut sobie poleżę. Dobrze?
-Ktoś się nie wyspał?
-Nie o to chodzi....
-A o co?
-Chcę sobie poleżeć w twoim łóżku. To grzech?
-Nie. Mogę się przyłączyć?
-Jasne – uśmiechnęłam się i odsunęłam się robiąc mu miejsce. Gdy się położył, od razu się w niego wtuliłam.
-Naprawdę miłe uczucie.
-Mówiłam – uśmiech nie schodził mi z twarzy.
-Ale śniadanie nam wystygnie...
-No dobrze. Jemy tutaj czy muszę wstać?
-Spokojnie możemy zjeść tutaj. Postawił tacę między nas, gdy usiedliśmy.
-Itadakimasu – powiedzieliśmy oboje i po całym pokoju słychać było nasz śmiech. Zjedliśmy powoli posiłek i znowu się położyłam, gdy wyniósł naczynia do kuchni.
-Znowu drzemiesz?
-Po posiłku trzeba odpocząć. Chodź tutaj. Brakuje mi twojego ciepła.
-No dobrze.
Położył się i mnie przytulił. Zasnęłam na jego ramieniu. Obudził mnie, gdy wstał odebrać telefon. Pocałował mnie w czoło i znowu zasnęłam.
-Aniele. Czas wstawać. Nie możesz przespać całego dnia. A poza tym wychodzimy. Mamy niezapowiedziany trening, na którym muszę być.
-Jasne. Zaraz wracam – szybko pobiegłam się ubrać w coś wygodnego do biegania (na wszelki wypadek) i wróciłam do kuchni. Zielonowłosy już pakował nam bento. Spojrzałam za okno. Ładna pogoda. Niedziela i ma trening? No cóż.
-Gotowa?
-Tak – uśmiechnęłam się.
-No to ubieraj buty i idziemy.
-Mogę coś ponosić?
-Chcesz?
-Chcę się na coś przydać.
-Jasne – uśmiechnął się i podał mi mniejszą torbę. - Jesteś odpowiedzialna za nasze drugie śniadanie i napoje.
-Nie ma sprawy.
Wzięłam torbę, zarzuciłam ją sobie przez ramię i poszliśmy. Zamknął drzwi na kilka zamków, a pod budynkiem czekał na nas już jego kolega. Takao jeśli dobrze pamiętam.
-Ona też?
-Powiedziałem, że na treningi będę chodził pod jednym warunkiem, którym było pozwolenie Yumihiko przebywać na naszych treningach.
-Wiem, wiem. Idziemy?
-Chodź tu do mnie mój Aniele.
-Mido.... Gdzie twój Lucky Item?
-Ona jest dzisiaj moim szczęśliwym przedmiotem.
-Serio?
-Tak. Coś ci nie pasuje? - odezwałam się.
-Przepraszam, że zapytałem. Jejku. Jaka ona drażliwa.
-Nie jestem drażliwa. Po prostu cię nie lubię.
-Ojć. A czym sobie zawiniłem?
-Midorima wie o co chodzi. To wystarczy.
-Naprawdę?
-Tak – odwróciłam wzrok w kierunku, w którym szliśmy. Przystanek autobusowy był pusty.
-Za ile kolejny?
-Za dwadzieścia minut – odpowiada Takao.
-Cholera. Wtedy się spóźnimy.
-A gdy pobiegniemy?
-Dasz radę?
-Tak. Myślisz, że dlaczego się tak ubrałam?
-No dobrze Aniele. No to biegniemy.
Ruszyli, a ja za nimi. Jakim cudem za nimi nadążałam? Nie mam pojęcia. Gdy przybiegliśmy na miejsce, wszyscy już czekali.
-Midorima. Takao. Jesteście spóźnieni o 2 minuty.
-Przepraszam. To moja wina – stanęłam przed ich trenerem i się delikatnie ukłoniłam.
-No dobrze. Ty musisz być Yumihiko. Tak?
-Tak. Miło mi Was wszystkich poznać.
Zielonowłosy mnie objął, a koledzy się dziwnie na nas spojrzeli.
-Wy... - zaczął jeden.
-Jesteście razem? - skończył drugi.
-Hai – odpowiedzieliśmy zgodnie.
-No dobrze. Dziewczyna siedzi obok mnie, a wy się przebrać i na salę się rozgrzewać.
-Hai – krzyknęliśmy.
-Yumihiko?
-Tak Trenerze?
-Skąd znasz Midorimę?
-Uratował mnie i mi pomaga odnaleźć się w tym świecie.
-Uratował cię? - zapytał zaskoczony.
-Tak. Napadło na mnie kilku mocno pijanych facetów w parku wieczorem kilka dni temu. Midorima wracał wtedy z treningu i mi pomógł.
-Rozumiem. A co dla ciebie znaczy pomaganie w odnalezieniu się w tym świecie?
-Straciłam wszystkie wspomnienia. Dzięki Mido nie załamałam się i powoli sobie przypominał, ale nie idzie to zbyt szybko.
-Rozumiem. Buty zmienne masz?
-Tak – uśmiechnęłam się.
-No to leć na salę tylko je zmień.
-Oczywiście trenerze.
Ruszyłam w kierunku sali, gdzie chłopcy się już powoli rozciągali. Przebrałam buty i weszłam na salę. Mido się uśmiechnął i dołączył do kolegów.
-Co jest szczęśliwym przedmiotem na dziś?
-Ona.
-Co?
-No serio ci mówię. Sami mi to powiedzieli.
-To niemożliwe. Ale skoro oni tak twierdzą to musi być prawda.
Trener po rozgrzewce pozwolił im zagrać. Jakby tak pomyśleć to lubię koszykówkę i kiedyś w nią grałam. W podstawówce i gimnazjum grałam w drużynie mecze międzyszkolne.
-Ano... Trenerze?
-Tak?
-Czy mogłabym wejść na boisko?
-Grałaś kiedyś?
-Tak. W podstawówce dwa lata i całe gimnazjum. Byłam w drużynie, która jeździła na zawody międzyszkolne.
-Rozumiem. To po tym meczu cię sprawdzimy. Dobrze?
-Hai – uśmiechnęłam się i czekałam. Trener zrobił im krótką przerwę, więc wszyscy usiedli. Midorima usiał obok mnie. Właśnie chciał coś powiedzieć, ale przerwał mu trener.
-Słuchajcie. Yumihiko chciałaby się sprawdzić w grze. Któryś chętny prócz Midorimy?
-Ja mogę – głos Takao.
-O nie. Ona się ciebie boi. Nie zagrasz z nią.
-Dlaczego się go boisz?
-Jego głos jest podobny do głosu jednego z facetów, którzy na mnie napadli w parku.
-I tylko dlatego?
-Hai – spuściłam wzrok. Zielonowłosy mnie przytulił.
-No dobrze. Ktoś inny?
-Ja mogę.
-Miyaji. Naprawdę?
-Tak. Sprawdzę ją. Jestem niski, więc wzrostem do siebie pasujemy.
-No to się proszę rozgrzej. Midorima. Pomożesz jej?
-Oczywiście trenerze. To o tym rozmawialiście przed chwilą?
-Tak – uśmiechnęłam się i poszliśmy na środek sali.
-Siadaj w rozkroku i robisz skłony. Pomogę ci dociskając barki. Dobrze?
-Jasne.
Ćwiczenia szły mi o wiele lepiej niż myślałam.
-Gotowa? - zapytał trener.
-Gotowa – odpowiedziałam. Midorima mnie przytulił i poszłam na środek sali, gdzie czekał już Miyaji. Ładny, ale mnie się podobał Mido więc nawet go nie chciałam tak naprawdę poznawać. Trener rozpoczął mecz. Skąd moje ruchy były takie płynne? Nie wiem. Jak zdołałam zabrać pierwszą piłkę? Tego też nie wiem. Moje ciało po prostu działało instynktownie. Wszyscy patrzyli na mnie jak na największy cud świata. Ale przeciwnik nie zwrócił na to uwagi i grał jak równy z równym. A ja i tak z nim wygrałam. Dlaczego? Nie wiem. Pomimo braku treningów takich jak oni mieli, ja z nim wygrałam. Trener zakończył mecz. Wynik? 28:20 dla mnie. Osiem punktów przewagi. Czułam się szczęśliwa. Podbiegłam do zielonowłosego i wręcz wskoczyłam mu w ramiona.
-Mój Lucky Item jest wspaniały. Co nie chłopaki?
-Tak. Cudowna gra.
-To jak trenerze? Mogę z nimi grać na treningach?
-Zdecydowanie tak Yumihiko.
-Hura!!! - krzyknęłam, a Mido zaczął się śmiać. Pocałował mnie na oczach wszystkich. - Mido?
-Przepraszam. Nie powinienem.
-Przestań przepraszać. To był najcudowniejszy pocałunek na świecie – zaszkliły mi się oczy. - Przepraszam – powiedziałam i wtuliłam się w jego tors.
-Yumi? Wszystko w porządku?
Poruszyłam tylko głową, bo nie chciałam by widzieli moje łzy.
-Weź ją na świeże powietrze. Powinno pomóc.
-Jasne. Dasz radę pójść? Czy wziąć cię na ręce? - zapytał z troską w głosie. Dźwignęłam tylko ręce, a ten od razu zrozumiał. Wziął mnie, a ja wtuliłam się w jego kark. Wyniósł mnie z sali i usiadł na pobliskiej ławeczce.
-Lepiej?
Rozpłakałam się. Nie wiem nawet dlaczego.
-Yumi.... - zaczął zaskoczony. - Co się stało?
-Nie wiem. Łzy same zaczęły lecieć. Przepraszam. Przerwałam wam trening.
-To nic. Nawet trener zareagował. To on kazał mi cię tu przyprowadzić. Właśnie on mówił o świeżym powietrzu.
-Naprawdę? - zapytałam zaskoczona i przestałam szlochać.
-Tak mój kochany Aniele.
-Wracamy?
-Lepiej?
-Tak.

14 stycznia 2016

Zielony Sylwester - część 4

Ostrożnie wstałam, by nie obudzić chłopaka. Skorzystałam z łazienki i chciałam pójść do kuchni, ale śniadanie już leżało na kolanach Midorimy.
-Jak...?
-Nie spałem już od dłuższego czasu, więc wstałem wcześniej i przygotowałem śniadanie.
-Rozumiem – uśmiechnęliśmy się i dołączyłam do zielonowłosego. Postawił tacę między nami i spożyliśmy posiłek w ciszy i spokoju.
-Midorima – kun. Dziękuję, że zostałeś ze mną w nocy.
-Nie potrafiłbym cię zostawić, gdy śnią ci się koszmary.
-Dziękuję – zarumieniłam się. „Nie no znowu?! Dlaczego ja tak na niego reaguję?”
-Yumi?
-Hmm...?
-Okej?
-Tak.... Nie.... Chyba tak....
-Chwileczkę.
-Co?
-Miałaś odrobinę dżemu na policzku – starł mi go jednym palcem. I jego ręka tam została. Wtuliłam się w nią.
-Yumi....
-Hmm.... Ojć. Przepraszam – od razu się odsunęłam.
-Nie. Nie. Mogłaś tak zostać. Twoja skóra jest taka delikatna...
-Mido...
Jego usta na moich. Przymknęłam oczy, a on pogłębił pocałunek. Ale oboje potrzebowaliśmy powietrza do oddychania, więc oderwaliśmy się od siebie.
-Midorima?
-Przepraszam Yumihiko.
-Nie przepraszaj. To było dla mnie coś nowego, ale i przyjemnego.
-Coś nowego? - zapytał zaciekawiony. Spuściłam wzrok i kiwnęłam przytakująco głową. - Przepraszam, że pytam. Ale ciekawi mnie teraz jedna sprawa.
-Pytaj. Lepiej mieć to za sobą.
-Jes... Jesteś... dziewicą? - wydusił z siebie.
-T.. Tak – odpowiedziałam jeszcze bardziej się czerwieniąc.
-A chciałabyś to kiedyś zrobić?
-Tylko z osobą, którą pokocham ze wzajemnością.
-Rozumiem – powiedział i się uśmiechnął. Odwzajemniłam nieśmiało uśmiech. - No to jesteśmy po śniadaniu. Ubierz się w coś wygodnego. Zabieram cię na miasto.
-Jasne. Gdzie mnie dokładnie zabierasz?
-Zobaczysz – uśmiechnął się i wstał z łóżka. Pozbierał naczynia i wyszedł. Szybko się ubrałam i zaczęłam szukać chłopaka. Znalazłam go w kuchni, pakującego do plecaka drugie śniadanie.
-Mido...? Po co aż tyle?
-Będziemy cały dzień na mieście i w miejscach gdzie sklepów i restauracji nie ma, więc lepiej być przygotowanym na ewentualny postój.
-No tak. Dziękuję Midorima za to co robisz dla mnie.
-Aniele. To dla mnie przyjemność oprowadzić cię po naszym mieście.
-Dlaczego mnie tak nazywasz?
-Jak? Aniele? - zapytał zdziwiony.
-Tak.
-Piękniejszej istoty niż anioły nie ma, a ty również jesteś piękna. Piękniejsza od dziewczyn, które znam.
-Dziękuję za komplement.
-Gotowa?
-Hai – odparłam od razu.
-No to ruszamy.
Wyszliśmy z jego mieszkania i ruszyliśmy. Oprowadzał mnie po najciekawszych miejscach w pobliżu jego mieszkania. Po kilku godzinach zrobiliśmy sobie krótką przerwę.
-Dajesz radę Yumi?
-Co to? Midorima na spacerze z dziewczyną?
-Cześć Takao. Co cię tu sprowadza?
-Zastanawiałem się z trenerem dlaczego opuszczasz treningi. Teraz już wiem dlaczego – spojrzał na mnie. Schowałam się za Midorimę. Bałam się go.
-Spokojnie Yumihiko. On ci nic nie zrobi.
-Dokładnie. Nie skrzywdziłbym muchy.
-I tak ci nie ufam, więc proszę trzymaj się z daleka ode mnie.
-Takao. Proszę powiedz trenerowi, że zjawię się na treningu pod warunkiem, że ona będzie mogła na nim przebywać.
-Jasne. Zadzwonię później z wieściami od trenera.
-Dzięki Takao.
-Proszę. Na razie.
-Do zobaczenia w szkole – poszedł, a ja wciąż kryłam się za zielonowłosym. -Yumihiko?
-Tak?
-Dlaczego się przed nim schowałaś?
-Miał głos podobny do jednego z facetów z tamtego wieczora.
-Rozumiem. Nie wychodzisz z domu sama. Zrozumiano?
-Hai – odpowiedziałam.
-Chodźmy już.
-Ok.
Poszliśmy dalej. Pokazał mi punkt widokowy.
-Jak tu pięknie – uśmiechnęłam się zachwycona.
-Chciałem ci ten widok pokazać. Chociaż nie pamiętam dlaczego.
-Dziękuję Midorima – kun.
Chłopak mnie przytulił i staliśmy tam do zachodu słońca. Wtedy widok był o wiele lepszy. Midorima mnie pocałował zanim poszliśmy do domu. Był wyższy ode mnie, ale mnie to nie przeszkadzało. Przez całą drogę do domu trzymał mnie za rękę. Po kolacji siedzieliśmy w salonie, gdy zadzwonił jego telefon.
-Takao? I co?
-Może przyjść. Ale masz być na treningach.
-Dzięki Takao.
-Nie ma sprawy. Do zobaczenia w szkole.
Patrzałam na niego zaciekawiona.
-I jak?
-Możesz być na naszych treningach.
-Hura! - krzyknęłam i wtuliłam się w zielonowłosego.
-Yumi?
-Hai?
-Może napijemy się czegoś mocniejszego?
-To znaczy?
-Za kilka dni jest koniec roku. Spędzam go z chłopakami z gimnazjum. Chciałabyś pójść?
-Chętnie – uśmiechnęłam się.
-Muszę tylko uprzedzić Akashiego, że będzie jedna dodatkowa osoba.
-Dziękuję – przytuliłam się do niego i zasnęłam. Czułam jak mnie podnosi i zanosi do pokoju. Później już nic.

Zielony Sylwester - część 3

-Midorima – kun? Mogę o coś zapytać?
-Oczywiście.
-Gdzie Twój Lucky Item?
-Jest nim dzisiaj brelok do kluczy. A żeby go nie zgubić tak jak wczoraj, to przyczepiłem go do kluczy.
-Rozumiem – uśmiechnęłam się.
-To jak? Co sobie przypomniałaś?
-Dawną siebie. Aspołeczną dziewczynę, którą byłam.
-Rozumiem.
-Nie chcę o niej pamiętać odkąd cię poznałam – zaszlochałam. Od razu zielonowłosy mnie przytulił.
-Nie płacz Aniele. Co ty na to, abym ci jutro pokazał okolicę?
-Nie chcę byś opuszczał szkołę i treningi. Wiem jakie to dla ciebie ważne.
-Dziękuję za troskę o moją szkołę, ale jutro jest sobota, więc i tak nigdzie się nie wybierałem.
-Rozumiem. Chętnie zwiedzę z tobą to miasto. Może coś sobie przypomnę.
-Nie musisz się spieszyć z powrotem twoich wspomnień. Naprawdę.
-Wiem. Ale chcę i tak sobie przypomnieć.
-Jasne. Tylko nie płacz już proszę.
-Dobrze.
-Herbata smakowała?
-Tak. Dzięki niej byłam w stanie zjeść cokolwiek. Dziękuję.
-Proszę. Cieszę się, że ci już lepiej. Może naszykuję ci już kąpiel?
-Posiedźmy tak jeszcze chwilkę jeśli możemy... - od razu się zarumieniłam i wtuliłam twarz w jego tors.
-Yumihiko?
-Hmm...?
-Wszystko w porządku?
-Yhm...
-Na pewno?
-Tak. Przepraszam. Chyba jednak się już położę.
-Oi! Wszystko ok?
-Taa.... Jestem trochę zmęczona. I tyle.
-Odprowadzę cię.
-Nie trzeba. Mam pokój tuż za zakrętem.
-No dobrze.
Poszłam do siebie. Usiadłam na łóżku, objęłam kolana ramionami i zaczęłam szlochać. „Miałam zasady wchodząc pierwszy raz do anime. Teraz je złamałam. Zakochałam się w fikcyjnej postaci. Dlaczego to tak musi boleć?” Chłopak zapukał do drzwi, ale nie odpowiadałam. Nie chciałam by widział mnie w takim stanie.
-Yumihiko? Na pewno wszystko w porządku?
-Tak – odpowiedziałam między kolejnymi falami płaczu. - Jest okej.
-Otworzysz?
-Nie. Nie chcę byś mnie widział w takim stanie.
-Yumi... Proszę. Otwórz – prosił mnie tak przez pół godziny. W którymś momencie się położyłam i zasłoniłam uszy.


„Czterech facetów zaczęło się do mnie dobierać. Krzyczałam, ale nikt nie nadchodził. Dlaczego to mnie zawsze spotykają te najgorsze rzeczy?
-Yumi!!! Obudź się!!!
Co? Kto? Gdzie? Nadal krzyczałam, gdy poczułam coś miękkiego na swoich ustach.” Otworzyłam oczy. Nade mną wisiał zielonowłosy. Zasłoniłam usta ręką.
-Yumi? Już się obudziłaś?
-Co?
-Krzyczałaś przez sen. Starałem się cię obudzić delikatnie, ale nic nie skutkowało.
-Po... pocałowałeś mnie....
-Przepraszam! - od razu się ode mnie odsunął. Złapałam go za rękę.
-Nie odchodź. To było... przyjemne – powiedziałam i się uśmiechnęłam. - Dziękuję, że mnie obudziłeś.
-Nic się nie stało.
-Zostaniesz ze mną do rana?
-Chcesz tego?
-Tak. Zostań. Proszę.
-No dobrze.

Wszedł pod kołdrę i mnie przytulił. Wtuliłam się w niego i tak oboje zasnęliśmy. Tym razem nic mi się nie śniło. Może to i dobrze? I tak sprawiam kłopot Midorimie, a ten i tak się o mnie troszczy. Poranek nadszedł dosyć szybko.

Zielony Sylwester - część 2

Gdy otworzyłam oczy nie wiedziałam gdzie teraz jestem. Do pokoju wszedł chłopak.
-Jak się spało?
-Dobrze. Jak ja się tu znalazłam? - okryłam się bardziej kołdrą.
-Znalazłem cię śpiącą na kanapie, więc przeniosłem cię do tego pokoju. Chyba nie jesteś złą za to?
-Nie. Dziękuję, że się tak o mnie troszczysz...
-Zostań tutaj póki twoje wspomnienia nie wrócą. Dobrze?
-Ale nawet nie wiem kiedy mogą powrócić.
-To nic. Ten pokój mam zarezerwowany dla gości. A ty jesteś moim gościem więc możesz tutaj spać.
-Hai – posmutniałam. Dlaczego nic nie pamiętam? - Tylko nie mam żadnych swoich rzeczy tutaj.
-O to się nie martw. Kupimy ci coś jak wrócę ze szkoły. Dobrze?
-Hai.
-A w międzyczasie, gdy mnie nie będzie odpocznij sobie. Pieniądze zostawiłem na stole w kuchni, gdybyś chciała pójść do sklepu po coś. Kanapki masz w lodówce przygotowane. Obiad zrobię jak wrócę. Będę szczęśliwy jeśli zostaniesz tu ze mną.
-Dobrze. Zostanę. Powodzenia w szkole. Miłego dnia – uśmiechnęłam się.
-Udanego dnia Yumihiko. Nie zmuszaj się do przypomnienia sobie czegoś, dobrze?
-Tak.
-To ja wychodzę. Dzisiaj nie zostanę na treningu. Wrócę wtedy wcześniej do domu.
-Do zobaczenia później.
Pomachał mi i wyszedł. Ostrożnie wstałam z łóżka i przeszłam się do łazienki. Wzięłam sobie długą kąpiel, po czym nastawiłam pranie. Ubrałam się w ciuchy naszykowane przez niego. Ruszyłam do kuchni i zjadłam kilka kanapek przeczuwając to, że są policzone. Usiadłam na kanapie w salonie i włączyłam TV. Po godzinie siedzenia usłyszałam z łazienki wyłączenie pralki. Poszłam je wywiesić i zastanowiłam się nad obiadem. Sprawdziłam lodówkę w poszukiwaniu składników. Znalazłam na jednej półce książkę kucharską, więc mogłam ugotować coś dla chłopaka. Przygotowałam curry. Ryż ugotowałam 10 minut przed jego powrotem.
-Co tak ładnie pachnie? - zapytał, wchodząc do kuchni.
-Ugotowałam obiad. Mam nadzieję, że będzie ci smakowało.
-Jeśli ty to ugotowałaś to jak najbardziej będzie mi smakowało.
-Umyj proszę ręce przed posiłkiem. A ja już nałożę.
-Dobrze – poszedł, a ja nakryłam do stołu i nałożyłam ryżu do miseczek. - Pranie też zrobiłaś?
-Tak. Swoją sukienkę od razu wyprałam.
-Rozumiem. Smacznego – uśmiechnął się i usiadł do stołu. Po posiłku poszliśmy na zakupy. Kupił mi kilka sukienek, spodenek, bluzek, jakąś bluzę. No i kilka par butów.
-Midorima – kun. To za dużo.
-Bez przesady Aniele. Sprawiłaś mi tymi zakupami przyjemność.
-Naprawdę?
-Tak.
Oboje się uśmiechnęliśmy i ruszyliśmy do domu. Po drodze wstąpiliśmy do sklepu spożywczego po kilka rzeczy.
-Co chcesz na kolację?
-Zostało jeszcze trochę curry, więc mogę się zadowolić nawet tym lub kanapkami.
-Za to, że zrobiłaś taki pyszny obiad, ja robię kolację. Więc?
-Hmm... Racuszki?
-Z cynamonem?
-Hai – uśmiechnęłam się.
Kupiliśmy składniki potrzebne do zrobienia racuszków i wróciliśmy w końcu do domu.
-Zajmiesz się czymś? A ja w tym czasie zrobię już kolację.
-Rozpakuję torby. Chociaż tyle mogę zrobić.
-Jasne. Gdzie chcesz zjeść?
-Możemy w salonie?
-Oczywiście, że tak. Do racuszków co chcesz do picia?
-Herbata wystarczy.
-Ok. No to mykaj do pokoju rozpakować ubrania.
-Hai – odpowiedziałam i pobiegłam do pokoju. Rozpakowałam torby i skorzystałam z łazienki. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. I sobie zaczęłam przypominać „uczennica szkoły średniej, aspołeczna, brak chłopaka, brak znajomych. Nikogo nie obchodziłam. Nawet własnej rodziny. Dlatego tu jestem.” Rozbolała mnie głowa, więc wyszłam z pomieszczenia i doszłam do łóżka. Nie wiem, kiedy wszystko pochłonęła czerń.


Obudziłam się w ramionach zielonowłosego.
-Midorima – kun? - zapytałam słabym głosem.
-Yumihiko? Obudziłaś się już?
-Tak. Co się stało?
-Musiałaś zemdleć bo znalazłem cię koło łóżka.
-A myślałam, że zdążyłam się położyć. Przepraszam, że cię zmartwiłam.
-Nic się nie stało. Jeśli coś się będzie działo to mów. Zgoda?
-Tak. Pozwolisz, że pójdę do łazienki?
-Oczywiście. Tylko uważaj na siebie. Proszę.
-Dobrze. Będę uważać.
Wstałam z jego kolan i powoli poszłam do łazienki. Skorzystałam i obmyłam twarz. Byłam blada. Ale nikt się teraz niech nie dziwi. Przecież zemdlałam. Wróciłam do pokoju, ale chłopaka nie było już w nim. Ruszyłam do kuchni, z której dolatywał zapach herbaty.
-Zrobiłem ci herbatę ziołową. Proszę.
-Dziękuję Midorima – kun. Za wszystko – posmutniałam. Od razu zauważył moją zmianę nastroju.
-Coś się stało?
-Przypomniałam sobie coś, czego nie chciałabym pamiętać.
-Opowiesz mi o tym Aniele?
-Może podczas posiłku?
-Wszystko już naszykowane. Zapraszam do salonu.

4 stycznia 2016

Zielony Sylwester - część 1

Skoro Sylwester za nami zapraszam do czytania sylwestrowego Spin-offa :D




Yumihiko Asagawa. Podróżuję między moim wymiarem, a światem anime. Tuż przed wypadkiem znalazłam sposób by przenieść swoją duszę do anime. Nikt nie pochwalał mojego zachowania. No cóż. Byłam młoda i głupia. Nie miałam życia towarzyskiego więc nie dziwię się, że byłam aspołeczna. Święta Bożego Narodzenia minęły. Zbliżał się Sylwester i Nowy Rok. Dlaczego postanowiłam zmienić wtedy plany, które miałam z rodziną? Nie mam pojęcia. Coś mnie ciągnęło do KnB. Zamknęłam się w swoim pokoju, założyłam słuchawki, włączyłam anime i zasnęłam. Dusza przeniosła się do anime. Długie fioletowe włosy rozwiewał wiatr. Ludzie dziwnie się na mnie patrzyli. Zastanawiali się pewnie skąd się tu wzięłam. Dla mnie to nie problem. Od zawsze czułam na sobie dziwny wzrok innych. Za każdym razem gdy wychodziłam z domu. Spuszczałam wtedy głowę i szłam przed siebie. Tak i teraz zrobiłam. Przeszłam się do parku, gdy na boisku zauważyłam czerwonowłosego Kagamiego i starającego się z nim zmierzyć Kuroko. Przyglądałam się im z daleko. Po co kusić los? I tak nie zamierzałam być tu dłużej niż to potrzebne. Chciałam po prostu trochę posiedzieć w parku i popatrzeć w gwiazdy. Miałam na sobie letnią sukienkę, sandałki na niskim obcasie i nic więcej. Usiadłam na ławce, ale zapowiadała się chłodna noc. Chciałam już wstać i poszukać jakiegoś cieplejszego miejsca do mojej obserwacji, gdy usłyszałam szelest liści w ciemnej ścieżce.
-Patrzcie kogo my tu mamy? Gdzie ci tak śpieszno moja droga?
-Może się ogrzejemy nawzajem?
Zauważyłam wtedy czterech facetów. Mocno podpitych. A moja linia obrony? Słaba jak zawsze. Ucieczka? Nie wchodziła w grę. I tak by mnie złapali. Ale musiałam spróbować chociaż. Wstałam i się odwróciłam by biec. Zagrodził mi drogę.
-Ptaszyna chce uciec? Nie ładnie. Może sobie na nią zapolujemy?
-Jestem za. Kto ją złapie tego nagroda.
Śmiali się, a ich wzrok błądził po mym ciele. Uciekłam nie znając nawet drogi. W pewnym momencie zahaczyłam o coś i upadłam jak długa na ziemię.
-Znalazłem! - krzyk jednego.
-To bierz ją!
-Chodź tu do mnie moja mała. Czas na nagrodę za złapanie cię.
Złapał mnie za ręce i obrócił na plecy. Moje ciało zaczęło się trząść ze strachu. Późna noc, nikogo wokół.
-Pomocy!!! - mój krzyk poniosło echo nocy. Nie mogłam na nikogo liczyć w tej chwili. A jednak ktoś się zjawił, gdy ten położył swoje ręce na moich piersiach.
-Zostawcie ją!
-Lepiej stąd spieprzaj gówniarzu!
-Najpierw ją stąd zabiorę.
-Niby za kogo się masz?
-Jestem tylko licealistą. Radzę zabrać ręce od niej.
-Przerywasz nam zabawę. Mam do niej prawo. Wygrałem ją.
-To prawda? - pytanie skierowane do mnie. Ze strachem popatrzyłam w jego kierunku i pokiwałam, że nie. Facet, który mnie trzymał podniósł rękę z zamiarem uderzenia mnie. Wystraszyłam się. Chłopak złapał jego ramię zanim te zdążyło ruszyć.
-Kobietę chcesz uderzyć? Jesteś zwykłym śmieciem. Ona nie jest żadną nagrodą.
-Gówniarz będzie mi morały prawić? Nie w tym życiu.
Złapał go za koszulkę. Już go miał uderzyć, gdy ten upadł na ziemię i trzymał się za brzuch.
-Który kolejny? - zapytał się pozostałych. - Bierzcie lepiej swojego kolegę i spadajcie stąd zanim wezwę policję.
Uciekli od razu. Chłopak spojrzał na mnie.
-Nic ci nie jest?
-Nieee.... Dziękuję za pomoc.... Wcale nie musiałeś....
-Wiem, że nie. Ale chciałem pomóc.
Objęłam się rękoma.
-Zimno ci?
-Trochę.
Nałożył na moje ramiona swoją kurtkę i pomógł mi wstać.
-Gdzie mieszkasz?
-Nie pamiętam.... nic nie pamiętam.... - posmutniałam.
-A jak masz na imię?
-Yumihiko...
-To może przenocujesz u mnie? Obiecuję, że nic ci nie zrobię.
-Chętnie. Dziękuję za pomoc. Jakoś się ci odwdzięczę, Panie...
-Midorima. Shintarou Midorima.
-Midorima – kun. Naprawdę się jakoś odwdzięczę.
-Chodźmy już bo jeszcze bardziej marzniesz.
-A ty nie?
-Jestem po treningu. Więc jestem rozgrzany. Właśnie. Mój lucky item. Gdzie on jest?
-Pomóc ci go poszukać?
-Jeśli możesz. Figurka susła z monetą....
-Rozumiem – przerwałam mu. - Jakiej wielkości?
-Mniej więcej takiej – pokazał mi. - Dziękuję, że pomimo tego, że tak marzniesz w tej sukience, to mi chcesz pomóc.
-Ty również mi pomogłeś.
-No niby tak. Szybko go znajdźmy i chodźmy do mieszkania.
-Hai – uśmiechnęłam się i zaczęliśmy szukać. Znalazłam go w jakimś krzaku. - Mam go Midorima – kun!
-To wspaniale. W takim razie chodźmy już.
Okryłam się szczelniej jego kurtką i ruszyliśmy, gdy zebrał swoje rzeczy. Zaprowadził mnie do jakiegoś wieżowca, w którym było chyba z 15 pięter. Wjechaliśmy na 4, i poprowadził mnie do jednych z drzwi. Szybko je otworzył i wpuścił przodem.
-Jest tu cieplej niż na dworze. Chcesz herbatę czy może kawę?
-Jeśli mogę prosić to coś rozgrzewającego.
-Jasne. Usiądź sobie w salonie.
-Hai.
Znalazłam go bez problemu. Usiadłam i zaczekałam na chłopaka. Strach opuścił moje ciało i nawet nie wiem, kiedy oczy mi się zamknęły.

3 stycznia 2016

Pytanie do czytelników

Kochani :) witam Was w Nowym Roku. Mam do Was pytanko. Co sądzicie, że się dalej wydarzy w Podróżniczce? Czekam na Wasze pomysły :) i zachęcam do czytania :)