11 czerwca 2015

Życie - część 5

Obudziłam się w swoim pokoju. Na podłodze, oparta o łóżko, siedziała Yuri. Chyba też się już budziła bo zaczęła się ruszać. Spojrzała na mnie. Dźwignęła się na łóżko i mnie pocałowała. Uśmiechnęłyśmy się. Przyszedł Yukki z tacą, na której były dwie szklanki z herbatą i tosty z szynką i serem. Gdy go poczułam, od razu zrobiło mi się niedobrze. Zerwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki. Zwymiotowałam. Yuri przyszła chwilkę po tym. Pomogła mi się dźwignąć z podłogi i dojść do kuchni.
-Sora. Nie rób tostów z serem.
-Dlaczego?
-Bo robi mi się niedobrze od samego zapachu.
-Spoko. Już nie będę robić. Zjedzmy szybko te, które już są zrobione. Tobie jakie zrobić?
-Z samą szynką. Dziękuję.
-Nie ma sprawy - uśmiechnął się. Yuri mnie szturchnęła.
-Nie gap się tak na niego. Nie po tym co zrobiłyśmy - powiedziała z wyrzutem. „Czyżby była zazdrosna?”
-Gome - pocałowałam ją. Odwzajemniła pocałunek, ale po chwili zerwałam się w kierunku łazienki.
-Może powinna była zostać w szpitalu?
-Jeśli chce ten czas spędzić z nami, to nie powinniśmy jej tego odmawiać.
-Rozumiem. To co organizujemy?
Słyszałam ich rozmowę między kolejnymi falami wymiotów. Przyszedł po mnie Yukki. Pomógł mi się dźwignąć i dojść do umywalki. Obmyłam twarz i poszliśmy do kuchni. Yuri rozmawiała cicho z Sorą. Pochylali się coraz bardziej nad stołem. Ich twarze były coraz bliżej siebie. „To niemożliwe. Yuri jest bi? Ale dlaczego nic mi nie powiedziała?” Odchrząknęłam. Od razu na nas spojrzeli. Odwróciłam wzrok. Nie chciałam na nią patrzeć. Yuri podeszła do mnie.
-Co jest?
-Możemy porozmawiać na osobności?
-Jasne.
Zaprowadziła mnie do salonu i usiadłyśmy na kanapie.
-O czym chciałaś porozmawiać?
-O nas. Dlaczego mi nie powiedziałaś, że jesteś bi?
-Nie jestem.
-Przestań. Widziałam jak na niego patrzysz.
-Ale...
-Yukki!!! - usłyszałyśmy krzyk Sory z kuchni. Od razu tam poszłyśmy. Sora kucał i krył się przed Yukkim.
-Yukki. Braciszku. Co się stało?
-Słyszałem co mówiłyście. Sora mnie okłamał. Nie chcę go tu widzieć.
-Sora. Yuri. Wyjdźcie. Zostawcie nas samych.
-Ale....
-Powiedziałam coś Yuri. Nie mów już nic tylko wyjdź.
Poszli. Brat posprzątał w kuchni, a ja łazienkę. Yukki przyszykował po herbacie dla nas i zasiedliśmy w salonie. Włączyliśmy jakąś komedię, ale w ogóle nas nie bawiła. Po półgodzinnym oglądaniu wyłączyliśmy i poszliśmy do swoich pokoi. Włączyliśmy gry i nic już nas nie obchodziło. W pewnym momencie zapukał do mnie brat i przypomniał o tabletkach. Podziękowałam mu i wyszedł. Wzięłam lekarstwa i wróciłam do gry. Pojawiła się Yuri w grze. Zignorowałam ją i grałam dalej. Tak minął mi i bratu cały dzień. Szybko się wykąpałam i gdy wróciłam do pokoju zauważyłam, że telefon miga. Zobaczyłam kto się tak dobija. To był Sora. Pisał mi o dzisiejszym dniu, o Yukkim. Że go kocha i zrobi dla niego wszystko. Szkoda, że to nie Yuri. Naprawdę szkoda. Odpisałam mu, że mnie to mało obchodzi i że mam większe zmartwienia na głowie. Odpisał mi, że jutro przyjdzie porozmawiać z Yukkim o ich związku. Na serio mało mnie to obchodziło. Miałam na głowie pogrzeb, chorobę i brata, który nie miałby opieki gdybym nie wyszła z tego cało. Zaczęłam płakać. Usiadłam na brzegu łóżka i płakałam. Zmorzył mnie sen po kilku godzinach, więc tylko się położyłam na łóżku i zasnęłam. Obudził mnie Yukki, który przyszedł mnie poinformować, że śniadanie jest już gotowe. Poszłam do kuchni. Nie zbierało mi się na wymioty więc spokojnie zjadłam posiłek i wróciłam do pokoju. Brat zapukał tylko do pokoju i oświadczył, że wychodzi do szkoły. Poszłam zamknąć drzwi za nim i posprzątałam powoli w domu. Wyszłam na balkon z laptopem. Włączyłam sobie anime ale się nie przeniosłam. Nie wiedziałam gdzie chcę pójść. Minęło popołudniu, więc ruszyłam do kuchni i przygotowałam obiad dla brata. Sama zjadłam i wzięłam lekarstwa. Usiadłam w kuchni z kubkiem herbaty i czekałam na Yukkiego. Zjawił się punktualnie. Tuż za nim do mieszkania wszedł Sora. Przywitał się ze mną i brat zapiął psy. Wyszli. Nie wiem kiedy wrócili gdyż po powrocie do pokoju, położyłam się do łóżka. Musiałam wtedy zasnąć.

Brak komentarzy: