20 stycznia 2016

Zielony Sylwester - część 5

Obudziłam się w swoim tymczasowym pokoju. Zielonowłosy spał obok mnie.
-Midorima – kun?
-Hmm.... - zamruczał sennie.
-Dlaczego śpisz u mnie?
-To jest mój pokój. Nie pokój gościnny.
-Ale wygląda jak ten, w którym spałam.
-Są podobnie urządzone. A czemu pytasz?
-Bo się przy tobie budzę.
-Rozumiem. To źle?
-Nie – przytulam się do niego. - To cudowne uczucie.
-Też o tym pomyślałem.
Oboje się uśmiechnęliśmy.
-Może ja dzisiaj przygotuję śniadanie? - zapytałam.
-Nie trzeba. Leż sobie. Wracam za kilka minut. Herbata czy kawa?
-Herbata. Nie pijam kawy.
-Oczywiście. Zaraz wracam.
Położyłam głowę na poduszce i przymknęłam oczy. Po chwili jego usta błądziły po moich.
-Śniadanie Aniele.
-Yhm... Jeszcze pięć minut sobie poleżę. Dobrze?
-Ktoś się nie wyspał?
-Nie o to chodzi....
-A o co?
-Chcę sobie poleżeć w twoim łóżku. To grzech?
-Nie. Mogę się przyłączyć?
-Jasne – uśmiechnęłam się i odsunęłam się robiąc mu miejsce. Gdy się położył, od razu się w niego wtuliłam.
-Naprawdę miłe uczucie.
-Mówiłam – uśmiech nie schodził mi z twarzy.
-Ale śniadanie nam wystygnie...
-No dobrze. Jemy tutaj czy muszę wstać?
-Spokojnie możemy zjeść tutaj. Postawił tacę między nas, gdy usiedliśmy.
-Itadakimasu – powiedzieliśmy oboje i po całym pokoju słychać było nasz śmiech. Zjedliśmy powoli posiłek i znowu się położyłam, gdy wyniósł naczynia do kuchni.
-Znowu drzemiesz?
-Po posiłku trzeba odpocząć. Chodź tutaj. Brakuje mi twojego ciepła.
-No dobrze.
Położył się i mnie przytulił. Zasnęłam na jego ramieniu. Obudził mnie, gdy wstał odebrać telefon. Pocałował mnie w czoło i znowu zasnęłam.
-Aniele. Czas wstawać. Nie możesz przespać całego dnia. A poza tym wychodzimy. Mamy niezapowiedziany trening, na którym muszę być.
-Jasne. Zaraz wracam – szybko pobiegłam się ubrać w coś wygodnego do biegania (na wszelki wypadek) i wróciłam do kuchni. Zielonowłosy już pakował nam bento. Spojrzałam za okno. Ładna pogoda. Niedziela i ma trening? No cóż.
-Gotowa?
-Tak – uśmiechnęłam się.
-No to ubieraj buty i idziemy.
-Mogę coś ponosić?
-Chcesz?
-Chcę się na coś przydać.
-Jasne – uśmiechnął się i podał mi mniejszą torbę. - Jesteś odpowiedzialna za nasze drugie śniadanie i napoje.
-Nie ma sprawy.
Wzięłam torbę, zarzuciłam ją sobie przez ramię i poszliśmy. Zamknął drzwi na kilka zamków, a pod budynkiem czekał na nas już jego kolega. Takao jeśli dobrze pamiętam.
-Ona też?
-Powiedziałem, że na treningi będę chodził pod jednym warunkiem, którym było pozwolenie Yumihiko przebywać na naszych treningach.
-Wiem, wiem. Idziemy?
-Chodź tu do mnie mój Aniele.
-Mido.... Gdzie twój Lucky Item?
-Ona jest dzisiaj moim szczęśliwym przedmiotem.
-Serio?
-Tak. Coś ci nie pasuje? - odezwałam się.
-Przepraszam, że zapytałem. Jejku. Jaka ona drażliwa.
-Nie jestem drażliwa. Po prostu cię nie lubię.
-Ojć. A czym sobie zawiniłem?
-Midorima wie o co chodzi. To wystarczy.
-Naprawdę?
-Tak – odwróciłam wzrok w kierunku, w którym szliśmy. Przystanek autobusowy był pusty.
-Za ile kolejny?
-Za dwadzieścia minut – odpowiada Takao.
-Cholera. Wtedy się spóźnimy.
-A gdy pobiegniemy?
-Dasz radę?
-Tak. Myślisz, że dlaczego się tak ubrałam?
-No dobrze Aniele. No to biegniemy.
Ruszyli, a ja za nimi. Jakim cudem za nimi nadążałam? Nie mam pojęcia. Gdy przybiegliśmy na miejsce, wszyscy już czekali.
-Midorima. Takao. Jesteście spóźnieni o 2 minuty.
-Przepraszam. To moja wina – stanęłam przed ich trenerem i się delikatnie ukłoniłam.
-No dobrze. Ty musisz być Yumihiko. Tak?
-Tak. Miło mi Was wszystkich poznać.
Zielonowłosy mnie objął, a koledzy się dziwnie na nas spojrzeli.
-Wy... - zaczął jeden.
-Jesteście razem? - skończył drugi.
-Hai – odpowiedzieliśmy zgodnie.
-No dobrze. Dziewczyna siedzi obok mnie, a wy się przebrać i na salę się rozgrzewać.
-Hai – krzyknęliśmy.
-Yumihiko?
-Tak Trenerze?
-Skąd znasz Midorimę?
-Uratował mnie i mi pomaga odnaleźć się w tym świecie.
-Uratował cię? - zapytał zaskoczony.
-Tak. Napadło na mnie kilku mocno pijanych facetów w parku wieczorem kilka dni temu. Midorima wracał wtedy z treningu i mi pomógł.
-Rozumiem. A co dla ciebie znaczy pomaganie w odnalezieniu się w tym świecie?
-Straciłam wszystkie wspomnienia. Dzięki Mido nie załamałam się i powoli sobie przypominał, ale nie idzie to zbyt szybko.
-Rozumiem. Buty zmienne masz?
-Tak – uśmiechnęłam się.
-No to leć na salę tylko je zmień.
-Oczywiście trenerze.
Ruszyłam w kierunku sali, gdzie chłopcy się już powoli rozciągali. Przebrałam buty i weszłam na salę. Mido się uśmiechnął i dołączył do kolegów.
-Co jest szczęśliwym przedmiotem na dziś?
-Ona.
-Co?
-No serio ci mówię. Sami mi to powiedzieli.
-To niemożliwe. Ale skoro oni tak twierdzą to musi być prawda.
Trener po rozgrzewce pozwolił im zagrać. Jakby tak pomyśleć to lubię koszykówkę i kiedyś w nią grałam. W podstawówce i gimnazjum grałam w drużynie mecze międzyszkolne.
-Ano... Trenerze?
-Tak?
-Czy mogłabym wejść na boisko?
-Grałaś kiedyś?
-Tak. W podstawówce dwa lata i całe gimnazjum. Byłam w drużynie, która jeździła na zawody międzyszkolne.
-Rozumiem. To po tym meczu cię sprawdzimy. Dobrze?
-Hai – uśmiechnęłam się i czekałam. Trener zrobił im krótką przerwę, więc wszyscy usiedli. Midorima usiał obok mnie. Właśnie chciał coś powiedzieć, ale przerwał mu trener.
-Słuchajcie. Yumihiko chciałaby się sprawdzić w grze. Któryś chętny prócz Midorimy?
-Ja mogę – głos Takao.
-O nie. Ona się ciebie boi. Nie zagrasz z nią.
-Dlaczego się go boisz?
-Jego głos jest podobny do głosu jednego z facetów, którzy na mnie napadli w parku.
-I tylko dlatego?
-Hai – spuściłam wzrok. Zielonowłosy mnie przytulił.
-No dobrze. Ktoś inny?
-Ja mogę.
-Miyaji. Naprawdę?
-Tak. Sprawdzę ją. Jestem niski, więc wzrostem do siebie pasujemy.
-No to się proszę rozgrzej. Midorima. Pomożesz jej?
-Oczywiście trenerze. To o tym rozmawialiście przed chwilą?
-Tak – uśmiechnęłam się i poszliśmy na środek sali.
-Siadaj w rozkroku i robisz skłony. Pomogę ci dociskając barki. Dobrze?
-Jasne.
Ćwiczenia szły mi o wiele lepiej niż myślałam.
-Gotowa? - zapytał trener.
-Gotowa – odpowiedziałam. Midorima mnie przytulił i poszłam na środek sali, gdzie czekał już Miyaji. Ładny, ale mnie się podobał Mido więc nawet go nie chciałam tak naprawdę poznawać. Trener rozpoczął mecz. Skąd moje ruchy były takie płynne? Nie wiem. Jak zdołałam zabrać pierwszą piłkę? Tego też nie wiem. Moje ciało po prostu działało instynktownie. Wszyscy patrzyli na mnie jak na największy cud świata. Ale przeciwnik nie zwrócił na to uwagi i grał jak równy z równym. A ja i tak z nim wygrałam. Dlaczego? Nie wiem. Pomimo braku treningów takich jak oni mieli, ja z nim wygrałam. Trener zakończył mecz. Wynik? 28:20 dla mnie. Osiem punktów przewagi. Czułam się szczęśliwa. Podbiegłam do zielonowłosego i wręcz wskoczyłam mu w ramiona.
-Mój Lucky Item jest wspaniały. Co nie chłopaki?
-Tak. Cudowna gra.
-To jak trenerze? Mogę z nimi grać na treningach?
-Zdecydowanie tak Yumihiko.
-Hura!!! - krzyknęłam, a Mido zaczął się śmiać. Pocałował mnie na oczach wszystkich. - Mido?
-Przepraszam. Nie powinienem.
-Przestań przepraszać. To był najcudowniejszy pocałunek na świecie – zaszkliły mi się oczy. - Przepraszam – powiedziałam i wtuliłam się w jego tors.
-Yumi? Wszystko w porządku?
Poruszyłam tylko głową, bo nie chciałam by widzieli moje łzy.
-Weź ją na świeże powietrze. Powinno pomóc.
-Jasne. Dasz radę pójść? Czy wziąć cię na ręce? - zapytał z troską w głosie. Dźwignęłam tylko ręce, a ten od razu zrozumiał. Wziął mnie, a ja wtuliłam się w jego kark. Wyniósł mnie z sali i usiadł na pobliskiej ławeczce.
-Lepiej?
Rozpłakałam się. Nie wiem nawet dlaczego.
-Yumi.... - zaczął zaskoczony. - Co się stało?
-Nie wiem. Łzy same zaczęły lecieć. Przepraszam. Przerwałam wam trening.
-To nic. Nawet trener zareagował. To on kazał mi cię tu przyprowadzić. Właśnie on mówił o świeżym powietrzu.
-Naprawdę? - zapytałam zaskoczona i przestałam szlochać.
-Tak mój kochany Aniele.
-Wracamy?
-Lepiej?
-Tak.

Brak komentarzy: