28 września 2015

Drugie dno - rozdział 9

Dotarliśmy do jego domu. Wielki dom z pięknym ogrodem.
-Tutaj mieszkasz?
-Tutaj żyję.
-Wspaniały dom.
-I tylko nasz. Nie licząc mieszkającej służby.
-Nie mówiłeś wcześniej nic o służbie.
-Stwierdziłem, że zrobię ci niespodziankę tym.
-I zrobiłeś. Dziękuję, że przyjąłeś mnie do swego życia.
-To przeznaczenie. Zobaczysz jak jest w środku.
Wjechał do garażu i od razu zabrali moje walizki z bagażnika. Pawlo otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść. Poprowadził mnie przez długi korytarz do jakiegoś pokoju, którym była olbrzymia biblioteka. Przy stole ktoś siedział.
-Dzień dobry synu.
„Synu? To jego rodzice? A ja tak wyglądam?”
-Dzień dobry. Mamo, tato. Chcę wam kogoś przedstawić. To jest Rozalinda. Według legendy powinienem się z nią ożenić.
-Uratowałeś ją?
-Tak Ojcze.
-Rozumiem. Podejdź tu moja droga.
Zawahałam się. „A jak mnie nie polubią?” Pawlo ścisnął moją dłoń. Dodał mi tym otuchy. Powoli zaczęłam kroczyć w stronę jego rodziców.
-Spokojnie. Nie gryziemy.
-Miło Państwa poznać. Jestem Rozalinda Koramino.
-Witaj moje dziecko. Jestem Evan Draconis, a to jest moja żona Leilah. Nam też jest miło Cię poznać. Prawda skarbie?
-Naturalnie- powiedziała i się uśmiechnęła. Odetchnęłam.
-Wszystko w porządku?
-Tak. Byłam troszkę zestresowana. Ale już nie jestem.
-To dobrze. Może chcesz odpocząć po długiej podróży?
-Jeśli mogę to bardzo chętnie. Nie spałam za dobrze tej nocy.
-Zaprowadź ją do gościnnej sypialni.
-Oczywiście Ojcze.
Po drodze wszyscy się nam kłaniali. „Co się dzieje? Dlaczego? Dlaczego to się dzieje?” Pawlo mi się przyglądał. Widać było, że chce o coś zapytać.
-Pytaj jeśli musisz.
-Co cię trapi?
-Nic mnie nie trapi.
-Przecież widzę.
-No dobrze. Myślę o tym dlaczego oni się nam kłaniają.
-Od dzisiaj jesteś księżniczką.
-Księ...żniczką?- zatrzymałam się w pół kroku.- Nic nie mówiłeś.
-Zaskoczona? Przecież ci mówiłem, że od teraz będziesz miała służbę.
-No tak. Ale to co innego niż bycie księżniczką.
-Wcale, że nie.
-Właśnie, że tak- powiedziałam. W tym momencie chciałam się wrócić i przeprosić jego rodziców za problem. Chciałam stamtąd uciekać. Ale Pawlo mnie zatrzymał.
-Na pewno wszystko w porządku?
-Sama nie wiem.
-Chodź. Zaprowadzę cię do pokoju. Musisz odpocząć.
-Muszę sobie wszystko poukładać w głowie. Od dzisiaj zmienia się moje całe życie.
-Ja cię doskonale rozumiem. Tędy będzie szybciej.
Poprowadził mnie do jakiegoś pokoju, w którym były moje rzeczy.
-Odpocznij. Wrócę o dziewiętnastej. Będzie czas na kolację- mruknęłam i wyszedł. Zostałam sama. Sprawdziłam czy wszystko mam, po czym wzięłam komórkę i ją włączyłam. Od razu zaczął dzwonić więc odebrałam.
-Halo?- powiedziałam niepewnie.
-Justyna? Nie ma cię w pracy tak długo. Nie radzę sobie bez ciebie.
-Cornelius...? Przepraszam cię. Postaram się jak najszybciej wrócić do pracy. Chociaż nie wiem czy będę mogła.
-Jak to? O czym ty mówisz? Wiem, że miałaś wypadek i leżałaś w szpitalu, ale to nie powód dla którego masz rzucić pracę.
-Po tym wypadku czeka mnie jeszcze rehabilitacja. Nie wiem kiedy się skończy. Lekarz nic nie wspomniał o terminie skończenia.
-Wiem, że nie leżysz już w szpitalu. Widziałem cię jak wychodziłaś ze szpitala z jakimś facetem. Kim on jest?
-Jak to nas widziałeś?
-Kim on jest?! Ja się pytam!
-Nie krzycz. Krzykiem nic nie załatwisz.
-To mi odpowiedz!
-To mój narzeczony. Przepraszam. Znasz może ród Draconisów?
-Znam. Jak głosi legenda kobieta uratowana przez mężczyznę z tego rodu zostaje mu przeznaczona.
-Tak jest w moim przypadku. Najmocniej przepraszam.
-On cię uratował? Dlaczego nic nie powiedziałaś, gdy leżałaś w szpitalu?
-Ponieważ nie miałam przy sobie komórki.
-Rozumiem... To w takim razie do widzenia. Obyś miała udane życie. Na e-maila prześlę ci wszystkie dokumenty potrzebne do skończenia twojej pracy u mnie.
-Zrozumiałam. Ale czy...
-To już koniec. Żegnaj.
-Poczekaj chwilkę....- sygnał się urwał. Spojrzałam na telefon. To Cornelius się rozłączył. Położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać.

Brak komentarzy: