8 lutego 2016

Zielony Sylwester - część 7

Obudziły mnie pocałunki zielonowłosego.
-Dzień dobry Aniele – uśmiechnął się Midorima.
-Dzień dobry.
-Jak się spało?
-Całkiem dobrze. Dziękuję.
-Chcesz poznać moich kolegów z gimnazjum?
-Hai – od razu się ożywiłam. - Kiedy i o której?
-Spokojnie. Jesteśmy umówieni z chłopakami na dzisiaj na godzinę 15:00. Więc spokojnie możemy zjeść obiad i tam pójść.
-Jasne. A teraz która godzina?
-12:20. A co?
-Bo muszę naszykować jakieś ubrania.
-Ok. Ale wiesz, że nie musisz się stroić?
-Wiem, ale chcę wyglądać jakoś na naszym pierwszym spotkaniu.
-Rozumiem. Głodna?
-Odrobinę.
-Zaraz coś przygotuję.
-Sama mogę sobie zrobić śniadanie – powiedziałam z wyrzutem.
-Wiem. Ale jesteś moim gościem, więc nie powinienem ci pozwolić zrobić wtedy obiadu i prania.
-Midorima... Przynajmniej tak mogę się odwdzięczyć za twoją pomoc.
-Nie musisz się odwdzięczać. Wystarczy, że jesteś ze mną.
-Mido... - znów mnie pocałował. Ale ten pocałunek był inny niż pozostałe. Było w nim tyle uczucia, którego nie byłabym w stanie zaakceptować w prawdziwym świecie.
-Kocham cię Yumihiko – powiedział między jednym pocałunkiem a drugim. Chciałam wierzyć w jego słowa. Ale jakoś nie umiałam. Z oczu pociekły mi łzy. - Yumi?
-Gome. To ze szczęścia.
-Mój słodki Anioł. Kocham cię.
-Ja ciebie też Midorima – kun.
-Mów mi po prostu Midorima. Dobrze?
-Hai – odpowiedziałam szczęśliwa i znów jego usta na moich. - Mido. Chcę się przebrać. Pozwolisz mi?
-Nie ma sprawy. Pokaż co wybrałaś.
Wstałam i poszłam do swojej sypialni. Wybrałam dwie sukienki i dodatki. Buty oczywiście na szpilce, ze względu na to, że chłopak był wysoki, a ja niestety niska. Wróciłam do sypialni zielonowłosego i pokazałam co wybrałam.
-Zdecydowanie ta sukienka i te buty.
-Ok. To te odniosę tylko do siebie i możemy się powoli szykować.
-Co chcesz na obiad?
-Hmmm... Może dzisiaj zjemy na mieście?
-No dobrze. Skoro chcesz, to za godzinę wychodzimy. Do Akashiego się trochę jedzie więc obiad musimy zdążyć zjeść przed odjazdem autobusu.
-Nie ma sprawy. Będę gotowa za pół godziny.
-Dasz radę się tak szybko naszykować?
-No jasne. Pomożesz mi z włosami?
-Z przyjemnością – uśmiechnął się i podszedł do szafy. Sam wybrał sobie komplet ubrań, a ja w międzyczasie poszłam do łazienki się przebrać.
-Gotowa. Jeszcze tylko włosy – powiedziałam wychodząc z pomieszczenia, gdy stanęłam przy drzwiach łazienki i gapiłam się na jego tył cała zarumieniona. Przełknęłam szybko ślinę i wróciłam do pomieszczenia, z którego wyszłam. „Nie mogę teraz wyjść.”
-Yumi? - zapukał zielonowłosy do łazienki. - Wszystko w porządku?
-Tak. Już wychodzę – mój głos zdradził moje uczucia. Zawahał się w nieodpowiednim momencie. Wyszłam ze spuszczoną głową. Mido dźwignął ją dotykając podbródka. Pocałował mnie, przez co jeszcze bardziej się zarumieniłam.
-Wyglądasz uroczo. Dlaczego tak nagle uciekłaś?
-Ja... zobaczyłam cię... i... się spłoszyłam....
-Spokojnie. Nie zrobię nic, przez co miałabyś czuć się niezręcznie – złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Obejmował mnie dopóki nie zadzwonił jego telefon. - Przepraszam na moment.
-Nie ma sprawy.
Odszedł ode mnie i odebrał.
-Ale jak to? Zaraz będzie samochód? …. No dobrze. Zejdziemy i będziemy czekać – rozłączył się i spojrzał na mnie. - Przykro mi, ale zaraz mamy samochód i Akashi prosił byśmy nim przyjechali do niego.
-A nasz obiad?
-Nie tylko ja znalazłem sobie kogoś, więc kapitan zaprasza nas wszystkich na uroczysty obiad, po którym nastąpi spotkanie.
-Rozumiem. No to nie mamy innego wyboru jak pójść.
-Naprawdę nie smuci cię to?
-Odrobinę bo chciałam zjeść obiad we dwoje. Ale trudno się mówi.
-Skoro tak stawiasz sprawę. Chodźmy. Samochód czeka.
Złapał mnie za rękę i wyprowadził z mieszkania. Limuzyna już czekała, a kierowca otwierał nam drzwi. Pojechaliśmy. Na miejscu byliśmy po pół godzinie. Czerwonowłosy czekał przed drzwiami na gości. Zbliżyliśmy się i ukłoniliśmy.
-Witam w rezydencji rodziny Seijuro. Proszę przejdźcie do jadalni. Służący was zaprowadzi.
-Dziękujemy Akashi – sama.
Ruszyliśmy w głąb mieszkania. W jadalni znajdował się już Kuroko, Kagami oraz Murasakibara. Cała trójka z partnerkami.
-Konichiwa Midorima – kun – odezwał się niebieskooki.
-Konichiwa. Usiądź Yumihiko – podszedł do miejsc zarezerwowanych dla nas. Usiadłam i przysunął mnie do stołu. Zarumieniłam się, a on usiadł obok mnie. Zaczekaliśmy na pozostałych. W końcu przyszła pozostała trójka również z dziewczynami. Usiedli do stołu i wniesiono posiłek. Od razu wiedziałam, że tu nie pasuję. Spojrzałam kątem oka na zielonowłosego. Sam również był speszony, ale wiedział dokładnie czym co się je. Rozejrzałam się po dziewczynach. Każda patrzała na stół nie wiedząc co robić.
-Drogie Panie. Proszę zjedzcie coś – odezwał się Akashi.
-Prosimy o wybaczenie Akashi – sama. To pierwszy raz jak uczestniczymy w takim uroczystym obiedzie.
-Pierwszy? - odezwała się cała siódemka.
-Gomenesai Midorima – kun. Nie powinnam była z tobą przyjeżdżać. Nie pasuję tutaj – powiedziałam ze smutkiem. Każda z nas zaczęła przepraszać swojego chłopaka. Siedziałyśmy ze spuszczonymi głowami, a po chwili wstałyśmy i wyszłyśmy. Albo raczej stamtąd uciekłyśmy. Znalazłyśmy wyjście z tego obszernego miejsca, ale trafiłyśmy tylko do ogrodu. Usiadłyśmy na ławeczkach blisko siebie i wszystkie wycierałyśmy łzy z policzków.
-Gdybym wiedziała, że Kuroko mnie zaprosił na taki obiad nie zgodziłabym się.
-Wiecie, że okryłyśmy swoich mężczyzn hańbą uciekając z jadalni?
-Doskonale to wiemy.
Zauważyłam ruch na ścieżce i się poderwałam ze swojego miejsca.
-Szukają nas.
-I nie znajdą – odezwała się dziewczyna Seijuro. - Specjalnie wybrałam to miejsce. Jest tylko jedno wejście i wyjście stąd. I ja mam klucz do niego. Nie wejdą tu.
-Dobrze pomyślane.
-Dokładnie.
Siedziałyśmy tam do wieczora powoli zasypiając. Zamknęłam oczy i momentalnie poleciałam do przodu. Złapały mnie czyjeś ramiona i przytuliły.
-Yumi – szept koło mojego ucha. - Zaopiekuję się tobą. - A po tym głucha ciemność.

Brak komentarzy: