15 grudnia 2015

Drugie dno - rozdział 10

Nie wiem ile czasu leżałam, ale w końcu przyszedł Pawlo. Usiadł na brzegu łóżka i zaczął głaskać mnie po głowie. Jeszcze bardziej się rozpłakałam.
-Wypłacz się jeśli musisz.
-Rozmawiałam z szefem. Przepraszam. Z byłym szefem.
-Zwolnił cię?
-Tak.
-A z jakiego powodu?
-Z tego powodu, że widział nas razem.
-No i?
-Wyznał mi swoje uczucia przed tym wypadkiem.
-Rozumiem. Czyli się chłopak załamał.
-Powiedziałam mu, że jestem twoją narzeczoną.
-Rozumiem. Znajdziesz sobie pracę jeśli będziesz chciała nadal pracować.
-Dziękuję.
-A jeśli nie to pomożesz mojej mamie prowadzić biuro ojca.
-Obojętne mi to. Czas na kolacje już jest. Prawda?
-Za dwadzieścia minut jest kolacja. Rodzice ją trochę przełożyli. Dla ciebie.
-Nie musieli tego robić.
-Jedna ze służących słyszała twój płacz i powiadomiła o tym naszą trójkę. Dlatego tak postąpili.
-Rozumiem.
-To co? Uspokoiłaś się już?
-Tak. Dziękuję. Zaraz się ubiorę i możemy pójść.
-Nie musisz się przebierać. Wystarczy, że zmyjesz ślady łez z policzków i poprawisz włosy.
-Ale chcę się przebrać. Chociaż nie wiem czy moje ubrania będą wystarczająco dobre.
-Zobaczmy.
Podszedł do walizki i zaczął wyciągać moje ubrania. Wiedziałam, że zaraz coś powie.
-Przykro mi, ale nic z tych rzeczy nie nadaje się na kolację z królem i królową.
-Rozumiem. Dziękuję za opinię. Zostanę w takim razie w tym czym jestem.
-A jednak. No dobrze. Zrób co musisz i idziemy.
-Ok.
Szybko ruszyłam do łazienki i poprawiłam makijaż i fryzurę. Poszliśmy. W jadalni siedziała już para królewska, a potrawy były już wnoszone na stół. Pawlo odsunął dla mnie krzesło, więc na nim usiadłam i zaczekałam aż on zrobi to samo. Czułam napięcie przy stole. Para królewska przyglądała się mi, a mnie zżerała trema jak przed występem.
-I jak Rozalindo? Odpoczęłaś sobie?
-Nie za bardzo.
-Coś się stało?
-Proszę o wybaczenie, ale wiem, że Wasza Wysokość wiedział o moim stanie psychicznym od jednej ze służących.
-Powiedziałeś jej?
-Tak. Dzięki temu się uspokoiła.
-Rozumiem. Nic więcej jej nie mówiłeś?
-Bez Twojej zgody Ojcze nic jej nie powiem.
-Dobrze.
-Mogę wam przeszkodzić? Jestem głodna. Od wczoraj nic nie jadłam. A w szpitalu marne posiłki dają, więc dzisiejszego śniadania w ogóle nie ruszyłam.
-Nie krępuj się i jedz co tylko zechcesz.
-Dziękuję. Smacznego.
Wzięłam sobie kilka kromek chleba, plastrów szynki i sera. Poukładałam sobie to wszystko i zjadłam. Wszyscy patrzyli na mnie jak na głodomora.
-Ma dziewczyna wilczy apetyt. To dobrze. Pozwalam ci jej o wszystkim powiedzieć.
-Ale Ojcze...
-Co?
-Jeśli mam jej o tym powiedzieć to musicie być przy tym.
-Dlaczego?
-Bo to będzie wasza wina jeśli będzie chciała uciec z domu.
-No dobrze. Powiemy jej o tym w trójkę. A właśnie synu. Dzwoniła księżniczka Annabelle. Chciałaby się z tobą spotkać. Zaprasza cię do siebie.
-Nie zamierzam się z nią widywać. Nie teraz, gdy Rozalinda jest moją narzeczoną.
-Doskonale cię rozumiem synu. Rozalindo. Cieszymy się, że nasz syn na Ciebie trafił. Nie chcemy byś od niego uciekła, gdy tylko się dowiesz jednej rzeczy o naszej rodzinie.
-Rozumiem. To jest coś strasznego? - zapytałam po połknięciu jedzenia, które miałam w ustach.
-Dla ciebie może być. My z tym żyjemy całe życie.
-Przejdźmy do salonu. Tam o tym porozmawiamy.
-Dziękuję za posiłek – powiedziałam i wstałam od stołu.
-Kulturalną dziewczynę sobie znalazłeś synu.
-Wiem Ojcze.
Pozostali także wstali, Pawlo objął mnie w pasie i ruszyliśmy.

Brak komentarzy: