14 stycznia 2016

Zielony Sylwester - część 2

Gdy otworzyłam oczy nie wiedziałam gdzie teraz jestem. Do pokoju wszedł chłopak.
-Jak się spało?
-Dobrze. Jak ja się tu znalazłam? - okryłam się bardziej kołdrą.
-Znalazłem cię śpiącą na kanapie, więc przeniosłem cię do tego pokoju. Chyba nie jesteś złą za to?
-Nie. Dziękuję, że się tak o mnie troszczysz...
-Zostań tutaj póki twoje wspomnienia nie wrócą. Dobrze?
-Ale nawet nie wiem kiedy mogą powrócić.
-To nic. Ten pokój mam zarezerwowany dla gości. A ty jesteś moim gościem więc możesz tutaj spać.
-Hai – posmutniałam. Dlaczego nic nie pamiętam? - Tylko nie mam żadnych swoich rzeczy tutaj.
-O to się nie martw. Kupimy ci coś jak wrócę ze szkoły. Dobrze?
-Hai.
-A w międzyczasie, gdy mnie nie będzie odpocznij sobie. Pieniądze zostawiłem na stole w kuchni, gdybyś chciała pójść do sklepu po coś. Kanapki masz w lodówce przygotowane. Obiad zrobię jak wrócę. Będę szczęśliwy jeśli zostaniesz tu ze mną.
-Dobrze. Zostanę. Powodzenia w szkole. Miłego dnia – uśmiechnęłam się.
-Udanego dnia Yumihiko. Nie zmuszaj się do przypomnienia sobie czegoś, dobrze?
-Tak.
-To ja wychodzę. Dzisiaj nie zostanę na treningu. Wrócę wtedy wcześniej do domu.
-Do zobaczenia później.
Pomachał mi i wyszedł. Ostrożnie wstałam z łóżka i przeszłam się do łazienki. Wzięłam sobie długą kąpiel, po czym nastawiłam pranie. Ubrałam się w ciuchy naszykowane przez niego. Ruszyłam do kuchni i zjadłam kilka kanapek przeczuwając to, że są policzone. Usiadłam na kanapie w salonie i włączyłam TV. Po godzinie siedzenia usłyszałam z łazienki wyłączenie pralki. Poszłam je wywiesić i zastanowiłam się nad obiadem. Sprawdziłam lodówkę w poszukiwaniu składników. Znalazłam na jednej półce książkę kucharską, więc mogłam ugotować coś dla chłopaka. Przygotowałam curry. Ryż ugotowałam 10 minut przed jego powrotem.
-Co tak ładnie pachnie? - zapytał, wchodząc do kuchni.
-Ugotowałam obiad. Mam nadzieję, że będzie ci smakowało.
-Jeśli ty to ugotowałaś to jak najbardziej będzie mi smakowało.
-Umyj proszę ręce przed posiłkiem. A ja już nałożę.
-Dobrze – poszedł, a ja nakryłam do stołu i nałożyłam ryżu do miseczek. - Pranie też zrobiłaś?
-Tak. Swoją sukienkę od razu wyprałam.
-Rozumiem. Smacznego – uśmiechnął się i usiadł do stołu. Po posiłku poszliśmy na zakupy. Kupił mi kilka sukienek, spodenek, bluzek, jakąś bluzę. No i kilka par butów.
-Midorima – kun. To za dużo.
-Bez przesady Aniele. Sprawiłaś mi tymi zakupami przyjemność.
-Naprawdę?
-Tak.
Oboje się uśmiechnęliśmy i ruszyliśmy do domu. Po drodze wstąpiliśmy do sklepu spożywczego po kilka rzeczy.
-Co chcesz na kolację?
-Zostało jeszcze trochę curry, więc mogę się zadowolić nawet tym lub kanapkami.
-Za to, że zrobiłaś taki pyszny obiad, ja robię kolację. Więc?
-Hmm... Racuszki?
-Z cynamonem?
-Hai – uśmiechnęłam się.
Kupiliśmy składniki potrzebne do zrobienia racuszków i wróciliśmy w końcu do domu.
-Zajmiesz się czymś? A ja w tym czasie zrobię już kolację.
-Rozpakuję torby. Chociaż tyle mogę zrobić.
-Jasne. Gdzie chcesz zjeść?
-Możemy w salonie?
-Oczywiście, że tak. Do racuszków co chcesz do picia?
-Herbata wystarczy.
-Ok. No to mykaj do pokoju rozpakować ubrania.
-Hai – odpowiedziałam i pobiegłam do pokoju. Rozpakowałam torby i skorzystałam z łazienki. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. I sobie zaczęłam przypominać „uczennica szkoły średniej, aspołeczna, brak chłopaka, brak znajomych. Nikogo nie obchodziłam. Nawet własnej rodziny. Dlatego tu jestem.” Rozbolała mnie głowa, więc wyszłam z pomieszczenia i doszłam do łóżka. Nie wiem, kiedy wszystko pochłonęła czerń.


Obudziłam się w ramionach zielonowłosego.
-Midorima – kun? - zapytałam słabym głosem.
-Yumihiko? Obudziłaś się już?
-Tak. Co się stało?
-Musiałaś zemdleć bo znalazłem cię koło łóżka.
-A myślałam, że zdążyłam się położyć. Przepraszam, że cię zmartwiłam.
-Nic się nie stało. Jeśli coś się będzie działo to mów. Zgoda?
-Tak. Pozwolisz, że pójdę do łazienki?
-Oczywiście. Tylko uważaj na siebie. Proszę.
-Dobrze. Będę uważać.
Wstałam z jego kolan i powoli poszłam do łazienki. Skorzystałam i obmyłam twarz. Byłam blada. Ale nikt się teraz niech nie dziwi. Przecież zemdlałam. Wróciłam do pokoju, ale chłopaka nie było już w nim. Ruszyłam do kuchni, z której dolatywał zapach herbaty.
-Zrobiłem ci herbatę ziołową. Proszę.
-Dziękuję Midorima – kun. Za wszystko – posmutniałam. Od razu zauważył moją zmianę nastroju.
-Coś się stało?
-Przypomniałam sobie coś, czego nie chciałabym pamiętać.
-Opowiesz mi o tym Aniele?
-Może podczas posiłku?
-Wszystko już naszykowane. Zapraszam do salonu.

Brak komentarzy: