8 lutego 2016

Zielony Sylwester - część 6

Wróciliśmy na salę. Chłopcy wrócili do gry.
-Trenerze. Jesteśmy gotowi do gry.
-Na pewno?
-Tak – odpowiedziałam na jego pytanie bo czułam, że skierował je właśnie do mnie. Zagwizdał 2 – minutową przerwę i zrobił nowe drużyny i graliśmy. Byłam w drużynie z Midorimą i Miyajim. Dobry skład. Oboje są silnymi graczami. W drugiej drużynie był Takao, Kimura i kapitan Shutoku Otsubo. Mecz trwał, nikt nie potrafił zdobyć kosza i gdyby nie trener trwało by to w nieskończoność. Usiadłam na ławce wzdychając.
-Jak tam?
-Dobrze.
-Nic cię nie boli?
-Chwilowo nie. A co?
-Intensywna gra wymaga wiele siły. Jeśli coś się będzie działo od razu mów.
-Jasne – uśmiechnęłam się i Mido podał mi napój. Jak dobrze zwilżyć gardło. Mecz wznowiono. Tym razem kryta byłam przez Takao. Moja reakcja na jego szept była wskazana.
-Moja nagroda sama do mnie przyszła – szept i jego oddech na moim karku. Krzyknęłam. Trener od razu podszedł z zielonowłosym.
-Co się stało?
-On..... To on.....
-Yumi?
-Zabierz ją do domu. Jest roztrzęsiona.
-To nic. Tylko, że to on... On chciał mnie wtedy skrzywdzić....
-Takao?
-Tak.... Poznałam go dopiero teraz gdy wspomniał o nagrodzie....
-Ty... Jak mogłeś chcieć skrzywdzić dziewczynę?
Midorima złapał go za poły koszulki.
-Midorima. Przestań. Nie bądź taki jak on!
Dopiero wtedy zorientował się gdzie jest. Koledzy chcieli już go odciągać od Takao. Podszedł po prostu do mnie, wziął na ręce i posadził na ławce.
-Siedź tu. Dobrze? Porozmawiam tylko z Takao na osobności.
-Mido.... Nie bądź taki. Nie poznaję cię. Rozumiem, że chcesz mnie chronić, ale tak się nie da.
-Co?
-Przepraszam cię, jeśli sprawiłam ci tyle kłopotu. Chcę wrócić do domu. Proszę.
-No dobrze. Przebiorę się tylko i do ciebie wracam.
Zauważyłam, że trener rozmawia z Takao. A pozostali idą w moim kierunku. Otsubo usiadł przede mną na podłodze. A reszta po bokach.
-Przepraszamy za niego. Był pijany. Wiedział, że to ty, ale nie chciał się do tego przyznać przed Midorimą.
-Rozumiem.
-Trener sobie z nim pogada. A Midorima ma zabrać cię do domu.
-Wiem. Właśnie poszedł się przebrać.
-Spokojnie. My na pewno ci nic nie zrobimy.
-Czuję to. Od pierwszego spotkania z Takao czułam od niego bijące zagrożenie.
-Ale wtedy był Midorima. Teraz na boisku byłaś z nim sam na sam praktycznie. Nie potrzebnie cię daliśmy do krycia go, ale on sam chciał cię kryć.
-Nie ma sprawy. Już mi przechodzi.
-Yumihiko. Gomenesai – Takao ukłonił się przede mną. Nie wiedziałam jak zareagować. Otsubo i reszta jednak byli w gotowości, by mnie chronić. - Gdzie znajdę Midorimę?
-Zaraz powinien być na sali.
-Rozumiem.
Zaczekaliśmy na zielonowłosego, który wyszedł z szatni po kilku minutach. Od razu zabrał nasze rzeczy i już chciał podejść do mnie, gdy Takao zastąpił mu drogę.
-Przepraszam cię Midorima – kun. Powinienem się był przyznać, ze ją znam.
-To teraz bez znaczenia. Chodźmy Yumi.
-Jasne – odpowiedziałam i podeszłam do niego, gdy pożegnałam się z chłopakami i trenerem. Przytulił mnie i poszliśmy spokojnie do domu.
-I jak się czujesz?
-Lepiej. Strach już minął. Powinno być teraz lepiej....
-Yumi?
-To nic...
-Co jest?
-Kręci mi się... W głowie..... Ale to nic....
-Yumihiko. Poczekaj chwilkę.
Zatrzymaliśmy się. Przewiesił swoją torbę przez ramię, a mnie wziął na ręce i kazał trzymać drugą. Jedną ręką trzymałam w takim razie torbę, a drugą go za koszulkę. Droga jakoś nam minęła dosyć szybko.
-Nie bój się. Aniele. Jesteśmy już prawie na miejscu.
-Hai – odpowiedziałam i stanęliśmy przed jego mieszkaniem. Postawił mnie ostrożnie na ziemi i otworzył drzwi. Weszliśmy i skierował mnie od razu do łóżka. Kiwnęłam tylko głową i poszłam w tamtym kierunku. Usiadłam na brzegu i zaczekałam na chłopaka.
-Lepiej?
-Tak. Dziękuję za wszystko Midorima.
-Nic się nie stało. Powinienem był bardziej uważać byś nie została z nim tak jak w tej sytuacji.
-To nic – złapałam go za rękę. - Ale byłeś tam. To się liczy. Przeraziłam się dopiero jak wspomniał o nagrodzie.... Tylko zastanawia mnie jedno. Dlaczego ja?
-Bałem się, że jest w stanie coś ci zrobić...
-Mido?
-Przepraszam. Powinienem ci teraz dać odpocząć.
-Nie zostawiaj mnie samej.... Proszę.... - powiedziałam ze łzami w oczach. - Proszę...
-Dobrze. Zostanę. Chcesz może tej herbaty?
-Chętnie – odpowiedziałam.
-Zaczekaj proszę chwilkę.
-Hai.
Wyszedł po herbatę, a ja szybko skorzystałam z łazienki. Wróciliśmy do pokoju w tej samej chwili. Usiedliśmy na łóżku i powoli wypiłam zawartość kubka. Midorima przytulił mnie i tak zasnęłam.

Brak komentarzy: